Sztuka kradzieży

Jak zrobić dobry skok i zbić na tym wielką kasę? Trzeba mieć naprawdę dobrą ekipę, której można zaufać. Dennis „Crunch” Calhoun coś na ten temat wie. Kiedy jego brat Nicky zostaje schwytany przez gliniarzy po okantowaniu jednej grubej ryby w Warszawie, wystawia go policji i spędza 7 lat we Wronkach. Po wyjściu dorabia jako kaskader, by łamał sobie trochę tego i owego, gdy pojawia się pewien zakapior, oszukany przez jego brata i żąda zwrotu kasy. W ten sposób Crunch wraca do gry, dokonując zuchwałej kradzieży „Ewangelii wg św. Jakuba”.

kradziez1

Brzmi jak jeden z wielu złodziejskich filmów pokroju „Ocean’s Eleven”? Macie rację, to kolejna tego typu opowieść, gdzie kluczowe są precyzyjny plan, mistyfikacja, podmiana i oszustwo. Debiutujący na tym polu reżyser Jonathan Sobel okazuje się całkiem niezłym rzemieślnikiem. Może i widać, że budżet nie jest zbyt duży, a Warszawa wygląda jakoś inaczej (Wronki to wyglądają jak jakieś średniowieczne lochy – ładnie), jednak nie brakuje tutaj odrobiny humoru („przemyt” braci przez mało rozgarniętego Francie czy anegdota o kradzieży Mona Lisy – naprawdę szacun za pokazanie tego), zdjęcia nadają mrocznego charakteru, postacie są wyraziste, a intryga tak zamotana jak tylko się da. Może i jest to trochę grane znaczonymi kartami, a finał mimo wszystko okazuje się dość przewidywalny, ale jako rozrywka się sprawdza.

kradziez2

Także aktorzy świetnie czują swoje role i sprawdzają się w nich bezbłędnie. Ale czy może być inaczej, jeśli asem jest tutaj Kurt Russell. Jako honorowy złodziej i mistrz kierownicy (brawurowa ucieczka przed policją w Warszawie, m.in. jadąc metrem – bezcenne) jest po prostu świetny, a skórzana kurtka i zmęczona twarz dopełniają tego portretu. Drugim mocnym punktem jest Matt Dillon, czyli cwany i za chciwy Nicky. Taki mózgowiec, który ma wiele planów i pomysłów. Z pozostałych aktorów warto wyróżnić niezłego Jaya Baruchela (uczeń Francie) oraz niezawodnego Terence’a Stampa (zmuszonego do współpracy z Interpolem Sam Winter).

kradziez3

Nie jest to nic nowego, ale satysfakcja jest tutaj zaskakująco wysoka. Kawał porządnego i lekkiego kina, które skutecznie kradnie czas, a kiedy się kończy nie jesteś w stanie tego zauważyć. Tylko tyle albo aż tyle.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz