Benjamin Clementine – At Least for Now

At_Least_for_Now

Do tej pory ten 27-letni Anglik nagrał dwie EP-ki, na których nie tylko śpiewał, ale tez grał na fortepianie. Jednak to tylko jedna z twarzy tego wokalisty (głos tenorowy), kompozytora i poety. Na początku tego roku postanowił zadebiutować longplayem. Czy można ten debiut zaliczyć do udanych?

Pierwsze, co uderza to formalny minimalizm. Można odnieść wrażenie słuchając „Winston Churchill’s Boy”, że będziemy mieli tylko fortepian i smyczki w tle, ale w połowie następuje ożywienie za pomocą perkusji oraz – pod koniec – basem. Dość skromniutkie instrumentarium pozwala stworzyć bardzo intymny nastrój i bardzo mocno poruszyć (skrzypce w „Then I Heard A Bachelor’s Cry”), choć nie zapomina się o pewnej dynamice (perkusyjny „London”), ale Clementine nie zapomina o serwowaniu niespodzianek. Czymś takim jest na pewno „Adios” – zaczyna się jak zadziorny walc, gdzie zapętlił się fortepian wspierany przez skrzypce. Ale w połowie Benjamin zaczyna mówić, muzyka znika i… zarówno głos jak i brzmienie fortepianu staje się bardzo klasyczne, a pod koniec włączają się smyczki, by wrócić do początku. Równie intrygujące jest „Nemesis” z bardzo nietypową perkusją oraz… hmm, hmm, hmm, hmm (nie umiem tego odtworzyć w formie pisanej). Ale od utworu siódmego wraca spokój i wyciszenie, przerywany momentami dynamiki („The People and I”) czy nieszablonowym eksperymentom (klasyczny fortepian sklejony z funkową perkusja oraz „fletami” w „Condolence”).

Jednak siłą tej płyty poza aranżacjami jest znakomity głos Benjamina. Z jednej strony bywa bardzo Delikatny, lekki i odpowiednio „czarny”, jednak gdy trzeba potrafi tak zaryczeć, by przeszły ciarki na plecach. A i czasami mówi dość szybko („Quiver a Little”), co może działać na korzyść.

Każdy utwór to oddzielna historia i Clementine bardzo potrafi przykuć uwagę swoją opowieścią. Potwierdza on tylko swoją klasę oraz dużą siłę oddziaływania. Powiem jedno – czekam na więcej.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz