Status Quo – Whatever You Want (deluxe edition)

whatever you want

Dla wielu tu obecnych nazwa tego zespołu nic nie mówi. W naszym kraju brytyjska formacja Status Quo jest znana dzięki wielkiemu hitowi z lat 80. „In the Army Now”. Jednak działająca od 1962 roku (nazwę Status Quo przyjęła w 1969 roku) formacja kierowana przez Francisa Rossiego miała znacznie więcej do zaoferowania. Przypomina o tym wznowiony album z 1979 roku. „Whatever You Want” to dwunasty album w dorobku formacji granej w składzie: Francis Rossi (gitara, wokal), Rick Parfitt (gitara, wokal), Alan Lancaster (bas, wokal) i John Coghlan (perkusja). Dołączył do nich klawiszowiec Andy Brown, a od strony producenckiej trzeci raz wsparł ich Pip Williams.

A że jest to zgrana ekipa, słychać w otwierającym całość utworze tytułowym, gdzie na dzień dobry dostajemy coraz mocniejsze i żwawsze riffy gitarowe, w połowie zdecydowanie bardziej natarczywe, wręcz bluesowe. Nie inaczej jest w rock’n’rollowym „Shady Lady”, którego nie powstydziłoby się samo ELO (ten fortepian w tle też robi robotę) czy bardziej zadziornym „Who Asked You” (bardzo lekkie riffy na początku i zgrabnie wplecione klawisze w tle). Odrobinkę (ale tylko odrobinkę) spokojnie robi się w bluesowym „Your Smiling Face” (kolejne wejście fortepianu) oraz akustycznym „Living on an Island” (tu wyróżnia się bas oraz wspólny śpiew w refrenie).

Jednak, gdy muzycy łapią za gitarą to grają głośno. Może nie tak ostro jak dzisiaj metalowcy, ale to w zupełności wystarczy. Nie brakuje czadu w prostym, ale nie prostackim „Come Rock with Me” (płynne przejścia perkusji oraz zgranie gitar), przechodzącym do szybszego „Rockin’ On”, jakiego nie powstydziłoby sie Deep Purple, gdyby postanowili grać troszkę lżej czy zadziorniejszego „Runaway”. A na sam finał dostajemy potężnego kopa w postaci „Breaking Away”.

Muszę przyznać, że „Whatever You Want” przyzwoicie znosi próbę czasu, chociaż klawisze dzisiaj wydają się mocno archaiczne. Jednak poza zremasterowanym materiałem jest jeszcze druga płyta z dodatkami. Najpierw dostajemy dwa nowe kawałki, czyli „Hard Ride” (harmonijka ustna wymiata) i „Bad Company”, które nie zmieściły się w pierwotnej edycji. Następnie jest singlowa wersja „Living on the Island”, dwa utwory w wersji demo oraz osiem wersji utworów z tej płyty w nowych miksach (American Remix/Now Hear This Version). I nie są to zwyczajne zapchajdziury, by zbić kasę. Jest to zdecydowanie wartość dodana tej dobrej płyty. Dobrej, uczciwie zrobionej, rockowej płyty.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz