Piorun i Lekka Stopa

Lekka Stopa to złodziej, którego poznajemy podczas kradzieży auta. Podczas jazdy trafia na księdza, którego ktoś próbuje zabić. Okazuje się, że ksiądz to tak naprawdę John „Piorun” Dogerty, ścigany przez dawnych kumpli z gangu po ostatnim skoku. W końcu obaj wpadają w ręce Reda i Goody’ego, chcących odnaleźć kasę z ostatniego napadu. W końcu Lekka Stopa wpada na pomysł, by jeszcze raz dokonać napadu w to samo miejsce.

lekka_stopa1

Michaela Cimino wszyscy kojarzą głównie jako twórcę „Łowcy jeleni”. Dlatego jego debiutancka fabuła „Piorun i Lekka Stopa” popadła w zapomnienie. Szkoda, bo to naprawdę udana i ciekawie poprowadzona komedia kryminalna. Pierwsza część jest bardziej zabawna przedstawiająca powoli rodząca się przyjaźń między dwoma skrajnymi charakterami. Piorun jest bardziej opanowany i spokojny, a Lekka Stopa to trochę rozkręcony łobuziak, pełen energii i luzu. Ta dziwna mieszanka sprawdza się, nadając lekkości całej fabuły. Do momentu realizacji skoku – wtedy mamy pełnokrwisty kryminał, z precyzyjnie budowanym planem oraz jego realizacją. Zabawne jest zbieranie funduszy na akcję, przez co wszyscy członkowie – nie mający wiele gotówki – podejmują się… pracy. Wtedy napięcie jest budowanie bardzo dokładnie, intryga zazębia się i dochodzi do przewrotnego finału. Film może i ma swoje lata, ale zrealizowany jest naprawdę nieźle. Plenery są piękne (niemal westernowe), w tle słyszymy piosenki country, a humor bazuje tutaj głównie na dialogach (naprawdę dobrych i zabawnych).

lekka_stopa2

Siłą napędową są tutaj role czterech facetów. Clint Eastwood jako Piorun sprawdza się dobrze, konsekwentnie budując wizerunek sympatycznego twardziela, choć zobaczenie go w sutannie może wielu wprawić w konsternację. I jest wyczuwalna chemia między nim a świetnym Jeffem Bridgesem. Zanim stał się rozpoznawalny dzięki roli El Dudinho Lebowskiego, Bridges zbudował tutaj rolę gadatliwego, sympatycznego luzaka-hippisa. Przyjaźń między nimi jest szczera i stopniowo budowana. Poza nimi całość dopełniają niezły Geoffrey Lewis (Goody) oraz bardzo solidny George Kennedy (nerwowy i bardzo agresywny Red).

Cimino pokazuje tutaj pewną rękę w prowadzeniu fabuły. Lekka, sympatyczna komedia z dobrze prowadzonym wątkiem kryminalnym, który trzyma w napięciu. Może realizacja lekko ramotna, ale nie ma tutaj specjalnie co wybrzydzać.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Co się wydarzyło w Madison County

Lata 60. Do małego miasteczka w Iowa przybywa fotograf z National Geographic – Robert Kincaid, by zrobić zdjęcia mostom. Gubiąc się w drodze do celu trafia do domu Franceski Johnson, która akurat została sama na kilka dni. Jej mąż i dzieci wyruszyli na festyn. On zaczyna spędzać z nią sporo czasu, zaczynają rozmawiać, ale na rozmowach się nie kończy.

madison2

Powieść, na podstawie której powstał ten film, uważana jest za jedną z najgorszych książek jakie kiedykolwiek wydano. W dodatku sama historia brzmi jak typowe romansidło, tylko że mamy starszych i bardziej dojrzałych bohaterów. Można byłoby zignorować ten film, gdyby to kręcił jakiś młody reżyser. Ale jeśli za taka produkcję odpowiada Clint „Zabijam wszystkich bez ostrzeżenia” Eastwood, sprawa staje się znacznie poważniejsza. I tym większe jest rozczarowanie. Owszem, nie brakuje odrobiny humoru, historia jest prosta (by nie rzec bardzo prosta i konwencjonalna do bólu) – można by z tym żyć, ale brakuje tutaj emocji, choć próbuje się je pokazać w sposób bardziej delikatny i bez szaleństw. Wszystko opiera się tutaj na prostym schemacie: rozmowa-taniec w rytm jakiejś sentymentalno-romantycznej piosenki i całowanie się. Jeszcze można byłoby to przeżyć, ale to wszystko jest takie letnie i mało angażujące, że z niepokojem czekałem na moment, kiedy to wszystko się skończy. Możecie mnie nazywać zgorzkniałym cynikiem, ale nic na to nie poradzę, że mnie to nie ruszyło.

madison1

I nie mogli z tym nic zrobić ani Meryl Streep, którą bardzo cenię ani próbujący grać wbrew swojemu typowemu emploi (twardy zabijaka i męski szowinista) sam Eastwood. Nie iskrzy między nimi, choć bardzo się starają. Coś tutaj wyraźnie nie zagrało. Ja wiem, ze jest dość spora grupa osób, którym podoba się „Madison County”. Niestety, na mnie to spłynęło jak po kaczce i jest to zaledwie poprawne kino.

5/10

Radosław Ostrowski

Dopóki piłka w grze

Gus Lobel jest podstarzałym łowcą talentów, który szuka nowych gwiazd baseballu. Jednak jego czasy, gdy liczył się wzrok, minęły. Obecnie w tym fachu liczą się komputerowe statystyki. Mimo, że nie do widzi nie zamierza rezygnować, choć biuro Atlanta Bravers nie liczy się z jego zdaniem. Za namową przyjaciela Pete’a, pomaga mu Mickey, córka Gusa – obiecująca prawniczka, z którą Gus nie ma najlepszych kontaktów. Ale wokół nich pojawia się były zawodnik, obecnie łowca talentów Jimmy Flanegan.

pilka1

Robert Lorenz to przede wszystkim producent filmowy, który współpracował z Clintem Eastwoodem (m.in. „Rzeka tajemnic” czy „Za wszelką cenę”). Tym razem postanowił zadebiutować jako reżyser. Choć tłem jest baseball (narodowy sport USA, którego popularność w Polsce jest dość nikła), tak naprawdę jest to dramat obyczajowy o ojcu i córce, którzy nie potrafią się ze sobą dogadać, a oboje kochają baseball. W zasadzie cała historia jest dość prosta i przewidywalna jak kolejność dni w tygodniu i odrobinę sentymentalnie. Technicznie trudno się przyczepić, ten film mógłby wyreżyserować Clint Eastwood – długie ujęcia Toma Sterna, surowy montaż. Sama historia jednak nie angażuje i nie wciąga zwyczajnie. Zaś wątek romantyczny wydaje się lekko wepchnięty na siłę. Mimo tego ogląda się to całkiem dobrze i nie przynudza.

pilka2

O Clincie Eastwoodzie nie będę mówił, bo to klasa sama w sobie i wiadomo czego się po nim spodziewać. Nie zawodzi, nadal jest szorstkim i ponurym twardzielem, który znosi wszystkim ciętym humorem. I mimo 82 lat na karku, nadal ogląda się go z przyjemnością. Partnerujący mu aktorzy nie są słabi czy nieuzdolnieni, ale przy nim wypadają blado (w tym przypadku oznacza to przyzwoicie). Tak można powiedzieć o Amy Adams w roli Mickey – prawniczki, co baseballem się interesuje i ma wielką pasję w tym kierunku, oddana pracy, ale mająca duży żal do ojca. Z kolei Justin Timberlake jest przystojny, zabawny i wygadany. Trzeba coś więcej??

Ogólnie mówiąc, nie jest to film stricte o baseballu, ale o ludziach. Problem w tym, że nie jest to ani odkrywcze, ani ciekawe. Niemniej ogląda się przyjemnie (staruszek Clint rządzi!!!!) i czas nie jest do końca stracony.

6,5/10

Radosław Ostrowski