
Tego Pana przedstawiać nie trzeba – frontman legendarnego Led Zeppelin po zakończeniu działalności kompletnie odciął się stylistycznie od macierzystej formacji I eksperymentuje z folkiem, elektroniką. Nie zapomniał o swoich rockowych korzeniach, a na nowe dzieło Planta trzeba było czekać trzy lata. Pytanie, co dostaliśmy?
Otwierająca całość “The May Queen” spokojnie mogłaby się znaleźć na poprzedniej płycie. To skoczny, wręcz folkowy numer w duchu hippisowskim z łagodną gitarą oraz perkusją. Mocniej, choć nie agresywniej dzieje się w “New World…” pełnym prostych riffów, lecz uwodzących swoim surowym klimatem. Melancholijno-nostalgiczne “Season’s Song” czaruje środkową partią pełną wokaliz, organów oraz oszczędnych riffów, podobnie jak pełen onirycznych fragmentów (wplecenie elektroniki z mocną perkusją) “Dance with You Tonight”, gdzie bardziej odzywa się gitara elektryczna. “Carving Up the World Again… A Wall and Not a Fence” troszkę tempem I brzmieniem przypomina lekko podrasowane “Rainbow”, jednak nie jest to bezczelna kalka. Bardziej trip-hopowy “A Way With Words” świetnie odnalazłby się jako podkład do filmu Davida Lyncha, a klimat zmienia dość mroczny fortepian oraz smyczki pod koniec. Największe jednak wrażenie zrobił zabarwiony orientalnymi naleciałościami utwór tytłuowy, wprowadzając w trans. Tak samo jak drugi singiel, czyli bardziej bluesowy “Bones of Saints”, ale kompletnie zaskoczyło mnie “Keep It Had”, pełne mrocznej elektroniki oraz bardziej siarczystych solówek, podobnie jak agresywny “Bluebirds Over The Mountain”, gdzie Plant pozwala sobie na troszkę więcej.
Ciągle zaskakuje to, że 69-letni Plant jest tak wokalnie powściągliwy, ale jednocześnie ten głos jest pełen emocji, co wydaje się pozornie paradoksem. Jednak wokalista wie, co robi i nie musi nikomu niczego udowadniać, ścigać się o to, czy potrafi ryknąć. Nie czuje takiej potrzeby, a ten głos współgra z tymi cudacznymi dźwiękami w tle.
Jak ja lubię taką muzykę, która atakuje swoją przestrzenią, ale jednoczenie bywa (czasami) kojąca. “Carry Fire” ma więcej gitar niż poprzednik, jednak jest to kontynuacja obranej ścieżki. Więc trzymajmy ten ogień, dając go w końcu światu.
8,5/10 + znak jakości
Radosław Ostrowski
