M. Night Shyamalan – 6.08

shyamalanReżyser, scenarzysta, producent, sporadycznie aktor.

Urodzony 6 sierpnia 1970 roku w indyjskim Mahe jako Manoj Nelliyattu Shyamalan. Syn pochodzącego z Malezji kardiologa oraz tamilskiej położnej. Przez pierwsze sześć tygodni mieszkał w Puducherry, a następnie cała rodzina przeniosła się do USA, a dokładniej do Penn Valley, czyli przedmieść Filadelfii. Wychowany w wierze hinduistycznej, uczęszczał do prywatnej katolickiej szkoły: Waldron Mercy Academy, prowadzonej przez Siostry Miłosierdzia, następnie do Episcopal Academy (prywatne liceum należące do Kościoła) w Merion. W 1988 otrzymał stypendium Uniwersytetu Nowojorskiego, a samą uczelnię (dokładnie Tisch School of the Arts) ukończył w 1992 roku. To tam znajomi zaczęli nazywać go Night, które stało się jego drugim imieniem.

Filmem zaczął się interesować, gdy jako 8-letni chłopiec na urodziny dostał kamerę Super 8. Ojciec chciał, by Manoj kontynuował rodzinną tradycję i został lekarzem, ale matka wspierała pasję swojego dziecka. Już mając 17 lat, Shyamalan nakręcił 45 filmów swoją kamerą. By zrealizować swój profesjonalny debiut, autobiograficzny Praying with Anger  z 1992 roku, zapożyczył się u rodziny i przyjaciół. Film nie zrobił furory, ale dwa lata później wytwórnia Fox kupiła od niego scenariusz, który miał sam zrealizować, jednak przed podpisaniem kontraktu producenci zrezygnowali. Rozgłos przyniósł mu dopiero trzeci film, ale to wiedzą wszyscy.

W 1993 roku poślubił psycholożkę Bhavnę Vaswani, poznaną na studiach, z którą ma trzy córki. W 2000 r. Night założył wspólnie z Ashwainem Rajem firmę producencką Blinding Edge Pictures z siedzibą w Berwyn. Firma realizowała wszystkie filmy Hindusa od „Niezniszczalnego„.

Styl reżysera jest bardzo łatwy i przejrzysty: powolna, spokojna narracja, konsekwentnie budowane napięcie, statyczne kadry, idealnie budująca klimat muzyka oraz realistyczne pokazanie zjawisk nadprzyrodzonych. Sama historia to mieszanka alegorii, aury tajemnicy oraz horroru, stanowiąc nadbudowę do historii o wierze, walce z traumami i lękami, w centrum wydarzeń jest zawsze rodzina oraz/lub antagonista posiadający niezwykłe umiejętności. Do tego najczęściej miejscem akcji jest rodzinna Filadelfia i ZAWSZE musi pojawić się w finale twist, wywracający całą historię do góry nogami. Oraz sam reżyser pojawia się w drobnej roli (wyjątkiem była drugoplanowa postać pisarza z Kobiety w błękitnej wodzie wyróżniona Złotą Maliną)

Sam Night ma na swoim koncie dwie nominacje do Oscara, nominację do Złotego Globu, dwie nominacje do BAFTY, nominację do Saturna, Złotego Satelitę oraz 4 (!!!) Złote Maliny i 6 nominacji do tej nagrody. Do grona jego najbliższych współpracowników zalicza się: kompozytora Jamesa Newtona Howarda, operatora Taka Fujimoto, scenografów Larry’ego Fultona i Larry’ego Diaza, dźwiękowców Toda A. Maitlanda, Lee Dichtera, Michaela Semanicka i Chrisa Navarro oraz producentów: Sama Mercera, Franka Marshalla, Jose L. Rodrigueza, Johna Ruska, Ashwina Rajana, Kathleen Kennedy i Barry’ego Mendela.

I teraz najważniejsze: ranking filmów kontrowersyjnego reżysera od samego dna po największą chwałę. 3,2,1, odpalamy.

Miejsce 12. – Ostatni Władca Wiatru (2011) – 3/10

Film, będący kinową wersją animowanego serialu Nickelodeon. Bohaterem jest mały chłopiec Aang, będący wcieleniem Awatara – maga panującego nad wszystkimi żywiołami: powietrza, wody, ognia i ziemi. Polują na niego Władcy Ognia, marzący o podboju świata. Był potencjał na świetne kino przygodowe w świecie fantasy, ale nic nie zagrało. Scenariusz jest strasznie skrótowy i po łebkach, bohaterowie są nijacy oraz pozbawieni charakteru, efekty specjalne zaledwie niezłe, a akcja zbyt szybka. Aktorstwo praktycznie nie istnieje, a solidna strona audio-wizualna (muzyka jest rewelacyjna!!!) to troszkę za mało na udany film. Recenzja tutaj.

Miejsce 11. – Kobieta w błękitnej wodzie (2006) – 4/10

Filmowa baśń, która poraża naiwnością oraz dziwacznością swoich pomysłów. Bohaterem jest dozorca apartamentowca, który w basenie znajduję narfę – istotę nie z tego świata, mającą za zadanie nawiązać kontakt mającym zmienić świat i wrócić do domu. Przejścia pilnuje paskudne monstrum. Jest galeria ekscentrycznych postaci i masa tak absurdalnych pomysłów, że trudno zachować powagę (przepowiednia z kartonów po płatkach śniadaniowych to popis absurdu). Zrozumiałbym to, jeśli całość miała być żartem z bajek, ale jest to tak poważne, że aż śmieszne. Gdyby nie grający główne role Paul Giamatti (Heep) oraz Bryce Dallas Howard (Story) byłoby beznadziejnie. Recenzja tutaj.

Miejsce 10. – Zdarzenie (2008) – 5/10

Kolejny przykład ciekawego pomysłu i nieciekawej realizacji. Ludzie z niewiadomych przyczyn odbierają sobie życie – nie wiadomo dlaczego i kto za tym stoi. Sceny, w których ludzie oddają się zgonom trzymają w napięciu. Problem w tym, że mamy nieciekawych antagonistów, czyli uciekającą rodzinę: nauczyciela biologii (fatalny Mark Wahlberg i troszkę lepsza Zooey Deschanel), którzy po prostu odpychają od reszty. Jeśli dodamy do tego kiepskie dialogi doprowadzające do bólu głowy i czerstwy humor, to jest słabo.. Reżyseria nierówna, pomysł niezły, realizacja średnia. Recenzja tutaj.

Miejsce 9. – Glass (2018) – 5,5/10

Trzecia część komiksowego uniwersum reżysera, gdzie ma dojść do ostatecznej konfrontacji dobra (David Dunn z „Niezniczalnego”) ze złem (Kevin ze „Split”). Jednak obaj panowie trafiają do szpitala psychiatrycznego, gdzie przebywa od dawna Mr. Glass. Oczekiwania były wielkie, ale efekt rozczarował wszystkich. Brakowało w tym akcji, napięcia i zaskoczenia. Wszystko psuje wręcz idiotyczny finał oraz nudna gadanina. Sam McAvoy nie jest w stanie tego uratować, zaś Sarah Paulson jest zmarnowaną panią Ekspozycją. Recenzja tutaj.

Miejsce 8. – 1000 lat po Ziemi (2013) – 6/10

Nie zgadzam się z opiniami, że to jeden z najgorszych filmów Shyamalana. To skromne kino opowiadające o ojcu i synu (w tych rolach Will Smith i jego syn Jaden). Pierwszy to legendarny wojskowy, drugi ma ambicje być taki jak on, tylko zbyt wrażliwy jest. Podczas lotu na szkolenie ich statek rozbija się na nieprzyjaznej ludziom Ziemi. Ojciec ma złamaną nogę i jest uziemiony, a syn musi odnaleźć nadajnik, by wezwać pomoc. Mieszanka kina inicjacyjnego, SF, przygodowego, całkiem sprawnie zrealizowane sceny akcji (ucieczka przez gorylami czy walka w gnieździe orła) z niezłymi dialogami oraz solidnym aktorstwem Smithów 2-óch. Recenzja tutaj.

Miejsce 7. – Znaki (2002) – 7/10

Thriller o pastorze (nietypowo obsadzony Mel Gibson), który odszedł od Boga i samotnie wychowuje dzieci. Jego spokojne życie zmienia się, gdy zaczynają pojawia się dziwne kręgi na polach. Czyżby mieli pojawić się na Ziemi obcy? Reżyser dotyka kwestii wiary oraz roli przypadku w naszym życiu, zaskakując dojrzałością oraz spójnym pokazaniem ciągu przyczynowo-skutkowego. Do tego mamy dobre aktorstwo (poza Gibsonem trzeba pochwalić Joaquina Phoenixa), świetne zdjęcia i budującą klimat muzykę. Ale ostatni kwadrans wszystko psuje. Mogło być świetnie, jest tylko dobrze. Recenzja tutaj.

Miejsce 6. – Split (2016) – 7/10

Pomysł był prosty: trzy dziewczyny zostają porwane przez tajemniczego mężczyznę, Kevina. Na miejscu odkrywają, że porywacz jest schizofrenikiem z 23 osobowościami, m.in.: eleganckiej kobiety, sztywnego pedanta czy sepleniącego dziecka. Jedna z dziewczyn,wycofana Casey, by móc uciec próbuje nawiązać kontakt z bardziej przyjaznymi osobowościami Kevina. Powolny, klaustrofobiczny klimat niczym z „10 Cloverfield Lane” (troszkę psuty przez retrospekcje protagonistki) i nerwowe oczekiwanie na Kevina (rewelacyjny James McAvoy!!!), który zawłaszcza ekran. Może końcówka troszkę przypomina slashera, ale ostatnia scena i świetne aktorstwo dają wiele satysfakcji. Recenzja tutaj.

Miejsce 5. – Wizyta (2014) – 7,5/10

Po okresie filmów dziadowskich i twórczym wypaleniu, nakręcona w tajemnicy i po partyzancku „Wizyta” okazała się ogromną niespodzianką. Zrealizowany w konwencji found footage horror opowiada o dwójce dzieciaków odwiedzających nigdy nie widzianych dziadków, próbujących odnowić kontakt z córką. Na miejscu zauważają, że starsi państwo nie do końca zachowują się normalnie. Reżyser wraca do najlepszych tricków: wolne tempo, konsekwentnie budowane napięcie (dziwaczne zachowania starszych państwa), gęstniejąca atmosfera oraz kompletnie wywracająca całość wolta. Plus kompletnie nieznani aktorzy oraz mądre przesłanie o wybaczeniu. Recenzja tutaj.

Miejsce 4. – Osada (2004) – 7,5/10

Film, którego promocja wpuszczała w maliny. Sprzedawany jako thriller/horror jest tak naprawdę stylowym, melodramatem z elementami grozy. Bohaterami tego dzieła jest niewidoma Ivy Walker (debiutująca Bryce Dallas Howard) oraz wycofany Lucius Hunt (Joaquin Phoenix). Oboje żyją w małej osadzie otoczonej lasem, pod koniec XIX wieku. Mieszkańcy zawiązali pakt z potworami mieszkającymi w lesie, lecz porozumienie zostaje zawieszone. Stylowy, pięknie sfotografowany film (Roger Deakins!!) z kapitalną, liryczną muzyką (zasłużona nominacja do Oscara dla Jamesa Newtona Howarda). Plus konsekwentnie budowane napięcie, finałowa wolta kompletnie rozsadzająca głowę (do dziś dzieląca widzów), świetne aktorstwo (poza w/w także Adrien Brody, William Hurt, Brendan Gleeson i Sigourney Weaver) oraz nieoczywisty klimat. Recenzja tutaj.

Miejsce 3. – Dziadek i ja (1998) – 8/10

Kompletna niespodzianka, bo jest to bardzo ciepłe i poruszające kino familijne, dotykające tematu wiary. Bohaterem jest 9-letni Joseph, który po śmierci dziadka próbuje znaleźć Boga. Po co? By dowiedzieć się, co z dziadkiem. Brzmi to niezbyt ciekawie, ale Shyamalan jak ognia unika patosu, robienia laurki oraz kiczowatości. Do tego jest bardzo sporo humoru, dojrzałości, głębi oraz trafnych obserwacji. Chłopiec przeżywa też typowe problemu swojego wieku: przyjaźń, pierwsza miłość, tęsknota oraz poszukiwanie odpowiedzi. Świetnie poprowadzeni młodzi aktorzy, subtelna oraz wiarygodna psychologia postaci, a także spora dawka humoru. Takiego Shyamalana nie znał nikt. Recenzja tutaj.

Miejsce 2. – Niezniszczalny (2000) – 8/10

Najmroczniejsze dzieło filmowca, będące bardziej realistycznym spojrzeniem na historie o superbohaterach. Takim herosem ma być David Dunn (wyciszony Bruce Willis) – ochroniarz na stadionie, przechodzący rodzinny kryzys. Impulsem dla niego jest wykolejenie pociągu, które nasz protagonista przeżył bez zadrapania. Wtedy zgłasza się do niego ekscentryczny właściciel galerii komiksów, Elijah Price (świetny Samuel L. Jackson). Wiarygodna psychologiczne droga do poznawania swojego ja (podnoszenie ciężarów w piwnicy), obowiązkowe starcie ze Złem (mistrzowska scena ratowania dzieci), powolne poznawanie tajemnicy wokół bohatera oraz spotkanie ze swoim nemezis. Shyamalan wyprzedza tutaj Nolana, Snydera oraz twórców „Kroniki”, ale podzielił los pionierów i popadł w zapomnienie, by zostać docenionym po latach. Recenzja tutaj.

Miejsce 1. – Szósty zmysł (1999) – 8,5/10

Kto nie pamięta tego zdania: I see dead people. Opowieść o chłopcu, który widzi duchy zmarłych oraz psychiatry próbującego mu pomóc. Horror, który nie jest oczywistym straszakiem, atakującym jumpscare’ami i próbującymi wywołać nasze lęki w sposób mechaniczny. Ma siłę pełnokrwistego dramatu o chłopcu z darem, który czyni z go outsidera oraz obiekt ataków kolegów (fenomenalny Haley Joel Osment). Nie wie, czego od niego chcą ci niepogodzeni z losem. Nawet lekarz (znakomity Bruce Willis w nowym emploi) ma wątpliwości, jak rozwiązać ten problem. Wszyscy też pamiętamy finałową woltę, ale Shyamalan precyzyjnie przedstawia całą opowieść. Buduje poczucie niepokoju (obecność duchów czy otwierająca całość… zapalająca się żarówka), chwyta za serce jak podczas genialnej sceny rozmowy dziecka z matką w samochodzie (łzy gwarantowane, sami zobaczcie), konsekwentnie budując napięcie jak w scenie przyjęcia, gdzie zostaje włączona pewna kaseta. Seans na jeden raz? Absolutnie nie, bo będziecie się zastanawiać, jak nie wpadliście na to.

Nieobejrzane:

Praying with Anger (1992) – debiut opowiadający o Amerykaninie (w tej roli sam reżyser) szukającego swoich indyjskich korzeni

Jakim reżyserem jest Shyamalan? Chcącym ciągle zaskakiwać, aspirującym do bycia drugim Alfredem Hitchcockiem. Celem jest opowiadać poruszające, trzymające w napięciu historie. Jak widać nie jest to filmowiec tylko jednego udanego tytułu, co sugerują różne fora internetowe. Jedynie 2-3 filmy to kompletnie badziewia, na które szkoda czasu, co jest statystycznie świetnym wynikiem. Ostatnie lata pokazują, że Shyamalan odzyskuje formę i będzie walczył o naprawę swojej reputacji. I zaczynam znowu czekać na jego nowe filmy z nadzieją, a nie obawami. To o czymś świadczy.

A jak wy oceniacie dorobek M. Nighta Shyamalana? Piszcie śmiało w komentarzach, dzieląc się swoimi wrażeniami.

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s