
Zdarzają się różnego rodzaju duety, które dzielą czasami tysiące kilometry, ale jak wiadomo, muzyka nie zna granic. I tak jest tutaj: brytyjska wokalistka folkowa Flo Morrissey oraz amerykański muzyk Matthew E. White – każde ze skromnym własnym dorobkiem, postanowili połączyć swoje siły, nagrywając własny album.
Fajny tytuł rzuca się w oczy „Gentlewoman, Ruby Man” i jest to zestaw z coverami. Ale żeby było ciekawiej, brzmi to niemal jakby te utwory powstały w latach 70., chociaż są tutaj tacy wykonawcy (przerobieni) jak Frank Ocean, James Blake czy Charlotte Gainsbourgh, czyli twórcy bardziej współcześni. Z drugiej strony jest Bee Gees, Leonard Cohen i The Velvet Underground. Zaczyna się bardzo przyjemnym “Look At What The Light Did Now”, gdzie najważniejsza jest tutaj gitara pachnąca troszkę soulem i ciepły fortepian., a w refrenie jak łączą się te głosy ze sobą, to czułem się jak hippis. W podobnym stylu jest liryczne, wręcz intymne „Thinking Bout You” czy bardziej podniosłym „Looking for You”, gdzie wybijają się kotły oraz Moog.
Trudno odmówić rozmarzenia oraz rozbudowanych aranżacji z chórkami w tle („The Colour Is Anything”), wprowadzane są smyczki i staroświecko brzmiący fortepian („Everybody Loves the Sunshine”), pięknie przygrywające klawisze („Grease”) czy elektryczna gitara czasami kojąca („Suzanne”), ale też i grająca z pazurem („Sunday Morning”) czy wręcz surowo (organowe „Heaven Can Wait”). Także finałowy „Govindam” zachwyca nie tylko aranżacją, lecz także zapętleniem melodii i jej przyspieszeniu.
Obydwa głosy brzmią po prostu znakomicie. Zarówno delikatny, wręcz ciepły głos Flo w połączeniu z surowym White’m daje interesujące połączenie. A retro stylistyka dodaje tylko smaczku. Będę jeszcze wracał do „Gentlewoman, Ruby Man”, bo takiej energii oraz ciepła nie słyszałem od bardzo dawna.
8,5/10
Radosław Ostrowski
