John Lodge – 10,000 Light Years Ago

10000_Light_Years_Ago

Dawno, dawno temu w Wielkiej Brytanii działał zespół The Moody Blues, któremu rozgłos i nieśmiertelność zapewnił przebój „Nights in White Satin”. Teraz jeden z członków tej grupy – basista oraz wokalista John Lodge wydaje swój drugi, solowy album po… 36 latach przerwy.

Na „10,000 Light Years Ago” Lodge’a wsparli dawni członkowie macierzystej formacji – powracający z emerytury perkusista Ray Thomas oraz klawiszowiec Mike Binder, a także gitarzysta Chris Spedding (ex-Rosy Music). Utworów jest tylko 8 i całość trwa tylko pół godziny, ale to jeden z ciekawszych prog-rockowych albumów tego roku. Zaczyna się od mocnego uderzenia, czyli „In My Mind” – czuć w nim echa Pink Floyd (gitara przypominająca Davida Gilmoura), pulsujący bas, wejścia fletów oraz mocne uderzenia perkusji. Tak powinno zaczynać się płyty z taką muzyką. A dalej jest różnorodnie i bardziej przebojowo, co nie musi być wadą. Ładne i nostalgiczne „Those Days in Birmingham”, idące w stronę country „Simply Magic” (oj, ta gitara delikatnie gra) i „Love Passed Me By” (skrzypeczki z akordeonem nakręcają ten utwór), w sporej części akustyczne (chociaż nie pozbawione mocniejszych riffów) „Get Me Out of Here” czy rock’n’rollowe „(You Drive Me) Crazy”.

Rozrzut spory, a łączy go ciepły głos Lodge’a oraz dobre melodie, sprawiające olbrzymia frajdę z odsłuchu. Brzmi to zwyczajnie dobrze, a dwa wznoszą album na wyższy poziom. Otwierające „In My Mind” oraz finałowy utwór tytułowy, zaczynający się od melorecytacji, by potem pędzić jak rakieta z perkusją oraz gitarą, a także chóralnym zaśpiewem w refrenie.

Nie spodziewałem się po tej płycie absolutnie niczego, a wyszła z „10,000 Light Years Ago” prawdziwa dźwiękowa paleta, pełna niesamowitości oraz kolorów. Niespodzianka roku 2015.

8/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz