
Kendrick uważany jest za jednego z najciekawszych amerykańskich raperów. Przy swoim trzecim albumie wspieranym przez sztab producentów pod wodzą Dr Dre i Anthony’ego „Top Dawga” Tiffitha, postanowił opowiedzieć o historii swoich ziomków.
Efektem jest jedna z najlepszych hip-hopowych płyt, jakie kiedykolwiek wpadły w moje ręce. Zarówno bity, jak i produkcja jest po prostu mistrzowska. Słychać to już w pulsującym „Wesley’s Theory”, zaczynającym się od grania z gramofonu, a następnie przejmują muzykę żywe instrumenty – rytmiczna perkusja, łagodne klawisze i bas z przeplatanką dźwięków. Jazzowe „For Free?”(świetny saksofon oraz wplecione głosy Anny Wise oraz Darlene Tibbs) łagodzą ton działając na kontraście z tekstem. Surowsze, chociaż też przebojowe jest „King Kunita” (tytuł wzięty od bohatera serialu „Korzenie”), gdzie pod koniec mamy staroświecki riff. „Institutionalized” zaczyna się od powolnego, ale rytmicznego uderzania perkusji oraz przestrzennej elektroniki z żeńska nawijką, by stać się surowszy (zum, zum, zum, zum oraz klarnet). Soulowy „These Walls” zaczyna się od mocnych ciosów fortepianu oraz przemielonej elektroniki, by potem złagodzić to eleganckimi chórkami i funkową gitarą. „u” jest mroczniejszy i zaczyna się od krzyków, by zwolnić tempo (saksofon w tle), konstrastując z ekspresyjną nawijką Kendricka. Jednak największe wrażenie robi ponad 10-minutowy „Mortal Man” (fikcyjna rozmowa Kendricka z 2Pac).
Sama nawijka Kendricka jest po prostu świetna – zarówno pod względem techniki (przyspieszenia) jak i słów. Mamy tu przeszłość i teraźniejszość czarnej Ameryki – upokorzenia, rasizm, nietolerancja czy poczucie opuszczenia, ale to tylko jedna z warstw, pozostałych powinniście sami poszukać. W dodatku raper zaprosił masę gości, którzy go nie zgasili, m.in.: Bilal, Anna Wise, Thundercat, James Fauntelroy, Pharrell Williams, Flying Lotus, LoveDragon, Terrace Martin, Taz Arnold czy Dr Dre.
Nie będę kłamał mówiąc, że nowy album Lamara jest kompletną niespodzianką i wielkim wydarzeniem na ziomalskim podwórku. Tak złożonej zarówno muzycznie jak i tekstowo produkcji dawno nie było. No i nie będzie, raczej.
9/10 + znak jakości
Radosław Ostrowski
