Git

Pamiętacie taki film „Symetria”? Debiut Konrada Niewolskiego to był mocny, trzymający za gardło dramat więzienny, pokazujący życie po drugiej stronie krat bez znieczulenia. Temat życia więziennego rzadko był pokazywany w polskim kinie, aż dwa lata temu pewien debiutant postanowił znów zaprosić nas do celi.

git1

Jest rok 1997, szaleje powódź w kraju. W więzieniu w Łęczycy zostaje zamordowany mąciciel, czyli szef git-ludzi „Kuba”. Mężczyzna przed śmiercią przeprowadził wywiad telewizyjny. Dziennikarz, który przeprowadził z nim rozmowę, otrzymuje zadanie od naczelnej, by porozmawiać ze sprawcą zabójstwa, Grzegorzem R. „Młodym”. Trzy spotkania mają odkryć odpowiedź na pytanie: dlaczego doszło do zabójstwa?

git2

„Git” to krótka, bo godzinna historia w sporej części dzieje się w więziennych celach. Jednak w przeciwieństwie do debiutu Niewolskiego, Kamil Szymański realizuje całość, jakbyśmy oglądali teatr tv z niższej półki. Kamera się trzęsie, montaż po prostu jest, muzyka jest mroczna i nerwowa. Do tego sama intryga prowadzona jest bardzo ślamazarnie, w czym przeszkadzają dialogi. Z jednej strony pełne żargonu, lecz brzmiące bardzo sztucznie. Tak jak całe otoczenie, niby wyglądające tak jak powinno. Scenografia jest oszczędna, ale wszystko takie papierowe i postacie ledwo liźnięte na prostych szablonach: spokojny szef, młody czekający na sprawdzenie, psychopatyczny Rusek i śmieszek.

git3

Sytuację próbuje bronić dwóch aktorów, czyli Włodzimierz Matuszak i Arkadiusz Detmer jako „Kuba” i „Młody”, dając radę. Pierwszy wydaje się być twardym, doświadczonym garusem, który już jest powoli zmęczony. Facet tylko gra prawdziwego sukinsyna, ale ma już powoli dość. Z kolei Detmer sprawia na początku wrażenie wycofanego, skrytego człowieka. I to jego tajemnica skupia uwagę.

„Git” miał potencjał na mocne, twarde kino o życiu w pierdlu. Problem w tym, że poza aktorami i wartością edukacyjną (wypowiedzi Kuby z offu, wyjaśniające grypserę oraz reguły), nie ma tutaj zbyt wiele do zaoferowania. Nudny, choć krótki film.

4/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz