

Czy jest choć jeden człowiek na Ziemi, który by nie wiedział kim jest Ennio Morricone? Obchodzący swoje 85 urodziny (10 listopada) Włoch wielokrotnie porywał i poruszał swoim pracami do filmów. Za jedną z najważniejszych jego prac jest muzyka napisana do filmu Giuseppe Tornatore „Kino Paradiso”. Jest to historia mężczyzny, który wraca wspomnieniami do swojego rodzinnego miasteczka, gdzie jako dziecko chodził do kina i zaprzyjaźnił się z operatorem Alfredem.
![]()
I jak można wnioskować po opisie, ścieżka dźwiękowa powinna być bardziej liryczna i delikatna. I taką też dostaliśmy na godzinnym albumie. Ale po kolei. Album opisywany przeze mnie pochodzi z tego roku i został wydany we Włoszech przez Umbrellę i zawiera dodatkowe 20 minut. Czy to dobrze? Chyba jednak nie, bo nie wnoszą one niczego nowego, wręcz powtarzając te same tematy.
Największą siłą tej ścieżki są dwa motywy – motyw przewodni (piękna melodia zagrana na fortepian, saksofon oraz „płaczące” smyczki), który buduje klimat nostalgii oraz temat miłosny napisany przez syna Ennio, Andreę. Ta melodia zaś pojawia się po raz pierwszy w „Love Theme”, gdzie w tle przygrywają smyczki, na pierwszym planie jest klarnet zastępowany przez flet, zaś ciągle przewija się melodia brzmiąca jak z pozytywki. Obydwa te motywy pojawiają się bardzo często na płycie i po pewnym czasie mogą już wywołać znużenie. Ale kompozytor nie ogranicza się tylko do tych dwóch tematów oraz ich różnych aranżacji. Do tych świeżych kompozycji należy zaliczyć mroczne i dramatyczne „Cinema on Fire” z nerwowymi skrzypcami, solo trąbki oraz kotłami czy utrzymany w stylistyce walca „Childhood and Manhood” z pięknym solo smyczków, które pojawia się też w „Toto & Alfredo”.
Nie brakuje też trochę bardziej cięższego grania jak w underscore’owym „Fuga, ricercare e ritorno” opartym na mocnych uderzeniach fortepianu oraz niepokojących smyczkach przypominających te z „Psychozy” Bernarda Herrmanna czy czarującego „Dal Sex Appeal Al Primo Fellini” z lekką wariacją tematu przewodniego, który w połowie nabiera jazzowego kolorytu i posmaku. Jednak te odskocznie pojawiają się naprawdę rzadko, ale nadal są piękne i poruszające.
Największą wadą tego wydania jest zbyt częste wykorzystywanie obydwu wiodących tematów. Jednak mimo tego ona jest pełna emocji, angażująca i poza filmem wypada naprawdę świetnie. Czysty Morricone po prostu.
8,5/10
Radosław Ostrowski
