Katarzyna Groniec – Ach!

ivddku31b3wc

To jedna z najbardziej wyrazistych postaci polskiej sceny muzycznej, od lat zawsze idąca własną ścieżką, balansując między piosenką poetycką, ale tworzoną inaczej, nie zawsze kameralnie, intymnie, eksperymentując z brzmieniem bardziej alternatywnym. Przy swojej dziesiątej płycie “Ach!” Katarzyna Groniec serwuje własne kompozycje zamiast coverów, wsparta przez Marcina Borsa (producent), Basię Wrońską (muzyka i niektóre teksty) oraz Macieja Macuka (muzyka). Co tym razem powstało?

Jest szorstko, melodyjnie i mrocznie, co czuć w “Na pół”, gdzie klawisze z perkusją tworzą klimat znany choćby z ostatniej płyty Bat for Lashes, a sama Groniec tutaj wręcz szepcze w tym onirycznym spektaklu. A co utwór, to niespodzianka oraz spory eklektyzm. Akustyczny “Rescue”, gdzie w tle słychać ptaki (przynajmniej na początku), by uderzyć wplecionymi klawiszami. Bardziej rockowe, chociaż delikatne jest “Koko” oraz rozmarzone “Kanaan”, okraszone Hammondami, a mrok wraca w singlowym “Nie kocham”, gdzie perkusja pędzi, a gitara niby się snuje, ale nie jest spokojnie. Pewna sielankowość, wręcz folkowy klimat przewija się w “Końcu”, zaskakując cały czas. Zwłaszcza, gdy w tle są klawisze oraz trąbka, by zostać zduszona melancholijnym “Deszczem”, gdzie po raz pierwszy gra fortepian. Niepokój wraca w podpartym elektroniką “Się rozpłacz”, gdzie pozornie radosny głos wydaje się zgrzytem, rys, by podrzucić perkusyjny bit oraz ambient, mieszając jeszcze bardziej w głowie. Utwór tytułowy też skręca ku elektronicznemu tłu, przypominając troszkę… Massive Attack (nie wierzę, że to piszę), co kompletnie mnie zaskoczyło. Wtedy staje się piękny “Cud”, gdzie wracamy do oniryzmu (klawisze robią swoje, tak samo jak nakładające się głosy Groniec – ten szepczący i melorecytujący w refrenie), by na końcu wrócić do akustycznej gitary w “Goodbye”, kończąc słowami “I don’t wanna die anymore”.

Pani Groniec tylko raz pozwala sobie na większą ekspresję (“Nie kocham”), a reszta jest bardzo śpiewana delikatnie, na granicy szeptu, ale jednocześnie wyraźnie ją słychać, zaś teksty pełne smutku oraz miejscami gorzkich obserwacji, trafiają w punkt. I nawet ten muzyczny eklektyzm, który może początkowo wprawić w konsternację, staje się spójnym elementem całości, pokazując różne oblicza miłości. Ciekawe, nieszablonowe, ale i wymagające doświadczenie.

7,5/10

Radosław ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s