Van Morrison – Keep Me Singing

Van_Morrison_Keep_Me_Singing

Irlandzki wokalista Van Morrison dzisiaj obchodzi 72. urodziny. Brzmiący niczym czarni wykonawcy bardzo dobrze się czuł w mieszance rocka, soulu I klasycznego popu. Niezmordowany, pełen energii nagrywa kolejne płyty, choć nie zmieniają jego kariery. W zeszłym roku pojawił się album numer 36. “Keep Me Singing”.

Już otwierający całość “Let It Rhyme” pokazuje, że niewiele się zmieniło. W tle grają ładne smyczki, fortepiano, czasem przewinie się harmonijka, a Morrison wspierany jest przez ładny wokal kobiecy. Nigdzie się tutaj nie ma co spieszyć, a artysta próbuje jakoś ubarwić całość czy to za pomocą trąbki (nastrojowe “Every Time I See a River”), podkręcając tempo z klawiszami (utwór tytułowy), dodając akustyczną gitarę do ładnej ballady (“Out In The Cold Again”), pojawia się nawet poczucie nostalgii (smyczkowo-gitarowe “Memory Lane”) I bardzo delikatny blues (“The Pen Is Mighter Than The Sword”). Pare razy zaskoczy przyjemny fragment (solo fortepianu w “Holy Guardian Angel”) czy nieoczywiste wejście gatunkowe (naleciałości reggae w opartym na Hammondach “Share Your Love with Me”).

Morrison swoim szorstkim głosem sprawdza się świetnie, a najbardziej w jazzowym klimacie jak w przypadku krótkiego “Look Behind The Hill” czy ostrzejszego (bo z harmonijką) “Going Down To Bangor”. Zawsze jednak liczył się tekst, gdzie autor słodko-gorzko opowiada o życiu. Nie ma tutaj czegoś oczywistego czy oryginalnego, bo Morrison nie musi nikomu niczego udowadniać. To solidne, porządne rzemiosło, unikające bycia tylko ramotą. A za miesiąc wychodzi nowy album tego artysty, który nie zamierza przechodzić na emeryturę. I niech sobie śpiewa.

7/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz