Prawdziwa zbrodnia

Steve Everett jest doświadczonym dziennikarzem, który lubi sobie wypić i mieć przelotne romanse. Po śmierci swojej koleżanki dostaje zlecenie napisania artykułu o skazanym na śmierć Franku Beechumie, którego wyrok ma zostać wykonany tego samego dnia o północy. Jednak dziennikarz przygląda się sprawie i zaczyna mieć wątpliwości.

prawdziwa_zbrodnia1

Clint Eastwood udziela głosu w sprawie przeciwko skazaniu niewinnego człowieka na śmierć. Temat mocny, sprawa wydaje się ważka, ale realizacja mocno konwencjonalna, mało zaskakująca i przede wszystkim nudna. Takich opowieści było już tysiące, a ta jest tysiąc pierwsza. Skazaniec oczywiście jest niewinny i ma to niemal napisane na czole, dziennikarz Everett ma nosa i jednocześnie wyrywa laski (co wydaje mi się już mocno naciągane i mało interesujące), śledztwo jest dość ospale prowadzone i przerywane wątkami z życia Everetta oraz przygotowaniami do egzekucji (to jest zrobione z dużym realizmem). Jednak największym problemem jest brak emocji oraz zaangażowania, a to jest niewybaczalne. Szkoda, ze Clint zamyka XX wiek taką mocną zniżką formy.

prawdziwa_zbrodnia3

Sam Eastwood trzyma nadal fason, jednak tak naprawdę niczym nowym w swoim wizerunku nie zaskakuje. Podobny solidny poziom serwuje James Woods jako naczelny oraz (chyba najciekawszy) Bernard Hill w roli naczelnika więzienia. Reszta postaci (z Isiaha Washingtonem jako niewinnie skazanym) niespecjalnie się wybija i prawdę mówiąc nikogo nie obchodzą.

prawdziwa_zbrodnia2

Zbrodnią jest to, że Clint Eastwood nakręcił takiego przeciętniaka. Mocno widać, że tego typu opowieści – banalne, nudne i schematyczne – powinien już dawno zostawić za sobą.

5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Dodaj komentarz