Sprzymierzeni

Rok 1942, Maroko. Tam zostaje wysłany kanadyjski szpieg, Max Vatan. Jego zadaniem jest sprawdzenie członkini francuskiego ruchu oporu i razem z nią mają zabić niemieckiego ambasadora. Po drodze zdarza się coś, co podczas wojny nie powinno się wydarzyć – oboje zakochują się w sobie. Takie okoliczności nie zapowiadają nic dobrego, ale wbrew realiom decydują się wziąć ślub. Rodzi się dziecko i wszystko wydaje się zmierzać ku dobremu końcowi. Jednak wywiad podejrzewa, że pani Vatan jest niemieckim szpiegiem i musi zostać zlikwidowana.

sprzymierzeni1

Robert Zemeckis jest jednym z moich ulubionych reżyserów, który miał wszelkie zadatki na bycie drugim Spielbergiem. Tutaj próbuje połączyć elegancki i stylowy melodramat z wojennym thrillerem, co początkowo może wydawać się szalone. Całość przypomina takie klasyczne kino sprzed kilkudziesięciu lat, a sam początek w Maroku, budzi skojarzenia z „Casablanką”. Zachwyt budzi wizualny przepych: scenografia i kostiumy wygląda przepięknie, efekty specjalne są wyjątkowo stonowane (burza piaskowa, bombardowanie Londynu) i nie kłują w oczy. Wątek miłosny poprowadzony jest bardzo spokojnie, ale ciągle czuć napięcie, a scena zamachu ma prawdziwego kopa. Ale sceny obyczajowe wprowadzają mnie w stan spokoju i wtedy robi się troszkę nudno. Niby wątek prywatnego śledztwa naszego antagonisty próbuje znów wprowadzić niepokój (i częściowo się to udaje), choć parę pomysłów wydaje się dość dziwacznych (wypad do Paryża, by spotkać się z informatorem w więzieniu – grube jaja), przez co napięcie zaczyna siadać, mimo dynamiczniejszej akcji. A wszystko wraca dopiero w dramatycznym finale, ale czy nie jest już za późno?

sprzymierzeni2

Wszystko byłoby jeszcze lepsze, gdyby było mocniej czuć chemię między głównymi bohaterami. Szczególnie Brad Pitt jest bardzo, bardzo sztywny, chociaż próbuje nadrobić wszystko swoim francuskim akcentem. Sprawia wrażenie jakby troszkę nieobecnego, a na twarzy niemal żywcem wziętej z muzeum figur woskowych trudno cokolwiek wyczytać. Znacznie ciekawsza jest Marion Cotilliard i nie tylko dlatego, że wokół niej opiera się cała tajemnica filmu. Na początku jest pewna siebie, znająca bardzo dobrze zasady gry szpiegowskiej, ale też przyciąga swoją urodą. Im dalej w las, tym więcej jest niepokoju, lęku, a finał zawłaszcza dla siebie.

sprzymierzeni3

Zemeckis przyzwyczaił mnie do świetnych i dobrych filmów. „Sprzymierzeni” to przyzwoita robota, która może odstraszyć dość wolnym tempem oraz brakiem silnej chemii między głównymi bohaterami. Pozostaje jednak całkiem solidnym filmem rozrywkowym, dającym miejscami sporo satysfakcji oraz magii. Niemniej liczę, że Zemeckis jeszcze pokaże siłę.

sprzymierzeni4

6,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz