Mike Oldfield – Omnadawn

Mike_oldfield_ommadawn_album_cover

Wczoraj 65. urodziny obchodził Mike Oldfiled – multiinstrumentalista, który jednym albumem zmienił muzykę na zawsze. O “Tubural Bells” napisano wszystko, co można było, ale ja się skupię na trzecim wydawnictwie, czyli “Omnadawn” z 1975 roku.

Tak jak na początku swojej ścieżki muzyk podzielił swój utwór na dwie, długie części. Tym razem jednak poszedł w stronę wręcz folkową, ocierającą się o celtyckie dźwięki. Początek jest bardzo delikatny, z eterycznymi wokalami w tle oraz harfą. Co najbardziej zaskakuje to wykorzystanie przestrzennej elektroniki niczym mgła otaczającej cały utwór. Dochodzą kolejne partie gitar, buzuk, nawet basu, ale spokój zostaje brutalnie zerwany. Wchodzi gitara elektryczna i świdruje uszy zapowiadając burzę pełną werbli, nasiloną popisami gitar wszelkiej maści oraz podniosłych smyczków. Nastrój podtrzymują flety oraz dęciaki, jakbyśmy patrzyli na niesamowite góry, gitara elektryczna zaczyna nabierać cieplejszych barw, by następnie ustąpić miejsca skocznemu fletowi, fortepianowi i buzuce, orzeźwiającej niczym łyk świeżej wody, nabierając większego rozpędu. I wtedy następuje wyciszenie w postaci harfy, fletów oraz delikatnego chórku, wspieranego kolejno przez skrzypce, cymbałki, a także gitarę elektryczną zmieszaną z chórkiem. Chwila zadumy wraca z oszczędną, lecz dynamiczną perkusją oraz mocarnym połączeniem elektroniki z wokalizami, dodającymi wręcz mistycznego ducha, zaś reszta instrumentów wręcz tańczy, dając spore pole dla gitary akustycznej oraz dęciaków w tle, podkręcając wręcz to tempo, by eksplodować solówce gitarowej. Od tej pory grają tylko bębenki, aż do końca.

Druga część zaczyna się bardzo dramatycznym wejściem elektroniki imitującej smyczki, wspieranej przez gitary i przypominając bardziej zapętlony styl Michael Nymana, nabierając coraz bardziej podniosłego charakteru, by w połowie się wyciszyć dając dużo miejsca dla akustycznej gitary, dającej wiele melancholijnego nastroju, a połączenie łagodnego elektryka z dudami robi wręcz piorunujące wrażenie. A na sam koniec dostajemy bardzo kojący flet, skontrastowany przy finale z basem oraz nacierającymi dzwoneczkami, a także bardziej skocznym, irlandzkim rytmem.

A na finał dostajemy… piosenkę, czyli krótkie, akustyczne “On Horseback”, do którego dołącza gitara elektryczna,  śpiewają The Pernhos Kids, podtrzymując klimat całości i potwierdzając wielką klasę Oldfielda multiinstrumentalisty. “Omnadawn” jest wręcz mistycznym doświadczeniem, jakiego nie spodziewałem się od dawna. Spójny, pełen wręcz etnicznego klimatu, zachwycający bogactwem szczegółów. To nie jest muzyka, to wręcz doświadczenie – I nie przesadzam.

10/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s