Zathura – Kosmiczna przygoda

Czy kojarzycie taki film „Jumanji”? Pewnie tak, skoro powstało kilka części, ale mi chodzi o ten pierwszy w 1995 roku z Robinem Williamsem. Tam była gra planszowa, której rozgrywka niemal materializowała się doprowadzając do chaosu. Dzieło Joe Johnstona była oparta na powieści Chrisa Van Allsburga. Dziesięć lat później powstał film też oparty na książce tego autora i podobny do wspomnianego „Jumanji”, lecz w innej skórce.

„Zathura” – tak się zwie ten tytuł to kolejna planszówka, tym razem dla dwóch osób. Tym razem w rozgrywkę zostają wplątani dwaj bracia, którzy niekoniecznie nie przepadają za sobą. Starszy Walter (Josh Hutcherson) próbuje być tym dojrzalszym, mniej „dzieciowatym”, zaś młodszy Danny (Jonah Bobo) bywa troszkę nieporadny, pełen sporej wyobraźni. To właśnie ten drugi znajduje w piwnicy Zathurę – grę, w której wyrusza się w kosmiczną podróż. Dosłownie ich dom przenosi się w przestrzeń kosmiczną, zaś każde pole oraz odkrywana karta uruchamiają pokręcone sytuacje: od ataku meteorów przez popsutego robota i obcych kosmitów aż po przybycie tajemniczego Astronauty (Dax Shepard).

Zadania przeniesienia na ekran „Zathury” podjął się Jon Favreau, obecnie znany z dwóch części „Iron Mana” czy serialu „Mandalorianin”. Był to pierwszy duży blockbuster w dorobku reżysera, który nie znalazł widowni w premierę. Już sama czołówka, gdzie widzimy samą planszówkę i ilustracje (inspirowaną stylem komiksów z lat 50.) z epicką muzyką Johna Debneya w tle buduje klimat w duchu Kina Nowej Przygody. Nadal jest to kino familijne, gdzie najważniejsza jest tutaj relacja między braćmi, którzy za bardzo nie przepadają za sobą. Ale jeśli mają wyjść z tego cało, muszą zacząć działać razem. I choć miejscami film Favreau ociera się zbyt mocno o klasyka Johnstona (włącznie z karą za oszustwo), to kameralna przestrzeń oraz otoczka SF daje pewien powiew świeżości.

Jeszcze bardziej pozytywnie zaskoczyły mnie efekty specjalne. Mieszanka komputerowej przestrzeni z praktycznymi efektami stworzonymi przez Stana Winstona (robot, kosmiczni Zorgoni) pomagają wejść w klimat retro SF. Tam sam jak sceny ataków kosmitów, kompletnej destrukcji domostwa, ataku asteroid wewnątrz pokoju. I pomimo dwóch dekad na karku nadal dobrze się prezentują. Tak jak dobrze trzymają się grający główne role Josh Hutcherson i Jonah Bobo. Szczególnie ten drugi w roli młodszego, coraz bardziej przerażonego całą rozgrywką Danny’ego. Zaskoczeniem za to był Dax Shepard wcielającego się w astronautę, który pojawia się oraz zaczyna pełni rolę rozjemcy i niejako mentora. Mógłby się sprawdzić w roli sympatycznego, przyziemnego herosa kina akcji. Pozostali członkowie obsady, czyli Kristen Stewart (starsza siostra Lisa) oraz Tim Robbins (ojciec) pojawiają się na dłuższą chwilkę i są nieźli, ale nic ponadto.

Tak samo mógłbym podsumować samą „Zathurę” – niezłe kino przygodowe w otoczce SF, stojące w dużym cieniu bardziej widowiskowego „Jumanji”. Niemniej Favreau daje na tyle dużo serducha, żeby nie wywołać znudzenia. Bardzo sympatyczna produkcja familijna nie tylko dla dzieci.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz