
Moda na folkowo-ludowe granie trzyma się u nas naprawdę mocno. Ostatnio wskoczyła Tulia ze swoimi coverami, a już zaczyna się czaić nowa ekipa. Pochodzące z Bydgoszczy Panieneczki tworzą: Anita Sobiechowska (kontrabas, syntezatory), Irena Filuś (skrzypce, wokal), Joanna Glubiak (perkusja), Kate Nurnberg (klawisze) oraz Małgorzata Żurańska-Wilkowska (wokal). Panie postanowiły wykorzystać utwory z Kujaw, lecz w lekko uwspółcześnionym brzmieniu. Jednak zamiast pełnej płyty panie, jakby lekko onieśmielone i niepewne, postanowiły na początek rzucić EP-kę.
“Opowieści zasłyszane na wiosce – część I” zawiera raptem cztery utwory, ale mówi o tej grupie więcej niż można się było spodziewać. Na pierwszy ogień wchodzi “Jabłoneczka” – niczym echo odbija się wokal, do którego wskakuje perkusja oraz grane na palcach skrzypce. A kiedy wchodzi wokal, można odnieść wrażenie słuchania jakiegoś zespołu ludowego. I ta zbitka nie wywołuje zgrzytów, nawet z lekko “onirycznym” solo skrzypiec zmieszanym z pulsującymi klawiszami (zgranymi w środku ze wspólnym zaśpiewem). “Panieneczki” mieszają piękne smyczki z jazzową perkusją oraz elektronicznymi pasażami, zachowując lekkość i chwytliwość, w czym nie przeszkadzają nawet gitary pod koniec. “Wyjrzyj ino” wydaje się najbardziej klasycznym w zestawie: od wspólnego zaśpiewu, odbijającego się niczym echo oraz gry smyczków. Jednak to tylko zmyłka, gdy po refrenie wchodzi perkusja, wokal jest jeden, zaś skrzypce dodają odrobiny surrealistycznego klimatu. A na finał dostajemy “Tyngę” z walczykowymi smyczkami oraz… fortepianem. Jednak dalej wchodzi mocniejsza perkusja, nakładające się głosy pod koniec zwrotki.
Muzycznie trudno się do czegoś przyczepić, wokal potrafi oczarować, zaś teksty o relacjach damsko-męskich nie wywołują irytacji. Szkoda, ze to są tylko EP-ka, bo Panieneczki zaostrzyły mi apetyt na longplaya. A to świadczy dobrze o samym albumie.
Radosław Ostrowski
