
Każdy osobnik, który nawet nie zna się na rapie, to słyszał o Taco Hemingwayu. Do tej pory nagrywał tylko i wyłącznie EP-ki, ale wszystko musiało się zmienić z wydaniem pełnego albumu, wydanego przez Asfalt Records. I tak pojawił się „Marmur”, będący concept-albumem. Tytułowy „Marmur” to hotel w Gdańsku, do którego trafia nasz bohater, gdzie nie można korzystać z technologicznych cacek.
Taco od samego początku wspierany przez producenta Rumaka, robi w zasadzie to, co zawsze. Tytułowy utwór zaczyna się przyjemnym basem oraz żeńska wokalizą, zastąpioną przez pachnącą latami 80. pulsującą elektroniką, do której dochodzą różne zabawy perkusją. A na sam koniec dostajemy nocnego portiera (naprawdę). Potem dostajemy zapis audio wiadomości „Witaj w hotelu Marmur”, by wejść w surowy „Żyrandol” (ta perkusja robi robotę z cykaczami) oraz ciepłymi klawiszami, a także melancholijnej „Krwawej jesieni”.
Rumak ciągle zaskakuje – stosuje różnego rodzaju echa („Mgła I (Siwe włosy)”, „Tsunami Blond”), przełamuje tempo perkusji (dyskotekowy „Świat jest WFem”), wrzuca fortepian („Mgła II (Mówisz, masz)”), dodaje nawet kotły („Świecące prostokąty”) czy gitarę elektryczną („Ślepe sumy”), ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu zmęczenia materiału. Minimalistyczny styl z każdym utworem staje się coraz bardziej męczący, odwracając kompletnie uwagę od nawijki Taco.
Sam Taco wrzuca setki aluzji i odniesień do popkultury, przez co mam poczucie niepotrzebnie megalomański. Niby opowiada o przełamywaniu kryzysu twórczego, ale też pojawia się sen z kobietą w roli głównej („Tsunami blond”), działanie technologii („Świecące prostokąty”), konfrontacja z kibicami („Krwawa jesień”) oraz pojawiający się tajemniczy pasażer („To by było na tyle”). Wymaga to większego zaangażowania, gdyż wiele rzeczy można nie wychwycić za pierwszym razem. Ale nawet i to nie jest w stanie wynagrodzić spędzonego czasu (wyjątkiem jest troszkę inna wersja „Deszczu na betonie” ze zmienioną zwrotką finałową).
I chyba po raz pierwszy mam wrażenie, ze Taco zwyczajnie przekombinował. Koncepcja świetna, ale czegoś tutaj zabrakło, przynudzało. Gdyby wziął się za to Łona, Sokół czy Ostry, byłoby zapewne lepsze. A tak pozostaje zawód.
6/10
Radosław Ostrowski
