
Coś ostatnio trafiają mi do ręki albumy weteranów polskiej muzyki rockowej. Po średnim Lady Pank, nie liczyłem na wiele po Wilkach. Gawliński i spółka 4 lata temu zaskoczyli bardziej wyciszonym oraz refleksyjnym materiałem „Światło i mrok”. Po drobnych przetasowaniach (odejście Stanisława Wróbla, którego zastąpił Marcin Ciempel), stare wilki poczuły świeżą krew, atakując nowym materiałem.
Muszę przyznać, że grupa poczuła pazur i otwierający album westernowy „To, co piękne w życiu” jest szybkim, skocznym, gitarowym numerem z fajną trąbką na końcu. Zapomniałem dodać, że grupę wzmocnił gitarą oraz klawiszami, syn Gawlińskiego, Beniamin. Chłopak daje sobie radę, a nawet udziela się wokalnie – całkiem nieźle (najlepiej prezentuje się w ostrym „27th Floor”). Nie brakuje też spokojniejszych numerów, jednak brzmią co najmniej przyzwoicie, jak „Teraz powiedz nie” z chwytliwym refrenem czy niemal folkowe „Stać się innym” z harmonijką ustną, ale tak naprawdę siła napędową są tutaj energetyczne, dynamiczne kawałki, będące potencjalnymi przebojami z tytułowym utworem na czele.
Organowe „Kocham, bo nienawidzę” z nietypowo brzmiącą perkusją, surowe „Na warszawskich ulicach” z niemal marszową perkusją i sennym refrenem czy niemal galopująca „Ona tam jest” potwierdzają, że Wilki nadal mają pazur. Gawliński ze swoim głosem współgra z tą rock’n’rollową energią, a nawet teksty są nie głupie oraz unikające banału („Na warszawskich ulicach” opowiadająca o Warszawie czy „Wenus, tu Mars”).
„Przez dziewczyny” to najbardziej dynamiczny album Wilków od… w zasadzie odkąd grają. Gawliński znalazł w sobie tyle energii i pazura, ale i nie zapomina o fragmentach bardziej, jakby to ująć refleksyjnych i mistycznych (finałowy „Shaman’s Melody”). Tak się robi rocka, panowie.
7,5/10
Radosław Ostrowski
