Sting – 57th & 9th (deluxe edition)

57th%269thAlbumCover

Wraca Grzegorz Lato. I nie, nie chodzi mi o tego piłkarza oraz ex-prezesa PZPN, tylko o Gordona Matthew Summera znanego w muzycznym półświatku jako Sting. Ostatnie płyty bardziej skręcały w nieoczywiste kierunki (muzyka dawna, kolędy, symfoniczna, musical), że właściwie zwątpiono w talent i umiejętności kompozytorskie Anglika. „57th & 9th” to powrót (po 13 latach!!!) do pop-rockowego grania. Wrócili sprawdzeni muzycy (gitarzysta Dominic Miller, bębniarz Vinnie Colaiuta oraz klawiszowiec Martin Kierszenbaum, pełniący rolę producenta) i wydaje się, że powinno być dobrze.

Już wybrany na singla opener „I Can’t Stop Thinking About You” zapowiada zwyżkę formy oraz powrót do przebojowego, chwytliwego grania. Nieźle brzmi gitara, sekcja rytmiczna robi swoje, chórek w refrenie fajnie dopełniają obrazu. Bardziej epicki wydaje się „50,000” z mocnym wstępem gitarowym, bardziej wyciszonymi zwrotkami (bas ma wiele do powiedzenia), z kolei „Down, Down, Down” przypomina dawne czasy The Police.

Wyciszenie oraz spokój serwuje „One Fine Day” (ślicznie wpleciony fortepian do całości), a także „Pretty Young Soldier” z przyjemną perkusją, a także sprytnie wplecionymi klawiszami oraz delikatną niczym wiatr gitarą. I kiedy wydaje się, że będzie spokój do samego końca, strzela jak rakieta „Petrol Head” z brudniejszą gitarą wspartą, a także mocniejszymi uderzeniami perkusji. Pod koniec robi się spokojniej, ale nie trwa to zbyt długo. Zaskakuje akustyczna wręcz „Heading South on the Great North” oraz niezła ballada „If Yu Can’t Love Me”. Z kolei „Inshallah” to powrót do eksperymentów Stinga z orientalnym brzmieniem i moim zdaniem, wyszedł z tego obronną ręką, by w finale uderzyć akustycznym „The Empty Chair”.

Sting sięga garściami do wszystkiego, co robił do tej pory i wychodzi z tego naprawdę przyzwoity miks. Wolniejsze kompozycje mogą się wydawać tylko zapchajdziurami, ale sam wokal Stinga – mocno podniszczony, czasami zmęczony, ale też niepozbawiony ognia („Petrol Head”) robi robotę. Fani mogą sięgnąć po wersje deluxe zawierającą trzy dodatki: koncertową wersję „I Can’t Stop Thinking About You” (klawisze mocniej obecne), pochodząca z sesji w Berlinie wersja „Inshallah” oraz nagrane z triem The Last Bandoleros „Next to You”. Milutko. Innymi słowy jest bardzo przyzwoicie, troszkę w starym, pop-rockowym stylu.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz