Neil Finn – Dizzy Heights

Dizzy_Heights

Po raz pierwszy poznałem tego wokalistę, gdy po raz pierwszy usłyszałem „Song for a Lonely Mountain”. I potem dowiedziałem się, że to uznany wokalista i gitarzysta z Nowej Zelandii, grający muzykę bardziej alternatywną. I teraz wychodzi jego siódmy album, sygnowany jego nazwiskiem.

Za produkcję albumu „Dizzy Heights” odpowiada znany ze współpracy z The Flaming Lips Dave Fridmann. I poza elektryczną gitarą, która gra bardziej surowo oraz w tle, ale dominują tutaj smyczki oraz zmieszana elektronika. Słucha się tego zaskakująco przyjemnie i nie brakuje też tutaj eksperymentowania (w „Divebomber” słyszymy dźwięki samolotu oraz podniosłe trąbki z werblami, zaś w „Better Than TV” są orientalnie brzmiące bębenki), ale jest nadal chwytliwe i bardzo melodyjnie. Co pozornie może nie pasować do siebie. Czasami zdarzają się „brudnawe” dźwięki elektroniki („White Lies and Alibis”), przewinie się jeszcze fortepian („Recluse”) i chórki („Stranglest Friends” z mocniejszą gitarą), a sam wokal Neila potrafi oczarować i przykuć uwagę do samego końca.

Pozornie nic specjalnego, ale jak dobrze się przy tym spędza czas? Taka mała niespodzianka.

7/10

Radosław Ostrowski


Dodaj komentarz