Various Artists – This Is 40

This_Is_40_400x400

Muzyka filmowa to bardzo duży i coraz popularniejszy rynek muzyczny… w USA. Albumy te można podzielić na dwie grupy: soundtrack (kompilacja piosenek) i score (muzyka instrumentalna). Muzyka z filmu „40 lat minęło” należy do tej pierwszej grupy.

Na abumie jest 16 piosenek utrzymanych w stylistyce popu i dominacji gitarowych brzmień. Powiedziałbym, że takich kompilacji to na pęczki, gdzie są sympatyczne i przyjemne dźwięki. Zestaw wykonawców jest dość interesujący, bo nie brakuje Yoko Ono, Paula McCartneya (instrumentalny „Lunch Box/Odd Sox” na pianinie) czy pojawiający się parę razy Ryan Adams i Lindsay Buckingham. Na mnie największe wrażenie zrobił „Rewrite” Paula Simona ze świetnie mieszającymi się gitarami oraz gwizdami. Drugim faworytem jest „Brothers & Sisters” Lindsaya Buckinghama i Nory Jones. Mówiąc krótko, nie ma jakieś piosenki, o której powiedziałbym, że jest nieudana czy słaba, wszystko trzyma równy, dobry poziom. Nie zabrakło za to jednej instrumentalnej kompozycji autorstwa kompozytora Jona Briona. „Theme 1 (Debbie & Oliver)” z melancholijnymi smyczkami, które miejscami grają naprawdę nerwowo + gitara i perkusja tworzą mocną mieszankę, będąc mała wisienką na torcie.

Nie ma co marnować czasu i powiem krótko: „This Is 40” to soundtrack zawierający dobrą muzykę, która powinna spodobać się nawet tym, co filmu nie widzieli. Po prostu dobra rzecz i tyle.

7/10

Elvis Costello – In Motion Pictures

in_motion_pictures_300x300

Ten artysta działa od lat 70-tych i do tej pory wydał ponad 20 płyt i nadal jest w dobrej dyspozycji. Elvis Costello tym razem przyszykował nie do końca nowy materiał. O co dokładnie? „In Motion Pictures” zawiera piosenki wykorzystane lub specjalnie napisane do filmów.

Jest to 15 utworów, czyli dość sporo jak na współczesne standardy. Zaś filmy, w których się przewijają są bardzo zróżnicowane: od kultowych „E.T.” i „Ojca chrzestnego III” przez „Klub Raj”, „Wojnę guzików” aż po „Notting Hill” czy „Big Lebowskiego”. Wszystkie piosenki są bardzo zróznicowane. Początek jest mieszanką spokojnych kompozycji z dynamicznym tłem (pianino, gitara elektryczna) jak „Accidents Will Happen”, „Lover’s Walk” i „Miracle Man”. Pewną zmianą jest spokojniejsze „Life Shrinks” z „Wojny guzików” z werblową perkusją oraz fletem. Za to wszystko przyśpiesza w „Crawling to the USA” (szybka perkusja, lekka gitara) oraz w „Seven Day Weekend” z wyrazistymi Hammondami, gościnnie śpiewającym Jimmym Cliffem oraz bardzo szybkim refrenem. Ale wszystko ulega spowolnieniu w najdłuższych utworach: „Days” oraz bluesowym „I Want You”. I dalej jest huśtawka – spokojniejsze „You Stoll My Bell” przeplata się z lekko rockowym „My Mood Swings”, aż po bardzo liryczne „She”. Czasem pojawia się też trąbka („God Give Me Strenght”), dęciaki („God Give Me Strenght”, „She”), a nawet narracja mówiona przez Sy Richardsona.

Powiem krótko: głos Elvisa jest naprawdę dobry i komponuje się z muzyką i dobrymi, szczerymi tekstami. A poza tym to naprawdę dobra kompilacja, bo tak to należy traktować. I tyle.

7/10

Radosław Ostrowski

Various Artists – Django Unchained

Django_300x300

Quentin Tarantino – wiadomo, że jak zrobi film, to raczej nie ma bata i musi się zakończyć sukcesem. „Django” to kolejny przykład na mistrzowska formę reżysera, gdzie wszystko tu zagrało. Reżyser znany jest też z tego, że nigdy nie zatrudnia kompozytora, zaś muzyka to wybrane przez niego piosenki i kompozycje instrumentalne. W filmie sprawdza się to rewelacyjnie. A jak na wydanym albumie?

Bacalov_250x250Kompilacja zawiera 23 utwory, z czego część to dialogi, część to utwory instrumentalne i reszta to piosenki – wszystko ze sobą pomieszane i poplątane. Ponieważ film jest westernem, to dominują utwory utrzymane w tej konwencji. Zacznę po kolei od dialogów – zazwyczaj takie elementy na płycie zwyczajnie wydają mi się niepotrzebne, choć celem ich jest wprowadzenie w odpowiedni klimat. Tutaj nie drażnią, ale można byłoby z nich zrezygnować (choć ostatni dialog między Samuelem L. Jacksonem i Jamie Foxxem „Six Shots Two Guns” jest nawet zabawny), ponieważ one będą zrozumiałe tylko dla tych, co film widzieli.

Właściwa praca zaczyna się od piosenki ze spaghetti westernu „Django” z 1966 roku. Kompozycja Luisa Enrique Bacalova brzmi po prostu rewelacyjnie otwierając film, zaś gitarowy wstęp i smyczki w refrenie budują kowbojski klimat. Innymi tematami Bacalova w filmie są: piosenka „His Name Is King” (temat Schultza ze świetnym żeńskim wokalem, harmonijką ustną, dęciakami) oraz „La Corsa (2nd Version)” instrumentalna kompozycja zaczynająca się od nerwowych skrzypiec, bardziej pasujących do horroru, które potem się uspokajają dając pole podniosłej trąbce.

morriconeDrugim kompozytorem mającym spory udział w filmie jest Ennio Morricone, którego kompozycje Tarantino wykorzystuje od drugiej części „Kill Billa”. Tu najbardziej należy wyróżnić dwa tematy z westernu „Dwa muły dla siostry Sary” z Clintem Eastwoodem. „The Braying Mule” to zapętlająca się gitara, z powtarzającym się fletem oraz cymbałkami buduje odpowiedni klimat, kontrastem jest rozpisany na gitarę i grzechotkę liryczny „Sister’s Sara Theme”. Poza tym jeszcze pojawia się piosenka „Ancora Qui” śpiewana przez Elizę Toffoli oraz majestatyczny temat „Un Monumento” rozpisany na trąbkę, chór i bardzo charakterystyczną perkusję. Poza tym jeśli chodzi o muzykę instrumentalną jest wykorzystany „Nicaragua” Jerry’ego Goldsmitha z ciekawą elektroniką (film „Pod ostrzałem”) oraz „I Giorni Dell’ira” Riza Orlotaniego – typowo westernowy kawałek z porywającymi gitarami oraz dęciakami.

Jeśli chodzi o piosenki nie mogło zabraknąć typowo westernowych brzmień (z gitarą na pierwszym planie), ale nie brakuje też tzw. czarnych brzmień. Stąd też pojawia się zarówno John Legend (soulowy „What Did That You Do?”), Brother Dege (gitarowy „Too Old to Die Young”), wykorzystany w zwiastunie smash-up Jamesa Browna i 2Paca (mieszanka soulu i hip-hopu) oraz dość kontrowersyjny Rick Ross (rapowy „100 Black Coffins”), ale dziwnie pasujący do całości. Reszta piosenek na dobrym poziomie.

Nie ma tu wszystkich kompozycji wykorzystanych w filmie, ale dobór Tarantino do albumu jest trafiony. Kompozycje są świetne, żadna nie gryzie się ze sobą i to wszystko brzmi świetnie także poza filmem. Brać, kupować, słuchać i niczego nie żałować.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Henry Jackman – Wreck-It Ralph

Wreck-It Ralph

Muzyka do filmów spotyka się z dość ciepłym przyjęciem zarówno przez krytykę, jak i zwyczajnych słuchaczy, a że jest to rynek dość poważny, to i soundtracków nie brakuje, także do filmów animowanych. Kolejnym dość ciekawą pracą wydaje się muzyka do „Wreck-It Ralph” (u nas znany jako „Ralph Demolka”) – nowej animacji Disneya. Film jest opowieścią o czarnym charakterze z gry komputerowej, jeszcze z automatu, który jest tak naprawdę sympatycznym gościem, mającym dość grania tego złego. W końcu zakrada się do nowej gry komputerowej, wywołując niemałe zamieszanie. Film w Polsce trafi do kin 18 stycznia i wtedy będzie można ocenić ten tytuł, który zapowiada się dość ciekawie. Za to muzykę z filmu można kupić już teraz.

jackman_400x400

Jej autorem jest młody, zdolny podopieczny Hansa Zimmera, niejaki Henry Jackman. Objawił się on w 2011 roku, dzięki muzyce do „X-Men: Pierwsza klasa”. Rok 2012 był mniej udany – „Człowiek na krawędzi”, „Abraham Loncoln – łowca wampirów” spotkały się z dość chłodnym przyjęciem, także od strony muzycznej. Jednak kompozytor tutaj pokazuje, że jeszcze ma parę pomysłów. Kompozytor czerpie garściami z elektroniki, łącząc ją z orkiestrą. Niby nic nowego, ale elektronika nie ona agresywna jak współczesne, bardziej w stronę synth popu, zaś motyw przewodni jest po prostu miły („Wreck-It Ralph”, a także początek „Royal Raceway” czy „One Minute to Win Race” z miłą gitarą elektryczną), a nawet brzmiąca jak z gier z lat 80-tych („Life in the Arcade”, „Cindy Wandals”). Jednak orkiestra też ma swoje pięć minut, choć większość utworów trwa nieco ponad minutę lub dwóch. Aranżecje są naprawdę pomysłowe jak w „Vanellope von Schwertz”, gdzie pojawiają się werble, flety, potężne dęciakami, i szybkie smyczkami – temat dość epicki) i pomysłowe aranżacje przypominające prace Alana Silvestri z czasów najlepszych świetności. Przykładem jest 5-minutowy „Rocket Fiasco” – spokojny początek, chór, werblowa perkusja, nerwowe smyczki, dobra elektronika. Dynamiczny „Sugar Rush Showdown” jest przykładem idealnego połączenia elektroniki z orkiestrą. A wszystko zakończone oldskulowym „Arcade Finale”.

Jednak nie wspomniałem o jednej rzeczy – album zaczyna się od 6 piosenek, w większości elektronicznych i dość sympatycznych kompozycji jak „When Can I See You Again” Owl City czy ” Wreck-It, Wreck-It Ralph” duetu Buckner & Garcia, choć zawodzi Skrillex („Bug Hunt”).

Jackman wraca do dobrej dyspozycji i tworzy dość ciekawą i po prostu fajną muzykę. Jak ona wypada w filmie, można się będzie wkrótce przekonać. Oldskulowe brzmienie elektroniki zgrabnie łączy się z orkiestrą i nie rozczarowuje.

7/10

Radosław Ostrowski