Born to be Blue

Rok 1966. Dla Cheta Bakera – jednego z najlepszych trębaczy jazzowych jest to okres trudny. Uzależniony od heroiny muzyk, wiele czasu spędzał w areszcie, niczego nie komponował. W końcu dostaje szansę wyjścia na prostą. Ma zagrać samego siebie w przygotowywanej biografii, ale pierwszego dnia po nakręceniu zdjęć, zostaje pobity przez dawnego dilera. Niby nic, ale Chet stracił wszystkie przednie zęby, co dla muzyka oznacza wręcz koniec kariery. Przy nim zostaje tylko partnerka z planu – Jane.

born_to_be_blue1

Filmowcy taśmowo wręcz produkują kolejne biografie, jednak dzieło Roberta Budreau próbuje wejść w stan umysłu bohatera. Reżyser skupia się na przełomowym roku 1966, w którym Baker zaczyna powracać do formy jako muzyk, jednocześnie próbuje pokonać swojego największego wroga – heroinę. Powoli poznajemy początki uzależnienia, drobne retrospekcje (świetne, stylowe czarno-białe zdjęcia), ale najważniejszy jest stan obecny oraz jego związek z Jane. Kolejne próby gry na trąbce z niewygodną protezą, skomplikowane relacje z rodzicami (krótka wizyta w ich domu), pierwsze drobne popisy w studiu – to wszystko potrafi zaangażować, a melancholijny klimat podbija stawkę. Niby wydaje się to szablonowe, ale znacznie bardziej angażuje. I kiedy wydaje się, że wszystko skończy się dobrze, finał ma bardzo słodko-gorzkie zabarwienie.

born_to_be_blue2

W tle grają jazzowe standardy, oddające realia epoki, tak samo jak wygląd studia czy słynnej Bluebird, gdzie Baker zaczął swoją karierę i gdzie kończy się nasza historia. Montaż – tak jak muzyka – płynnie przechodzi, czasem w szybszym tempie pokazuje powrót Bakera (pobyt na wsi i próby gry), a wątek miłosny poprowadzony jest bez cienia fałszu.

born_to_be_blue3

Poza muzyką, najbardziej wybija się w tym filmie Ethan Hawke, tworząc prawdopodobnie najlepszą rolę w karierze. Baker w jego wykonaniu to z jednej strony fenomenalny muzyk, potrafiący czarować swoją trąbką, ale też bardzo zagubiony, niepewny siebie człowiek, odbywający swój taniec z heroiną. A to trudna partnerka, nie idąca na żadne kompromisy, przez co walka z nią jest diablo trudna. Jej na ekranie nie widzimy za często, za to pojawia się dobrze wypadająca Carmen Ejogo, czyli Jane. Nie jest to potulna dziewczyna, ale potrafiąca zawalczyć o swoje kobita z ambicjami. Warto też wspomnieć Calluma Keitha Rennie (menadżer i producent Dick), wybijającego się mocno na drugim planie.

O Bakerze można powiedzieć, ze urodził się niebieski (w sensie smutny), a „Born to Be Blue” to porządnie wykonana biografia z wybitną kreacją Hawke’a i poprowadzona bez nudy czy wazeliniarstwa. Niby tylko dobra robota, ale znacznie spójniejsza oraz klimatem i świetną muzyką.

7/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s