

„Dziecko Rosemary” – to skojarzenie, które przychodzi do głowy, gdy usłyszymy hasło horror Romana Polańskiego. Ale w 1999 roku reżyser wrócił do kina grozy tworząc „Dziewiąte wrota” – historię bibliofila na tropie piekielnej książki, a dokładnie sprawdzenia autentyczności trzech kopii tego samego dzieła, które może przywołać samego Szatana. „Dziecko Rosemary” to nie jest, ale całkiem solidne kino gatunkowe. Zaś jednym z jego najmocniejszych atutów była oprawa audio-wizualna.
Polański drugi raz zaprosił do współpracy Wojciecha Kilara (wcześniej panowie zrobili „Śmierć i dziewczynę”), no i muzyka jest taka jaka być powinna – elegancka, oszczędna i budująca mroczny klimat. Zaczyna się to wszystko od pięknej wokalizy koreańskiej śpiewaczki operowej Sumg Jo, która zaczyna i kończy album (wspierana m.in. przez klawikord). Jednak po tym pięknym głosie zostajemy spuszczeni prosto do piekła, przez bardzo ponury walc z czołówki z zapętlającymi się i idącymi w górę smyczkami. Ten motyw powróci wielokrotnie, gdzie pojawi się diabelska księga, za każdym razem wywołując niepokój.

Te dwa utwory mocno podniosły poprzeczkę, ale następny utwór, czyli temat głównego bohatera („Corso”) wydaje się wzięty z innej opowieści. Lżejszy, z trąbką podkreślającą charakter postaci, czyli cwaniaczka, podkreślając też jego groteskowość brzmi zaskakująco, ale wypada naprawdę dobrze, posiadając kilka wariacji (mroczny „Bernie’s Dead” czy „Plane to Spain”, które przypomina „Bolero” Ravela). Kolejnym istotnym tematem jest przypominająca kołysankę (cymbałki i delikatny fortepian) motyw femme fatale, która zawsze osiąga swój cel. „Liana” pozornie brzmi delikatnie, jednak skrzypce w tle budzą odrobinę niepewności, spotęgowane w „Chateau Saint Martin”.
Akcję z kolei opisano głównie za pomocą szybkich uderzeń fortepianu („The Motorbike”), który wymyka się spod kontroli (słychać to także w „Missing Book/Stalking Corso” czy „Liana’s Death”), co trochę przypomina to, co robi James Horner. Wyjątkiem od tej reguły jest ukazanie sceny pościgu („BOO!/The Chase”) – szybki, rytmiczny utwór z popisującymi się fletami i kotłami na początku oraz smyczkami oraz gwałtownymi „wybuchami” trąbek. Jednak tak naprawdę czekaliśmy na mocne uderzenie, które kompozytor serwuje nam w „Balkan’s Death” i „Corso and the Girl”. W obu pojawia się gwałtowne walenie kotłów oraz fantastyczny męski chór, będący tłem dla wokalizy Sumg Jo, która tutaj wspina się na wyżyny swoich umiejętności, co sprawia, że nie mamy do czynienia z tapetą.
„Dziewiąte wrota” tylko potwierdzają, ze Wojciech Kilar świetnie czuje się w horrorze, co już pokazał w „Draculi”. A że jest to bardziej elegancka oprawa (bo i film nie jest takim stricte horrorem, gdzie jest dużo krwi, a bohaterowie są mordowani jak w „Pile”), to już jest inna kwestia.
8/10
Radosław Ostrowski
