St. Vincent – St. Vincent (deluxe edition)

St._Vincent

Kim jest tajemnicza St. Vincent? Naprawdę nazywa się Anne Clark i jest wokalistką, autorką tekstów i muzyki, a także multiinstrumentalistą (gra na gitarze, basie, keyboardzie, fortepianie oraz syntezatorze). W zeszłym roku pojawiła się czwarta płyta nazwana po prostu „St. Vincent”, jednak oceniam wydanie deluxe, które wyszło około tygodnia temu.

Za produkcję odpowiada John Congleton, który współpracował z wieloma twórcami muzyki alternatywnej jak Amanda Palmer, David Byrne, Swans czy Modest Mouse, więc wiadomo, że będzie mniej radiowo. Ale otwierający całość „Rattlesnake” ma wszelki potencjał komercyjny – pluskająca elektronika, przestrzenny głos, łagodna gitara elektryczna oraz zwarta perkusja. Do tego jeszcze gdzieś tam wchodzą elektroniczne przeszkadzajki (ze skreczowaniem włącznie) – innymi słowy, na bogato. Mimo pewnej chwytliwej melodyjności, nie brakuje tutaj brudu (gitara w „Birth In Reverse”, która w refrenie zgrywa się z elektroniką czy „Regret”), eksperymentów (chóralny „Prince Johnny”, perkusyjny „Huey Newton” z miejscami baśniową elektroniką, który w połowie staje się brudniejszy, jazzujący „Digital Witness” czy „Several Crossed Fingers” z klawesynem) czy nieuniknionych skrętów w synth pop (magicznie „I Prefer Your Love” czy melodyjne „Psychopath”) oraz elektronicznych dziwadeł (Minimoog w „Bring Me Your Lovers”), które tworzą nieprawdopodobny efekt.

Wydanie deluxe zawiera dodatkowo pięć utworów, z czego jeden to remix „Digital Witness”. „Bad Believer” jest bardzo dyskotekowy i dynamiczny. „Pieta” bardziej skręca w etniczne klimaty, co jest zasługą perkusji, a „Sparrow” jest intrygującym dziwadłem, podobnie „Del Rio”.

Kompletnym zaskoczeniem była dla mnie lekkość głosu Clark, który działa czarująco. Potrafi być bardzo zmysłowy („I Prefer Your Love” czy „Prince Johnny”) jak i strasznie dynamiczny („Bring Me Your Lovers”) – po prostu wariactwo, które współgra z całą resztą.

Więc jeśli nie mieliście kontaktu z St. Vincent, to nadróbcie to koniecznie. Fantastyczny album, sprawiający ogromne przeżycia. Serio, serio.

8,5/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s