Chińskie kino to rzecz, do której nie trafiam za często, nawet w kino gatunkowe, pełne symboliki zrozumiałej tylko dla nich. Tym razem dostałem historię czwórki ludzi, których dzieli wiele, ale łączy śmierć. A dokładnie zabijanie. Każda z opowieści trwa mniej więcej pół godziny i nie są w żaden silny sposób ze sobą powiązane.
W pierwszej górnik nie jest pogodzony ze sprzedaniem kopalni oraz braku pieniędzy do zapłaty. Jako jedyny próbuje zawalczyć o swoje, ale zostaje pobity. W końcu bierze za strzelbę zabijając miejscowego wataszkę oraz właściciela. W drugiej młody chłopak na motorze utrzymuje się z zabijania i poznajemy go wracającego do rodzinnego domu. Trzecia to opowieść kobiety – recepcjonistki sauny, która żyje z innym, żonatym mężczyzną. Ona też popełni zbrodnie, gdy zostaje potraktowana jak dziwka, a sam koniec to opowieść młodego chłopaka z długami, pracującego jako kelner w domu publicznym. W końcu popełnia samobójstwo.
W zasadzie streściłem cały film, w którym reżyser Zhanghe Jia pokazuje bezwzględność kapitalizmu oraz okrucieństwo ludzi w świecie znieczulicy. Owszem, ogląda się to dobrze, choć tempo jest powolne, a przemoc gwałtowna. Znamy ten obraz choćby z amerykańskiego „To nie jest kraj dla starych ludzi” czy rosyjskiego „Ładunku 200” i pod tym względem nie ma tutaj niczego nowego. Zagrane jest to świetnie, chęć zemsty oraz świat pełen znieczulicy, gdzie gonią ludzie za zyskiem i zabijają, by w ten sposób ocalić resztki godności.
Gorzkie, ciężkie, wręcz depresyjne kino skierowane głównie dla koneserów. Reszta raczej się wynudzi.
7/10
Radosław Ostrowski
