Kalina – Czyste szumienie

czyste szumienie

Są takie płyty, które trzeba przesłuchać i mieć, bo potrafią zaintrygować – okładką, tytułem, wykonawcą. Tak też się stało w moim przypadku z niejaką Kaliną. To bardzo rzadkie imię, a pod nim kryje się zawodowa aktorka (Kalina Hlimi-Pawlukiewcz), która śpiewa – głównie w teatrze. Jednak doszła do wniosku, że byłoby to egoistyczne, gdyby szersza widownia nie miała kontaktu z jej muzyką. Stąd mamy płytę “Czyste szumienie” (najpierw myślałem, że mi się przywidziało i powinno być sumienie), wyprodukowaną przez Maxa Skibę.

Co dostajemy? Szeroko pojęty elektro-pop, siegający do brzmień lat 80., ale jednocześnie bardzo współczesny. I tak się zaczyna “Biuro rzeczy znalezionych” mieszające etniczne dźwięki perkusji z bardzo metalicznym basem, przyspieszajac w refrenie. A w finale wszystko leci w stronę mieszanki funku, tłustych bitów z basem. Bardziej melancholijnie, a jednocześnie magicznie czaruje walczyk “Syreni śpiew”, gdzie każdy dźwięk coraz bardziej rozkręca się kontrastując z delikatnym wokalem, pod koniec brzmiąc niczym kołysanka. Wybrane na singla “Nawet jeśli” jest mroczniejsze i zanurzone w synth popowych dźwiękach (fragment utworu wykorzystano w “Twój ojciec nie był myśliwym” z wykorzystaniem… harfy jako instrument), zaś “Pamiętam Cię” to murowany przebój dyskotek z rozmarzonymi dźwiękami syntezatorów (I nawet remix umieszczony w formie dodatku nie jest w stanie tego zepsuć). I kiedy wydaje się, że dojdzie do ataku dyskotekowych dźwięków, następuje wolta w postaci pianistyczno-smyczkowycego “Grilla i tukanów”, płynnie przechodząc do onirycznego “Dotykam ziemi stopami” (refren zostaje zapętlony w “Słodkim życiu w niebie”), wspartego bardzo oszczędnymi dźwiękami, klimatem przypominając dzieła new romantic (tam samo zapętlone funkiem “Cześć tato”), a nawet idąc w psychodelię jak “Motylandia”. A taki instrumentalny “Bug” spokojnie mógłby się znaleźć na ostatnim albumie Arcade Fire, a wyróżniają go dźwięki puszczone od tyłu oraz wokalizy, by na finał dać utwór tytułowy – bardzo intymny, oszczędny, a jednocześnie ciepły.

Kalina jak na tego typu muzykę śpiewa bardziej delikatnie, zwiewnie niczym sukienka w wietrze. Ta lekka kreska w każdym utworze tworzy intrygującą mieszankę. Do tego bardzo bogata warstwa tekstowa, która daje wiele pól do interpretacji, przez co będzie się do “Czystego szumienia” wracać wielokrotnie. Tylko, że te powtórki można sobie zwyczajnie odpuścić, bo tylko sprawiają wrażenie zapychaczy. Inaczej album byłby bardzo dobry, ale I tak jest to pop z wysokiej półki.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s