KęKę – To tu

to-tu-b-iext52599916

Ostatnie lata dla Pietrka Siary (niespokrewniony z legendarnym Stefanem „Siarą” Siarzewskim) to złoty okres. Były listonosz, po nagraniu trzech płyt z „Rzeczami” w tytule, zdecydował się pójść z dużej wytwórni (Prosto) na własne konto, z własnym wydawnictwem – Takie Rzeczy. Ale nagrana już na to konto płyta „To tu” bardzo mocno fanów podzieliła. Dlaczego?

Bo nie ma tutaj tej wściekłości oraz ostrych tekstów na temat tego świata, ale jest zupełnie inne oblicze rapera – bardzo pogodnego i szczęśliwego. Czuć to już w „Rutynie”, chociaż muzyka jest pozornie szorstka i dość chłodna, wręcz niepokojąca jak w pokręconym „Awdbg”, gdzie gościnnie pojawia się… syn Janek. Ale nie zabrakło tutaj także goryczy i rozliczenia z sobą, co pokazuje dość przygnębiające „Na dłoni”, gdzie obok „falującej” elektroniki pojawia się wiolonczela. Sytuację powoli zmienia „Samson”, gdzie w tle pojawia się gitara elektryczna do cykającej perkusji, zaś wielu może wprawić w konsternacje numer „Brzmienie”, gdzie pojawia się… Sarsa. Od razu jednak uspokoję, wokalistka radzi sobie tutaj nieźle. I dalej można odnieść wrażenie, że nasz raper zaczyna powoli przyspieszać tempo. Niemal roztańczony „Zrobiłeś to, chłopak”, pędzący na perkusji i lekko orientalny „Nic dodać, nic ująć”, przyspieszony „Nigdy ponad stan”, niemal kołysankowy (klawisze) „Cesarz” w turbo dyskotekowym tempie czy okraszony wplecionymi wokalizami w tle „1000 kcal”. Raper ciągle zaskakuje i płynie z bitem, wykorzystując w pełni oddaną przestrzeń.

Sama nawijka jest też dość zaskakująca i szczera, bo nasz bohater zaczyna przyglądać się sobie, swojej rodzinie, swoim stosunku do sławy. Potrafi wzruszyć („Serce matki”), a jednocześnie ma sporo energii w głosie. To ten sam, stary Pietrek, tylko inaczej celujący, inaczej rozkładający akcenty oraz inny tematycznie. Dla wielu ta zmiana może być nie do przełknięcia, ale dla mnie była pozytywnym zaskoczeniem. Nie oznacza to jednak, że nasz ziomek się sprzedał, tylko mówiąc – prostym językiem – ewoluował. Niby można opowiadać o tym samym w kółko, tylko że po pewnym czasie to wszystko stałoby się pewną rutyną. I znudziłoby się to.

„To tu” jest innym KęKę, choć początek brzmiał troszkę jak stary, dobry Pietrek z czasów „Rzeczy”. Zaskakujący, świeży, jednocześnie szczery i prosty album. To nowe oblicze zwyczajnie intryguje, czyniąc z KęKę bardzo interesującą personę, która może wyciąć jeszcze niejeden numer.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s