Zabić Sekala

Nigdy nie należy zakładać, że już się widziało wszystko, bo ciągle pojawiają się niespodzianki. Taką sprawił w 1998 roku czeski reżyser Vladimir Michalek. Jego „Zabić Sekala” pokazało mi zupełnie inne oblicze kina naszych południowych sąsiadów. Zamiast rubasznego, refleksyjnego spojrzenia na świat z kufelkiem piwa jest poważny, mroczny dramat. Ale po kolei.

Jesteśmy gdzieś na czeskiej wsi podczas II wojny światowej. Trafia tam zbieg kowal Jura, będący ewangelikiem. Miejscowość jest terroryzowana przez lokalnego bandytę, Sekala. Nieślubny syn jednego z bogatych gospodarzy po latach upokorzeń wystawia im rachunek. Powoli zaczyna przejmować majątki, donosi Niemcom i silną ręką trzyma całą wieś. Starsi gospodarze chcą rozwiązać problem, ale już mają swoje lata i sił już brak. Decydują się na morderstwo, lecz sami nie chcą zrobić, tylko wynająć człowieka. Rada zmusza do tego Jurę, grożąc wydaniem Niemcom najbliższych.

zabic sekala2

Już sama zapowiada, że to będzie inne kino niż znajome klimaty z Czech. Reżyser opowiada ten moralitet w konwencji westernu, gdzie wojna – jak i sami Niemcy – wydają się nieobecni, gdzieś kompletnie daleko. Nie ma tu reprezentacji władzy (poza starostą), choć tak naprawdę władze sprawuje tu Sekal. Niby spodziewamy się konfrontacji dwóch „obcych” (Sekala i Jury), jednak reżyser bardziej przygląda się społeczności. Pełnej hipokryzji, nietolerancji wobec innych, udających ludzi głębokiej wiary, lecz pełnych pychy, perfidii i pogardy. Sekal niejako jest „dzieckiem” swojego otoczenia, który powstał na obraz i podobieństwo mieszkańców. Jest wobec nich równie bezwzględny i okrutny, co jeszcze bardziej potrafi przerazić. Tutaj nie ma postaci jednoznacznie pozytywnej, przez co trudno się z kimkolwiek identyfikować.

zabic sekala1

Kontrast jest silniejszy, gdy zwrócimy uwagę na zdjęcia. Pełne nasyconych kolorów, mających też spore znaczenie symboliczne. Czerwień, czerń, biel, złoto – wygląda to niesamowicie, ale to tylko potęguje hipokryzję mieszkańców, wywyższających się od innych, z Bogiem tylko na ustach. Powolna narracja pozwala wejść w ten brudny, nieprzyjemny świat, choć wygląda zupełnie inaczej. Wszystko to potęgują bardzo mocne dialogi oraz gorzkie zakończenie.

zabic sekala3

Równie świetne jest tutaj aktorstwo, a zaskakujący jest fakt, że główne role grają… Polacy. Ale muszę przyznać, że zarówno Bogusław Linda, jak i Olaf Lubaszenko są świetni w tych rolach. Pierwszy jest bardzo twardy i pewny siebie, nie mający nic do stracenia. Był traktowany jak potwór, więc stał się potworem, choć ma pewną niebezpieczną tajemnicą. Jeszcze bardziej zaskakujący jest Lubaszenko – bardzo stonowany, wyciszony, trzymający dystans wobec wszystkiego i wszystkich. Ale wbrew swojej woli zostaje wplątany w konflikt, choć jest traktowany z tą samą wrogością jak Sekal. Czescy aktorzy też wypadają bardzo dobrze, mimo tego, że w polskiej wersji zostali zdubbingowani. A z tego grona najbardziej wybija się Jiri Bartoszka jako ksiądz, którego tak naprawdę nikt nie szanuje.

Takiego filmu po Czechach się nie spodziewałem. „Zabić Sekala” można było traktować jako próbę rozliczenia się z okresu wojennego, kiedy Czesi bardziej współpracowali z Niemcami. Ale Michalek szerzej przygląda się małomiasteczkowej hipokryzji, tchórzostwu oraz relatywizmu moralnego. Niesamowicie mocne, brutalne kino.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Wrota Europy

Styczeń roku 1918. Wojna światowa jeszcze trwa, choć na Kresach tak mocno tego nie widać. Do małego szpitala umieszczonego w dworku Cichiniczach zostają skierowane trzy siostry z Czerwonego Krzyża. Zosia, Irena i Hala pomagają dr Mroczkowi, prowadzącemu ten szpital. Ale wkrótce w okolicy pojawiają się bolszewicy, co zmusi kobiety oraz cały personel szpitala przed poważnym dylematem.

wrota europy1

Okres I wojny światowej nie jest obecnie eksplorowany przez filmowców, także polskich. Jedną z prób spojrzenia na ten czas podjął się w 1999 roku wybitny operator Jerzy Wójcik. Razem ze scenarzystą Andrzejem Mularczykiem zdecydowali się przenieść na ekran opowiadanie Melchiora Wańkowicza. Ale osoby spodziewające się heroizmu, tysięcy statystów oraz masy scen batalistycznych muszą się rozczarować. Wojna tutaj jest pokazana z perspektywy rannych oraz pielęgniarek i lekarzy, czyli ludzi próbujących ratować życie innych. Ale problem w tym, że wróg tutaj jest bezwzględny, nie zna litości i posunie się do wszystkiego, co dehumanizujące. Czy jednak na pewno?

wrota europy2

Sama historia jest dość prosta, choć jest dodatkowy wątek. Jedna z pielęgniarek szuka swojego brata walczącego gdzieś na froncie. Wszystko jest jednak skondensowane do bardzo krótkiego metrażu (niecałe 80 minut), przez co można odnieść wrażenie chaosu. Tylko, że wojna jest chaosem, a każdy jest jej ofiarą. Nie brakuje dość skromnej, ale intensywnej sceny oblężenia szpitala (nieźle udźwiękowionej oraz sfotografowanej), będącej kulminacją całości. Można odnieść wrażenie, że oglądamy spektakl, bo wszystko toczy się w niemal jednej lokacji. Jednak to spokojne tempo oraz parę bardzo mocnych scen (egzekucja obrońców z perspektywy ich oczu, scena przy studni czy szał dowódcy bolszewików po śmierci przełożonego). Nawet narracja z kadru, gdzie poznajemy słowa z pamiętnika nie wywołuje irytacji. Chociaż tego zazwyczaj się spodziewamy po takich zabiegach. Do tego mamy naprawdę świetne dialogi oraz poruszającą muzykę Zygmunta Koniecznego.

wrota europy3

Jeszcze bardziej mnie zaskoczyło tutaj więcej niż przyzwoite aktorstwo w wykonaniu głównie mniej znanych (wtedy) twarzy. Dzisiaj każdy kojarzy Piotra Adamczyka (porucznik Sztyller), Mariusza Bonaszewskiego (dr Lesiewski) czy Agatę Buzek (Henrietta), ale wtedy jeszcze nie byli tacy rozpoznawalni. Wypadają naprawdę dobrze, jednak dla mnie najlepsze są dwie kreacje. Pierwsza to Zosia, czyli debiutująca na ekranie Alicja Bachleda-Curuś. Młoda, troszkę naiwna (jak pozostałe koleżanki) dziewczyna nieprzygotowana na to, co się wkrótce stanie, ale jednocześnie ma w sobie pewną wewnętrzną siłę. Takie zderzenie siły ze słabością zawsze na mnie działało. Drugą postacią był doktor Mroczek w wykonaniu Henryka Boukołowskiego. Lekarz odpowiedzialny, bardzo doświadczony, a jednocześnie świadomy okrucieństwa bolszewików. Sam ich dowódca (Andriej Jegorow) wydaje się bardziej złożony niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

„Wrota Europy” pozornie wydawać się mogą nudnym, powolnym filmem o wojnie bez nachalnego pokazywania wojny. Plusem zdecydowanie jest rzadko eksplorowane tło historyczne, wiarygodna realizacja (zwłaszcza zdjęcia oraz scenografia) oraz bardzo solidne aktorstwo. Warto odwiedzić te wrota, nawet jeśli to będzie jednorazowa wyprawa.

7/10

Radosław Ostrowski