Niebieskie chachary

Nie jest zbyt wiele filmów o tematyce kibicowskiej, zwłaszcza w naszym podwórku. Niemniej zadanie wypełnienia tej luki podjął się bardzo uznany montażysta filmowy oraz dokumentalista Cezary Grzesiuk. Przez 10 lat obserwował kibiców, ultrasów i kibicki Ruchu Chorzów, z którym był związany w czasach młodości. Jak się zmieniło kibicowanie i na czym ono tak naprawdę polega?

Na to próbują odpowiedzieć „Niebieskie chachary”. Tytułowe chachary to określenie kibiców Ruchu Chorzów – drużyny z wielkimi tradycjami, ale kiedy widzimy mecz jest to czas spadku z Ekstraklasy. Drużyna źle zarządzana, z długami oraz finałem w postaci wielkiej burdy. Jednak jeśli spodziewacie się stereotypowego kibica-chuligana, to jesteście w wielkim błędzie. Bo kibicowanie jest czymś innym niż robieniem zadymy po rozczarowującym meczu. To jest wspieranie drużyny na dobre i na złe, jest wręcz nałogiem, miłością, poświęceniem. Jest to poczucie wspólnoty osób pochodzących z różnych środowisk, płci, wieku. A nawet dla wielu jedyna rzecz jaką mają. Grzesiuk przygląda się tym ludziom, którzy nie różnią się tak bardzo od innych. Po prostu mają taką pasję jak nikt inny, a kibicem w zasadzie jest się od dziecka. Nie ma tutaj tak wielu klasycznych gadających głów (choć są tutaj znane postacie jak pisarz Wojciech Kuczok, Jerzy Buzek czy Kazimierz Kutz), ale reżyser skupia się na tych mniej znanych postaciach. I to ostatnie dodaje autentyzmu, pokazując różne środowiska: od głównego dopingującego (z zawodu… bankier) przez szefa ultrasów i jego matkę aż po ojca z dzieckiem.

Kalejdoskop jest spory, ale nie brakuje też ciemnej strony kibicowania. Dotyczy to głównie spięć z policją – od wyzwisk po wyrywkowe kontrole i zakazy stadionowe. Nie mówię już o strzelaniu rac na murawę. Jednak jest też parę fajnych momentów jak przyjazd kibiców Ruchu na mecz Atletico czy rozmów z dziewczynami, pokazującymi co je nakręca do kibicowania. Do tego mamy zgrabnie wplecione są piosenki rapowe, dodając mocny rytm.

Nie spodziewałem się po tym dokumencie, ale trudno odmówić Grzesiukowi szczerości oraz pasji. I nawet nie trzeba być kibicem jakiejkolwiek drużyny, by to złapać, poczuć, zaangażować. Bardzo przyjemna rozmowa, pozwalająca nam kibica zrozumieć, a nie krytykować.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s