Skutki miłości

Titta Di Girolamo jest pozornym, niewyróżniającym się panem w średnim wieku, mieszkającym w szwajcarskim hotelu. Rozwiódł się z żoną, ma troje dzieci, które nie chcą mieć z nim niczego do czynienia. Prowadzi dość spokojne, monotonne życie jako posłaniec mafii, dostarczający ich pieniądze do banku i oddając się narkotykom (wstrzykuje je sobie raz na tydzień). I tak już od kilku lat, aż przyjeżdża do niego brat. Wtedy spokojne życie zostaje wywrócone do góry nogami.

skutki_mioci1

Z Paolo Sorrentino jest mi troszkę pod górkę – na pewno to ciekawy reżyser, który nie zawsze jest w stanie skupić moją uwagę do samego końca. Wie, jak posługiwać się montażem, by nadać odpowiednie tempo, ale nawet to nie zawsze jest w stanie zamaskować nudy. Dopiero przy „Boskim” doszło do przełomu, co skłoniło mnie do uważniejszego przejrzenia się dorobku Włocha. „Skutki miłości” z 2004 roku to mieszanka dramatu psychologicznego z kryminałem. Najważniejszy jest tutaj Titta – skryty, tajemniczy, małomówny, ale zawsze obecny. Pozornie nudny i nieciekawy, okazuje się niepozbawionym sprytu i wrażliwości bandytą, schowanym w pancerzu obojętności. I wszystko to znakomicie pokazuje Toni Servillo, grający tą rolę.

skutki_mioci2

Wielu jednak może odstraszyć dość wolne tempo, które jednak zostaje w paru miejscach podkręcone szybkim montażem oraz niemal oniryczną elektroniczną muzyką. Dodatkowo jeszcze akcję w finale, gdzie poznajemy przyczyny dramatycznej decyzji Titty, zmieniającą nasze nastawienie do tej postaci. Dodatkowo w wielu scenach montaż działa na korzyść – czy to w scenach w banku, zwykłym kładzeniu się spać (kamera wtedy jest niejako na głowie Titty) czy podczas oczyszczania krwi. To tworzy dość odrealnioną aurę, której nie jestem w stanie opisać słowami.

skutki_mioci3

„Skutki miłości” to dziwaczne kino dla tych, którzy liczą na czystą sensację czy produkcję stricte artystyczną. Połączenie tych estetyk skupiło uwagę podczas festiwalu w Cannes, chociaż jest to dzieło wymagające skupienia. Wtedy odpłaca się z nawiązką, dając ogromną satysfakcję – jakby sama gra Servillo nie była wystarczającą rekomendacją. I ten finał, który mnie chwycił za gardło. Dla poszukiwaczy nieoczywistości.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz