Czarne święto

Znamy muzyczne składanki, ale filmowcy też robią kompilacje, czyli filmy nowelowe. Są to historie, które łączy jeden temat, konwencja czy gatunek. Nie inaczej jest z „Czarnym świętem”, który jest zbiorem trzech opowieści grozy, opartych na opowiadaniach. Wszystkie te historie zrealizował Mario Bava i klimatem troszkę przypomina ekranizacje horrorów Edgara Poe przez Rogera Cormana, ale bardziej jest to wzięte w nawias, co zapowiada sam Boris Karloff.

czarne_swieto1

Każda z opowieści toczy się w innym czasie i dotyczy innych elementów grozy. Pierwsza opowieść to „Telefon” i jest zdecydowanie najbliżej naszych czasów. Bohaterką jest Rosa (kojarzona z serią o markizie Angelice Michelle Mercier), kobieta – jakby to ująć – udzielająca się społecznie. Kiedy ją poznajemy, wraca do domu i szykuje się do snu. Ale wtedy dzwoni telefon i ktoś grozi jej śmiercią. Tutaj reżyser bawi się tropami (czarne rękawiczki, oczy patrzące z okna), przez co zgrabnie prowadzi grę, zaś wyjaśnienie początkowo może wydawać się żartem. Gra elegancki jazz, doprowadzając do przewrotnego finału, którego nie zamierzam zdradzić.

czarne_swieto2

Jednak najbardziej rozbudowana jest historia druga, czyli kostiumowy „Wurdalak”. Tutaj trafiamy do małej wsi w Rosji, gdzie przypadkowo trafia pewien młodzieniec. I tam trafia do domostwa, wcześniej znajdując trupa ze sztyletem. Tutaj klimat zdecydowanie bardziej przypomina powstająca w tym samym czasie horrory Cormana, mimo pewnej umowności przestrzeni, jaką znamy z „Maski szatana”. Mimo to ten segment ma wiele uroku, powoli odkrywana jest tajemnica (powrót ojca, krwawa walka oraz trudne więzy rodzinne), pojawia się miłość oraz mroczne ruiny zamku. I ten fragment potrafi przerazić kilkoma scenami, bardziej przemawiając klimatem, a także grą Borisa Karloffa.

czarne_swieto3

Trzecia historia wydaje się najprostsza – mamy pielęgniarkę (dobra Jacqueline Pierreux), która pomaga przygotować zmarła kobietę. Decyduje się wykraść jej pierścionek, co wywołuje komplikacje. Powoli zaczynamy dochodzić do stanu obłędu, co podkreśla najpierw spotęgowany dźwięk odbijającej się wody, a następnie pojawienie się samej zmarłej. Jednak sama nowelka wydaje się prościutka i niestety, bardzo przewidywalna, chociaż Bava dwoi się i troi, by utrzymać napięcie.

czarne_swieto4

Trudno jednak odmówić „Czarnemu świętu” na poziomie technicznym. Kolory wydają się nasycone, efekty oświetleniowe oraz praca kamery bronią się przed upływem czasu, scenografia bywa bogata w szczegóły. I to wszystko ma taki swój specyficzny urok, taką wręcz klasyczną elegancję, pozbawioną makabrycznych zbrodni oraz stosowania ciągłego szoku, który jest wręcz nadużywany we współczesnych filmach z gatunku horror und groza. To jest paradoksalnie największa siła antologii Bavy, stawiającego tutaj bardziej na nastrój czy klasyczne sztuczki z arsenału szkoły straszenia. W dzisiejszych czasach jest to zaskakująco świeże doznanie dla fanów grozy.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiambave1024x3071

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s