Netflix uderzał tyloma serialami oraz zdobytymi markami, że ciężko wręcz za tym nadążyć. „Seria niefortunnych zdarzeń”, „Ciemny kryształ”, „Castlevania”, „League of Legends” – żeby wymienić tylko kilka z nich. Ale trzy lata temu pojawiła się serialowa trylogia oparta na… Transformersach. A dokładniej na wojnie na Cybertronie, czyli gdzie żadne filmy live action nie skupiały pełnej uwagi.

Pierwszy sezon – „Oblężenie” niejako rzuca nas w sam środek konfliktu między Autobotami a Decepticonami. Walka już trwa, zaś planeta przypomina coraz bardziej zgliszcza. Drogi Optimusa Prime’a i Megatrona, którzy wiele lat temu wspólnie walczyli z tyranią rozeszły się. Teraz ten drugi wydaje się dominującą siłą, zaś Prime desperacko próbuje znaleźć sposób na wygraną. Jego siły są coraz słabsze, ale wszystko się zmienia przez jeden cenny przedmiot – Wszechiskra (Allspark). To źródło energii Cybertronu, bez którego cała planeta wyginie. Megatron chce użyć jej mocy do wyczyszczenia Autobotów, Optimus Prime – wystrzelić poza planetę, co może doprowadzić do niemal zagłady planety i wszystkiego, co się znajduje.

Pozornie to tylko sześć odcinków po nieco ponad 20 minut, więc raczej nie ma zbyt wiele czasu na poznanie całego świata, bohaterów itp. A jednak twórcy tego anime w krótkich zdaniach budują podwaliny pod ten świat. Jak doszło do rozłamu, jak bardzo różnią się (i są jednocześnie podobni) przywódcy i gdzie wielu wojowników czuje zmęczenie, inni mają to wszystko gdzieś (Bumblebee), a inni zmieniają strony. Niemniej wszystko jest jasno poprowadzone, mimo natłoku wątków i postaci oraz ograniczonego budżetu. Sama planeta wydaje się się opustoszała, pozbawiona życia i wyniszczona przez wojnę, co buduje depresyjny klimat oraz poczucie ciągłego zagrożenia.

Zaskoczyło mnie jak cała ta historia wciąga od samego początku. Nawet jak pojawiają się chwile przestoju, nie trwają zbyt długo, pomagając w zarysowaniu charakterów i dodając o wiele większej głębi niż się można było spodziewać. Choćby sami liderzy obu stron, którzy nie są jednowymiarowymi jednostkami z góry podzielonymi na tego dobrego (Optimus Prime) i złego (Megadron). Obaj wierzą w swoje racje, są uparci wręcz do granicy szaleństwa i do pewnego stopnia zaślepieni swoimi racjami, bez jakiejkolwiek szansy na porozumienie. Tak, Prime’a też to dotyczy, gdzie nawet jego towarzysze (Elita) powątpiewają w jego zdrowy rozsądek, a nawet jak Ultra Magnus poddają się.

Sama animacja jest więcej niż przyzwoita, gdzie tło jest dwuwymiarowe, zaś nasze roboty to trójwymiarowe postacie. Poruszają się trochę wolniej niczym mechy z „Pacific Rim”, ale mi to kompletnie nie przeszkadzało. W przeciwieństwie do irytującego dźwięku, gdy roboty zamieniały się w maszyny. Jeszcze bardziej zaskakujący jest brak znanych aktorów głosowych, którzy kojarzeni są z serią Transformers. Niemniej ich zmiennicy poradzili sobie naprawdę dobrze, czego chyba nikt się nie spodziewał. Trudno mi wskazać jednak faworyta w tym składzie, bo każdy dźwiga swoją postać i jest łatwy do rozróżnienia.
Pierwsza część serialowej „Wojny o Cybertron” jest świetnym wprowadzeniem w świat mechów zmieniających się w pojazdy. I to zarówno dla fanów serii, jak też dla osób nie mających styczności z zabawkami, poprzednimi filmami czy komiksami. Ja już nie mogę się doczekać kolejnych części tego cyklu.
8/10
Radosław Ostrowski
