Wyobraź sobie taką sytuację: budzisz się w pomieszczeniu, gdzie nie jesteś u siebie. Nie wiesz jak tu trafiłeś, ani co tu robisz. W tym pomieszczeniu są cztery drzwi na każdej ścianie i to jest wszystko. Ale musisz uważać, bo za drzwiami jest kolejne pomieszczenie, wyglądające tak samo (tylko może być inny kolor ścian), ale może ono być pułapką. I właśnie do tego pomieszczenia trafiają ludzie, pozornie przypadkowo niedopasowani. Nie powiem wam, kim są, bo to też jest element układanki.

Kiedy w 1997 roku pojawił się debiut Vincenzo Natali, było to jak zetknięcie z nieznanym. Bardzo oryginalna historia, chociaż opowiedziana bardzo prostymi i oszczędnymi środkami. Wszystko poznajemy tylko z dialogów postaci, poznając ich tajemnice, lęki, profesje. Dość szybko odkrywamy, że aby wydostać się z tego dziwnego labiryntu, musi dojść do połączenia sił. Tylko, że nie jest to łatwe. Dochodzi do konfliktów, spięć, dochodzi do głosu zmęczenie, brak pożywienia oraz picia. To wszystko wystarczy do pokazania ciemnej strony człowieczeństwa, gdzie przetrwanie jest najważniejszym priorytetem, bez względu na cenę.

Jednocześnie ciągle pojawiają się pytania, w tym to najbardziej przerażające: co ja bym zrobił na miejscu bohaterów? Potem dochodzą następne: kto to stworzył? Dlaczego ja tu jestem? Jaki jest sens tego wszystko? Na każde z tych pytań musicie sobie sami odpowiedzieć, bo reżyser nie daje kompletnie żadnych wskazówek ani poszlak. Wydawałoby się, że brak odpowiedzi na te nurtujące pytania będzie największym problemem i słabością, ale prawda jest taka, iż każda z waszych odpowiedzi jest prawdziwa. Same pułapki przerażają bardziej niż popisy niejakiego pana Jigsawa z „Piły”, chociaż nie są aż tak makabryczne.

Natali dokonuje w „Cube” jeszcze jednego niesamowitego wyczynu. Bardzo, ale to bardzo przeraził i wystraszył jak diabli. Nie potrzebny jest tutaj żaden obcy, wampir, zombie czy inna istota nie z tego świata. Wystarczy kilka osób w zamkniętym, odizolowanym pomieszczeniu, by wybudziły się prawdziwe demony. Nie od dzisiaj wiadomo, że człowiek jest najbardziej niebezpiecznym zwierzęciem, chodzącym po ziemi.

A czym jest „Cube”? Małym, ale wielkim horrorem w otoczce SF, jakiego nie widziałem od czasów pierwszego „Obcego”, gdzie wszystko pasuje do siebie. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście, nadróbcie koniecznie. Zwłaszcza wieczorem, gdy noc jest tak czarna.
8/10
Radosław Ostrowski
