
Jak się okazuje, Skandynawowie też grają i kochają jazz. Potwierdza to przypadek 49-letnie Silje Nergaard z Steinkjer, która wydała swoją 13 studyjną płytę.
Tutaj jednak zamiast dęciaków czy fortepianu dominuje gitara akustyczna, grająca dość egzotycznie („The Dance Floor”) i spokojnie, nawet jeśli ma się wrażenie słuchania płyty folkowej („Come Walk Around”). Co nie znaczy, ze nie pojawiają się trąbki („The Leaving”) czy ciepłe klawisze („A Crying Shame”). Jeszcze chórki („Two for the Road”), bo w zasadzie trudno wyróżnić jakiś poszczególny utwór. Wszystko się tu zlewa w jedną całość, co wielu może znużyć. Tu nie ma pośpiechu, raczej jest to kraina łagodności niż klasycznie rozumiana muzyka jazzowa. Nie pomaga tutaj przyjemny wokal Silje, niemal anielski, czarujący niż popisujący się swoimi umiejętnościami. Jest tylko albo aż nieźle, środek mnie strasznie znużył, a sytuacje uratowała śpiewana po norwesku „Morgenstemning”, który chwyta za gardło.
6/10
Radosław Ostrowski
