Upalne święta

Kate kiedyś studiowała weterynarię, ale od lat zajmuje się domem, zaś mąż pracuje w branży ekonomicznej. Małżeństwo jednak nie układa się zbyt dobrze, zaś kiedy ich syn idzie na studia, mężczyzna decyduje się zakończyć związek. Tuż przed wyruszeniem w nową podróż poślubną do Afryki. No cóż, bilet się zmarnuje, więc kobieta wyrusza sama. Na miejscu poznaje niejakiego Dereka, który pracuje w ośrodku chroniącym słonie. I ta zmiana otoczenia zaczyna mieć wpływ na jej życie.

upalne swieta2

Romansidło od Netflixa – brzmi bardzo groźnie? Nie jest to jednak aż taka katastrofa, jakiej można się było spodziewać. film Erniego Barbarasha to klasyczny, ograny do bólu melodramat, gdzie od razu wiadomo jaki jest finał opowieści. Nawet jeśli pojawią się problemy (groźba braku finansowania czy syn pragnący rzucić studia), zostają one rozwiązane szybciej niż lot samolotem z jednego miasta do drugiego. Wszyscy tutaj wydają się być albo sympatycznym tłem, albo są tak drobnymi postaciami, że nie zwraca się na nich uwagi. A żeby jeszcze fajniej się oglądało w tle mamy niemal pocztówkowe obrazy Afryki, które – nie ma innej opcji – zwyczajnie się podobają.

upalne swieta1

Bardziej jednak od tego romansu interesował mnie wątek opieki nad słoniami, które padają ofiarą kłusowników. Albo chciwych ludzi, co pragną ich kłów. To, jak funkcjonuje całe to miejsce było dla mnie bardzo ciekawą odskocznią od wątku romantycznego. Strasznie żałuję, że twórcy nie skupiają się na tym aspekcie. Wiem, że wtedy byłby to zupełnie inny film, a nie świąteczny melodramat. Jednak mnie to strasznie boli i mogłoby przy okazji skupić się do zaprezentowania poważnego problemu. A tak zostaje on spłycony i pozbawiony silnego znaczenia, co jest ogromnym błędem. Niemniej ten ciepły klimat („Silent Night” śpiewane z afrykańskim akcentem – cudne!) czyni ten film zjadliwym.

upalne swieta3

Aktorko to wyższe stany średnie, czyli wstydu nie ma, ale pochwalić też nie za bardzo jest kogo. Kristin Davis (Kate) oraz Rob Lowe wypadają na tyle w porządku i jest nawet odrobina chemii, by skupić na siebie uwagę. Ale reszta postaci to w zasadzie tło, pozbawione charakteru i zwyczajnie rzadko pojawiające się na ekranie.

„Upalne świata” to kolejny netflixowy średniak, będący ckliwym romansem w nietypowym tle. Ogląda się go bezboleśnie, jest nieźle zagrany, jednak tuż po seansie wychodzi z głowy. Dla poprawienia nastroju można włączyć, ale nic ponad to.

5/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s