Głos Hind Rajab

Pojawiają się co jakiś czas filmy, które nazwałbym interwencyjnymi, niejako dotyczące bardzo świeżego, palącego tematu. Zazwyczaj są to filmy dokumentalne jak „20 dni w Mariupolu”, ale są też fabularne dzieła jak „Chciwość” (początki kryzysu ekonomicznego z 2008 roku). Teraz do tego grona trafia francusko-tunezyjski „Głos Hind Rajab”, dotyczący bezustannej wojny między zbrodniczym państwem Izrael a Palestyną. I opartej na faktach.

Jednak nie zobaczymy wojny, będąc na polu bitwy czy oblężonym mieście. Tak naprawdę będziemy w siedzibie Czerwonego Półksiężyca na Zachodnim Brzegu, przyglądając się dyspozytorom-wolontariuszom. Jest 29 stycznia 2024 roku i w sumie dzień jak co dzień. Telefon goni telefon, pracownicy odbierają telefony i próbują jakoś pomóc. Właśnie wtedy pojawia się kolejne połączenie – tym razem dzwoni niejaka Hind Rajab. Dziewczynka, jadąca samochodem z wujostwem, lecz pojazd został ostrzelany przez wojsko w okupowanej Gazie. Przeżyła tylko ona, ma 6 lat i reszta rodziny nie żyje.

Tunezyjska reżyserka Kaouther Ben Hania opowiada historię niby o wojnie, jednak sama wojna jest gdzieś w tle. Jedynie słyszalna podczas rozmowy telefonicznej (użyte zostały prawdziwe nagrania, co zostaje podane na samym początku filmu i – także podczas seansu – widzimy w prawym, górnym rogu nazwę pliku) oraz pewne archiwalia na samym końcu. Ale do tego jeszcze dojdę. Cały czas jesteśmy w siedzibie organizacji, próbując ratować życie innym. Problem w tym, że wiele zależy nie tylko od nich. Sama skomplikowana procedura, w której wiele zależy od okupującego wojska i Czerwonego Krzyża z jednej strony ma sens w tej rzeczywistości, ale z drugiej wywołują frustrację, bezsilność oraz wściekłość.

Momenty rozmowy z coraz bardziej przerażoną Hinb od razu skojarzyły mi się z „Winnymi”. Kamera jest bardzo blisko zarówno dyspozytorów: Omara i Rany. Poza tą dwójką jest jeszcze ich szef Mahdi oraz psycholożka Nisreen. Coraz silniej czuć tą nerwową atmosferę, a także jak bardzo ta bezsilność, wręcz wściekłość wobec tej chorej, niedorzecznej sytuacji. Bezkarności wojska, które zabija wszystkich jak leci (ktoś pamięta, jak rozwalili konwój Polskiego Czerwonego Krzyża?) i dającego zielone światło wobec karetek oraz bezpiecznej drogi. Wszystko to się gotuje w bardzo brutalnym, mocnym zakończeniu. Tutaj reżyserka pokazuje bliżej rodzinę dziewczynki oraz odrobinę prywatnych materiałów, a także finał tej całej sytuacji.

Ciężko jest przejść obojętnie wobec całej tej sytuacji, mimo że jest prezentowana tylko za pomocą dźwięków. „Głos Hind Rajab” jest zdecydowanie filmem ważnym, powstałym pod wpływem gniewu i sprzeciwu wobec niesprawiedliwości, bezradności oraz zbrodni. Zostaje w głowie na bardzo długo.

8/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz