Wszystko zaczyna się w Syrii, gdzie do jednego z miast przybywa oddział ISIS. Fundamentaliści chcą przejąć teren, a w mieście pojawia się prorok. Mężczyzna nawołuje, że Bóg nie dopuści do opanowania miasta oraz stanie w obronie jego mieszkańców. Po czym pojawia się burza piaskowa trwająca ponad półtora miesiąca i odpędzająca fundamentalistów. Mieszkańcy miasta zaczynają traktować mężczyznę jak wcielenie Mesjasza, idąc za nim przez pustynię do granicy z Izraelem, którą przekracza Al-Masih (tak zostaje nazwany nieznajomy prorok). To doprowadza do aresztowania człowieka przez Mossad oraz zwraca uwagę CIA, a to dopiero początek dziwnych sytuacji.

Ten serial Netflixa wywołał spore emocje i wydaje się być ambitniejszą produkcją od dotychczasowych. Michael Petroni miesza tutaj ze sobą religię, politykę, władzę oraz tajemnicę, pozostającą nierozwiązaną do samego końca. A w samym centrum pozostaje Mesjasz, doprowadzający Bliski Wschód na krawędź potencjalnej wojny religijnej. Do tej opowieści zostają wplątane kolejne postaci: agentka CIA, twardy oficer Mosadu, pastor małej parafii z dużymi długami, dziennikarka telewizyjna czy młody chłopak (Jibril). Wszyscy ci spotykają na drodze Al-Masiha i próbują niejako ustalić kim jest ten człowiek. Prawdziwy Mesjasz? Oszust? Wariat? Terrorysta? Społecznik? Odpowiedź na pytanie ciągle się wymyka i kiedy wydaje się, że już znamy odpowiedź, pojawia się informacja stawiająca poważny znak zapytania. Z jednej strony posiada wiedzę, która może być dostępna tylko nielicznym, ale z drugiej dzieją się rzeczy na granicy prawdopodobieństwa (tornado niszczące całe miasteczko, oprócz kościoła, ocalenie postrzelonego dziecka czy przeżycie zestrzelenia samolotu). Każda postać widzi w nim co innego, a kolejne informacje nie pomagają w wyjaśnieniu zagadki.

Każdy z bohaterów widzi tytułowego Mesjasza (fenomenalny Mehdi Dehbi) inaczej, a jego zachowanie – opanowane, spokojne, jakby prześwietlające na wyrost – jeszcze bardziej mąci w głowie. Co najbardziej mnie zaskoczyło to fakt, że mimo budowania bardzo skomplikowanej intrygi, udaje się twórcom zarysować każdą z kluczowych postaci. Poznać ich tło, motywacje oraz jaką rolę zaczną pełnić w tej całej układance, jednocześnie przeskakując z miejsca na miejsce. Mimo tylu zmiennych oraz skomplikowanych stosunków geopolitycznych, scenariusz nie sypie się, nie idzie na łatwiznę i prowokuje do licznych pytań o wiarę oraz przekonania. A wszystko zakończone ostatnią sceną, która… nic nie wyjaśnia w kwestii tożsamości Mesjasza.

Trudno tu mi się przyczepić do kwestii technicznych czy aktorstwa, bo tu każdy element układanki tworzy spójną, sensownie poprowadzoną całość. Fascynujące i prowokacyjne dzieło, o którym dość szybko się zapomniało. Niestety, kontynuacji nie będzie (przyczyna: koronawirus), co tylko bardzo mocno irytuje. Ale może jak sytuacja się ustabilizuje dojdzie do zmartwychwstania?
8,5/10 + znak jakości
Radosław Ostrowski










