Firefox

Tytułowy Firefox nie jest przeglądarką internetowa, tylko nowoczesnym radzieckim myśliwcem bojowym, który potrafi być niewidzianym dla radarów i sterowanym przez umysł. Amerykanie decydują się wykraść samolot i wysyłają swojego najlepszego człowieka – majora Mitchella Ganta, który mimo zespołu stresu pourazowego, nadal jest świetny.

firefox1

Zastanawiam się co podkusiło Clinta Eastwooda do nakręcenia tej sensacyjno-propagandowej agitki. Historia jest prosta (Ruscy źli, Amerykanie dobrzy), naiwna i przewidywalna jak jasna cholera. Wszystko idzie w sposób tak łatwy, że o jakimkolwiek trzymaniu w napięciu nie może być mowy. Sytuację częściowo próbuje ratować operator i sceny lotów wyglądają całkiem nieźle, ale efekty specjalne są tak archaiczne, że aż kłują w oczy. Wygląda to tak jakby samoloty dodano na ekran, a pociski i ich wygląd bardziej pasuje do SF. Nawet humor i sam Clint w niezłej dyspozycji nie jest w stanie tego uratować.

firefox2

Dalsze opowiadanie o tym filmie po prostu mija się z celem – „Firefox” to archaiczna, nudna i nieciekawa historia w dorobku twardziela Clinta. Zbyt poważna, co doprowadza do śmieszności i żal dupę ściska, gdy się ogląda takie gówno. Panie Eastwood, nie wypada panu.

3/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Bronco Billy

Kim jest Bronco Billy – facet, który uważa się za najszybszego kowboja na Dzikim Zachodzie? Tak naprawdę jest szefem trupy cyrkowej, w której prezentuje różne sztuczki z czasów westernowych. Ale nie mają łatwo – brakuje asystentki w najtrudniejszych trickach (koło fortuny). I wtedy do trupy – nie do końca z własnej woli – trafia Antoinette Lilly, którą opuścił mąż.

Bronco_Billy2

Po robieniu zadymy, zabijaniu oraz cedzeniu ostrych słów, Clint Eastwood tym razem postanowił zrobić lekką komedię. Film ten jest miły i sympatyczny, pokazując dość jarmarczną formę Dzikiego Zachodu, a jednocześnie jest to pochwała konserwatywnych wartości z lojalnością i przyjaźnią na czele. O dziwo ogląda się to całkiem nieźle, co jest zasługą zarówno scen z pokazów (solidnie nakręconych oraz dynamicznie zmontowanych), fajnych postaci, chociaż sam scenariusz jest dość luźny i oparty na schemacie przyjazd-pechowa sytuacja-występ-wyjazd. Nie brakuje tutaj odrobiny humoru („napad” na pociąg czy troszkę szalony finał), który ratuje sytuacji oraz odrobiny akcji w postaci bijatyki w barze, jednak całość jest bardzo lekka, niemal familijna. Czuć tutaj pewną nostalgię i sentyment za Dzikim Zachodem, troszkę wyidealizowanym, gdzie wszystko było proste i jasne, a jednocześnie jest to ubrane w komedię romantyczną. Może i jest przewidywalna, ale miło się ogląda.

Bronco_Billy1

Sam Clint choć jest troszkę łagodniejszą wersją samego siebie, daje radę w roli Bronco. Jednak Clint parę razy serwuje swoje charakterystyczne oblicze, ale w zasadzie to porządny i fajny facet. I po raz pierwszy przekonałem się do Sondry Locke, która raczej wywołuje irytację, jednak jako rozkapryszona dziewczyna próbująca się odnaleźć w tym całym cyrku radzi sobie przyzwoicie. Ta dwójka ciągnie ten film, ale nie można nie wspomnieć Scatmana Crothersa (Doc Lynch – będący kimś w rodzaju impresario), Geoffreya Lewisa (podstępny mąż John Arlington) oraz Billa McKinneya (mistrz lassa – Lefty LeBow).

Bronco_Billy1

Miła i sympatyczna komedia, która przy browarze może być dobrym towarzyszem. Lekka i dość przyjemna rozrywka zabarwiona odrobiną nostalgii.

6/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Wyzwanie

Ben Shockley jest gliniarzem z Phoenix, który znany jest z tego, ze nie zawodzi. Tym razem dostaje zadanie dostarczenia świadka z Vegas do Phoenix, który ma zeznawać w sądzie. Świadkiem jest kobieta Augustine „Gus” Mally. Pozornie prosta sprawa zmienia się w walkę o przetrwanie, kiedy to wszyscy (włącznie z gliniarzami) chcą ich zabić, by nie dopuścić do sprawy.

wyzwanie1

Clint Eastwood w najbardziej znanym wcieleniu, czyli surowy twardziel, który używa zarówno pięści i spluw (tym razem bez Magnum .44) kontra wszyscy. Jest niemal niezniszczalny, a z każdej opresji jest w stanie wyjść niemal bez szwanku – no może z paroma siniakami. Zasadzki, strzelaniny oraz intryga prosta jak konstrukcja cepa. Mimo to trzeba przyznać, że ogląda się to naprawdę nieźle, a świszczące kule nie są w stanie do końca zakryć różnych dziur w fabule (helikopter zniszczony w dość ciekawy sposób). Dialogi niezłe i okraszone odrobinką humoru, próby zabicia Brudnego Clinta z wjazdem do miasta pancernym autobusem (wiem, pachnie to „Drużyną A”) kończące się porażką oraz całkiem niezła chemia między najtwardszym twardzielem (później zwanym starszym bratem Sylvestra Stallone’a) a niezbyt lubianą przeze mnie – i nie tylko – Sondrą Locke (pyskata oraz wystraszona Gus Mally) bronią ten film przed porażką, podobnie jak muzyka Fieldinga.

wyzwanie2

Niezły akcyjniak, który ogląda się całkiem dobrze mimo przewidywalności oraz dość lekkiemu klimatowi. Eastwood głównie robił w tym czasie lekkie kino i „Wyzwanie” tez się w tą estetykę wpisuje. Ale najgłośniejsze pozycje miały dopiero powstać.

5,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Wyjęty spod prawa Josey Wales

Josey Wales to zwykły farmer, który pracuje na roli, ma żonę oraz syna. Jednak jego farma zostaje zaatakowana przez żołnierzy Unii, którzy palą mu dom oraz zabijają jego rodzinę. Dołącza do oddziału związanego z Konfederatami, zabijając żołnierzy Unii. Ale kiedy wojna się kończy oddział poddaje się – poza Walesem. Kapitulacja zmienia się w krwawą jatkę, z której uchodzi tylko Fletcher, który zostaje zmuszony do pościgu za Walesem.

josey_wales1

Clint Eastwood w końcu doszedł do wniosku, że do twarzy mu naprawdę jest tylko z giwerą – Coltem albo Magnum. Wybrał to pierwsze i nałożył kapelusz, tworząc przy okazji jeden z najciekawszych westernów w historii. W opowieści z zbiegu mamy wiele wątków – zemstę, niezagojone rany, chciwość, odkupienie i strzelanie. Sporo strzelania. Przy okazji, Brudny Eastwood kolejny raz odmitologizuje Dziki Zachód, gdzie wartości opiewane przez Johna Wayne’a i jemu podobnych okazały się pustymi frazesami – obietnice są łamane (godne traktowanie kapitulującego oddziału), rządzi przemoc i siła (próba gwałtu na kobiecie), a Indianie są pozbawieni swojej duszy oraz ziemi przez „cywilizowanych” białych ludzi (historia wodza Samotnego Wilka). Nie brakuje tutaj surowych oraz pięknych plenerów, sama opowieść toczy się spokojnym tempem, a kilka mocnych epizodów zostanie w pamięci. Jednocześnie jest to kino antywojenne, pokazujące destrukcyjną siłę konfliktu. Nie mogło też zabraknąć strzelanin, pokazujących umiejętności strzeleckie Eastwooda, jednak emocje oraz ponury klimat są tak silne, że mimo pewnych naiwności (nieśmiertelny Clint) angażuje.

josey_wales2

Sam Eastwood ma troszkę więcej do pokazania jako aktor. Pozornie Josey to typowa dla Eastwooda postać mściciela, dla którego zabijanie staje się jedynym sensem życia. Zdradzony przez kumpla (świetny John Vernon) jest cwanym i sprytnym twardzielem, ale okazuje się niepozbawionym wrażliwości gościem (widać to w rozmowie z Wodzem Dziesięć Niedźwiedzi), któremu nie obca jest empatia. Równie niezawodny jest Chief Dan George w roli Samotnego Wilka, który został ucywilizowany przez Amerykanów. Postać ta pokazuje nie tylko traktowanie Indian przez dumnych Jankesów, ale jest też symbolem przemijania. Żeby jednak nie było tak słodko – jest jedna aktorka nie dająca rady. To Sondra Locke, która (bardzo sztucznie) wcieliła się w Laurę Lee, niedoszłą ofiarę gwałtu.

josey_wales3

To pierwszy film Eastwood, który mocno zahacza o arcydzieło w jego dorobku reżyserskim. Dojrzały, głęboki, z klimatem oraz trafną obserwacją czasów tuż po wojnie secesyjnej. Zobaczyć po prostu trzeba.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Akcja na Eigerze

Jonathan Hemlock wydaje się niepozornym profesorem sztuki z dość sporą kolekcją dzieł sztuki. Mało kto wie, że jest płatnym zabójcą działającym na zlecenie organizacji wywiadowczej C-2. Przeszedł na emeryturę, ale organizacja wymusza na nim zabicie dwóch ludzi odpowiedzialnych za śmierć przyjaciela. Drugi zabójca ma uczestniczyć podczas wspinaczki na górę Eiger.

eiger1

Co by się stało, gdyby Clint Eastwood został agentem 007? Proponowano mu tą rolę w „Żyj i pozwól umrzeć”, ale uznano go za zbyt brutalnego. Clint jednak się nie zraził i zrobił własnego Bonda, bo tak należy odebrać film „Akcja na Eigerze”. Innymi słowy, to kino sensacyjno-szpiegowskie, które broni się głównie dzięki ironicznemu humorowi oraz intrygującemu punktowi wyjścia całej fabuły.  Jednak sama opowieść toczy się dość spokojnym torem, co nie znaczy, że nie brakuje emocji. Tych nie brakuje zarówno na samym początku (zabójstwo agenta) czy podczas pierwszego odwetu. Złego słowa nie jestem w stanie powiedzieć także scenom przygotowań do wspinaczki oraz samego wejścia na górę, która wygląda imponująco. Wielu jednak może znużyć dość spokojne tempo jak na film sensacyjny czy przewidywalne zakończenie, jednak na plus trzeba pochwalić lekkość całej opowieści niepozbawionej dość gorzkiej refleksji na temat pracy rządowej. Zdjęcia trzymają klasę (zwłaszcza te górskie, ale też samo biuro siedziby C-2), a muzyka Johna Williamsa sprawnie buduje napięcie.

eiger2

Co do aktorów, trzeba przyznać, że Eastwood ma dobrą rękę. W roli głównej radzi sobie świetnie, choć trudno na początku uwierzyć, by był w stanie zagrać inteligenta. Ale kiedy wchodzi do akcji, to pytania znikają szybko – muszę mówić coś więcej? Poza nim jest kilka intrygujących postaci granych jak Ben Bowman (solidny George Kennedy) – stary przyjaciel oraz alpinista czy lekko ciotowaty wróg Miles Millough (Jack Cassidy), którzy ubarwiają całą opowieść.

eiger3

Solidne, choć troszkę za spokojne kino akcji, gdzie Eastwood próbuje bawić się historią. Lekka i bezpretensjonalna rozrywka, choć ciutkę się zestarzała, to jednak nadal trzyma fason.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Breezy

Poznajcie Breezy – młodą hipiskę, która włóczy się po Los Angeles z gitarą w ręku. Szuka swojego miejsca na ziemi, jest prosta i naiwna. Szukając miejsca do noclegu przypadkowo poznaje starszego pana Franka Harmona, który sprzedaje nieruchomości i jest samotnikiem. Mężczyzna pozwala jej tymczasowo zamieszkać i powoli coś zaczyna iskrzyć.

breezy1

Clint Eastwood odpuścił sobie zabijanie i schował colta, a nawet odpuścił pokazywania siebie przed kamerą, robiąc coś, o co mało kto go podejrzewał – nakręcił melodramat.  Wiem, wiem, przecież nakręcił kilka lat później „Co się wydarzyło w Madison County”, ale chyba przy swoim trzecim filmie zaskoczył najbardziej. Pozornie wydaje się kolejnym romansem młodej, dopiero wchodzącej w życie nastolatki z niemłodym mężczyzną, a takie relacje były mi już znane wcześniej (kojarzycie taki film „Miedzy słowami”?), jednak opowieść ta pozostaje wiarygodna, m.in. dzięki bardzo subtelnemu nastrojowi, dobrym dialogom oraz lirycznej muzyce i miejscami zachwycającym zdjęciom (plaża oraz widok na ocean – zachwyca nadal). A jednocześnie padają tutaj pytania o sens miłości, która w wieku średnim gaśnie i czy można wpuścić ją, gdy zapuka do drzwi.na to trzeba samemu odpowiedzieć. Może to jest lekka bajka, która jest troszkę naiwna i krzepiąca, ale Eastwood robi to z fasonem i klasą, a i emocji też nie brakuje.

breezy2

Swoje też robią świetnie dobrani aktorzy w głównych rolach. Kay Lenz w roli tytułowej sprawiać może wrażenie irytującej dziewczyny, której naiwność powaliłaby każdego. Czarująca dziewczyna, która przeszła wiele, ale nie daje się złamać czy wprawić w depresję. Niemal istna dobroć, ale nie przestaje być postacią z krwi i kości, która poszukuje swojego domu. Partneruje jej niezawodny William Holden, który idealnie pasuje do cynicznego i zgorzkniałego Franka, przyzwyczajonego do samotności. Powoli miedzy tą dwójką rodzi się nić porozumienia, a nawet coś więcej. Tylko że Frank boi się reakcji otoczenia jak zareaguje na taką relację i rodzi się pytanie – czy uda się przełamać wątpliwości i zaryzykować?

„Breezy” pozostaje mniej znanym, ale bardzo intrygującym romansem pokazującym inne oblicze Brudnego Harry’ego. Niegłupi, niepozbawiony liryzmu, ciepła oraz pewnej aury, która towarzyszy tego typu opowieściom. Pierwszy bardzo ważny film w karierze reżysera.

8/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

 

Mściciel

Miasteczko Lago leży gdzieś na Dzikim Zachodzie, gdzie znajduje się dochodowa kopalnia złota. I właśnie tutaj przybywa tajemniczy jeździec znikąd, którego imię pozostaje do końca zagadką. Podczas drobnego spięcia zabija trzech ludzi, którzy mieli chronić kopalnię oraz miasteczko. Właściciel kopalni oraz burmistrz z szeryfem decydują się zatrudnić nieznajomego, by zabił trzech mężczyzn, którzy wyszli z więzienia i planują zemstę. W zamian za władze na miastem, rewolwerowiec zgadza się.

msciciel1

Po swoim debiucie Clint Eastwood nie odpuścił reżyserowania i postanowił się zmierzyć z gatunkiem, w którym czuł się naprawdę dobrze – westernem. Ale postanowił przeszczepić stylistykę spaghetti westernów i nadać jej odrobinę metafizyki, potęgowaną przez oniryczną muzykę. Pozornie tylko Lago wydaje się typowym miasteczkiem z szeryfem na pokładzie, hotelem, kościołem oraz damą do towarzystwa. Poza tym są Indianie oraz Meksykanie stanowiący mniejszość i są też tak traktowani. Jednak są to tylko pozory, gdyż mieszkańcy ukrywają bardzo mroczną tajemnicę związana z linczem oraz morderstwem, ale więcej wam nie powiem (i tak już powiedziałem za dużo). Całość jest bardzo mroczna, Eastwood obnaża hipokryzje oraz tchórzostwo mieszkańców, którzy niemal bez sprzeciwu zgadzają się na warunki nieznajomego (owszem, podejmują próbę zabicia go, ale dość nieudolną). Trzeba wygonić ludzi z hotelu, by miał gdzie mieszkać? No problem. Kolejka dla wszystkich? Świetnie. Rozebrać stodołę? Ekstra. Zgwałcić kobietę? Nie ma sprawy, on ma władzę, jest bezkarny.

msciciel2

W to wszystko zostaje wpleciona scena linczu, gdzie po raz pierwszy mamy okazję zobaczyć heroizm mieszkańców oraz to, jak honor, moralność i uczciwość są tylko i wyłącznie słowami, pozbawionymi jakiegokolwiek znaczenia. Finałowa konfrontacja z dominującą czerwienią, napisem HELL oraz bardzo gorzkim zakończeniem daje wiele dróg do interpretacji.

msciciel3

Kim jest tajemniczy rewolwerowiec grany przez niemal małomównego Clinta Eastwooda (skąd my znamy to wcielenie?)? Bezwzględnym i prymitywnym zabijaką? Aniołem sprawiedliwości? Głosem tłumionego przez mieszkańców sumienia? A może samym diabłem obnażającym hipokryzję? Pozostali aktorzy prezentują dobry poziom, jeśli chodzi o grę, jednak tak naprawdę zwracamy uwagę na Brudnego Eastwooda.

„Mściciel” jest znacznie lepszym filmem od debiutu, jednak osoby szukające dynamicznej akcji, strzelanin oraz zadymy mogą poczuć się lekko rozczarowani. Osoby szukające mniej konwencjonalnych westernów powinny znaleźć coś dla siebie. Nie wiem czy ten film oglądał Sergio Leone, ale mógłby być dumny.

7,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Challange accepted – Clint Eastwood

nadrabiam_Eastwooda

Pewnie wielu z was zastanawia się co to za fotka i o co tu chodzi z tą akcją? Clint Eastwood w maju będzie obchodził 85 urodziny. Z tej okazji blog Po napisach zorganizował akcję, polegająca na obejrzenia wszystkich filmów wyreżyserowanych przez tego uznanego aktora oraz reżysera i producenta. Wiele z tych filmów widziałem wiele lat temu, inne niedawno. Dlatego postanowił podjąć się tego wyzwania i obejrzeć tyle filmów Brudnego Clinta, ile się da (czyli wszystkie albo prawie wszystkie). Będę o nich meldować tutaj, skreślając każdy tytuł. Życzcie mi powodzenia i trzymajcie kciuki. Sam też zachęcam do zapoznania się z filmografią Eastwooda. Poniżej cała filmografia – te skreślone filmy (zapożyczenie od Patryka) już widziałem, ale chętnie sobie przypomnę (poza „Madison County”, które już opisywałem):

American Sniper (2014)

Jersey Boys (2014)
J. Edgar (2011)
Hereafter (2010)
Invictus (2009)
Gran Torino (2008)
Changeling (2008)
Letters from Iwo Jima (2006)
Flags of Our Fathers (2006)
Million Dollar Baby (2004)
Mystic River (2003)
Blood Work (2002)
Space Cowboys (2000)
True Crime (1999)
Midnight in the Garden of Good and Evil (1997)
Absolute Power (1997)
The Bridges of Madison County (1995)
A Perfect World (1993)
Unforgiven (1992)
The Rookie (1990)
White Hunter Black Heart (1990)
Bird (1988)
Heartbreak Ridge (1986)
Pale Rider (1985)
Sudden Impact (1983)
Honkytonk Man (1982)
Firefox (1982)
Bronco Billy (1980)
The Gauntlet (1977)
The Outlaw Josey Wales (1976)
The Eiger Sanction (1975)
Breezy (1973)
High Plains Drifter (1973)

Play Misty for Me (1971)

Zagraj dla mnie Misty

Poznajcie Dave’a – to przeciętny, choć przystojny facet pracujący jako radiowy disc jockey, gdzie przez pięć godzin gra dość spokojna muzykę jazzową. Kiedyś wyrywał laski na potęgę, ale to mu już przeszło. W barze, który służy mu za pocztę poznaje swoją fankę – Evelyn. Kobieta coraz bardziej chce być częścią życia naszego DJ-a, ale on traktuje jak jednorazową zdobycz. W dodatku chce wrócić do swojej byłej żony, co komuś się nie spodoba.

misty1

Rok 1971 był bardzo ważny dla Clinta Eastwooda. Po pierwsze, stworzył drugą ikoniczną postać – inspektora Harry’ego Callahana, zwanego Brudnym Harrym. Po drugie, zadebiutował jako reżyser, choć z dzisiejszej perspektywy to mniej znany film. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli powiem, że jest to thriller o starciu mężczyzny z psychofanką. Problem w tym, że reżyser zbyt szybko rozwiewa wątpliwości, co do stanu psychicznego Evelyn (rozmowa z sąsiadem), a reszta jest dość mocno przewidywalna, jeśli chodzi o fabułę. Technicznie trudno się do czegoś przyczepić (zwłaszcza wybija się jazzowa muzyka), a kilka scen dzięki montażowi (szybka jazda bohatera przeplata ze scena niszczenia jego portretu) jest pewne napięcie oraz tempo. Jest to też pewne ostrzeżenie dla wszystkich macho – uważajcie, jaką kobietę podrywacie, o może was zaatakować nożem i nie tylko. Tylko pytanie co z tym fantem zrobić?

misty2

Film ten jest pamiętany, także dzięki Eastwoodowi próbującemu troszkę zmienić swój wizerunek twardziela oraz macho. Tutaj wydaje się troszkę bardziej romantykiem, walczącym ze swoją żądzą, ale wydaje się mocny tylko w gębie bez swojego Magnum .44. ale i bez broni jest w stanie rozwiązać swoje problemy za pomocą siły. Problemem była dla mnie Jessica Walter jako Evelyn – dla mnie była troszkę za teatralna i szybko można było odkryć co jest z nią nie tak. Na bazie kontrastu obsadzono Donnę Mills jako byłą żonę, Tobie (tą dobrą). Jeszcze można zwrócić uwagę na wyluzowanego Ala (James McEichin), który jest kolegą z radia.

misty3

Z dzisiejszej perspektywy, debiut Eastwooda jest dopiero raczkowaniem faceta, którego następne filmy miały dopiero zmiażdżyć widownię. Poza muzyką oraz samym Clintem, którego nigdy dość, nie ma tutaj zbyt wiele do zaoferowania. Zaledwie niezłe.

6/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda

Jersey Boys

Zrobić dobry musical jest piekielnie trudno. Przekonało się o tym wielu doświadczonych reżyserów jak Martin Scorsese („New York, New York”) czy Tim Burton („Sweeney Todd”). Do grona tych filmowców mierzących się z tym gatunkiem postanowił dołączyć 84-letni Clint Eastwood – weteran kina amerykańskiego. Punktem wyjścia dla filmu jest historia zespołu Frankie Valli and the Four Seasons.

jersey_boys1

Zaczyna się od spotkanie dwóch chłopaków z New Jersey, którzy mieli dość niewielkie perspektywy – wojsko, mafia albo sława. Frankie był fryzjerem, a kumpel Tommy DeVito – kierowcą gangstera Angelo DeCarlo, dorabiając sobie na boku razem z basistą Nickiem Massi w zespole. Po różnych perturbacjach, do grupy dołącza klawiszowiec i autor tekstów Bob Gaudio (poznany przez Joe Pesci – TEGO Joe Pesci), skład się krystalizuje, powstaje nazwa i zaczyna się pasmo sukcesów. Przynajmniej na początku, bo cena sukcesu i sławy będzie wysoka. Kłótnie, konflikty, długi, zniszczone życie prywatne.

jersey_boys2

Sam film Eastwooda to mieszanka z jednej strony rasowej biografii ze świetnie sfilmowanymi scenami śpiewanymi (jak się okazuje znałem te piosenki, nie znając ich wykonawców), choć trudno to nazwać stricte musicalem (mimo oparcia na sztuce nagrodzonej Tony), a z drugiej strony przewija się delikatnie wątek gangsterski skupiony na cwaniaczku Tommym, który robił różne rzeczy na bakier z prawem (kradzieże, długi itp.), troszkę przypominając filmy Scorsese. Pewną wadą (poza schematem fabularnym, który jednak i tak jest świetnie poprowadzony) mogą być sceny, gdy bohaterowie wygłaszają swoje refleksje bezpośrednio do kamery (skąd my to znamy?). Jednak z jednej strony mamy stylowy wizualnie film pachnący latami 50. (stroje, eleganckie garnitury, knajpy), z drugiej kilka nadal trafnych (jednak mało odkrywczych) refleksji na temat szołbiznesu, który wtedy wydawał się bardziej czysty niż teraz, ale może się mylę. Są emocje, jest świetna muzyka i czar dawnych lat.

jersey_boys3

Pod względem aktorskim jest tutaj bardzo porządnie, a w rolach głównych widzimy młode, nieopierzone twarze, z jednym wyjątkiem. Cała czwórka wypada świetnie – a są to John Lloyd Young (Frankie), Erich Bergen (klawiszowiec Bob), Michael Lomenda (basista Nick) oraz kradnący każdą scenę Vincent Piazza (cwaniakowaty Tommy), chemia między nimi jest mocno widoczna – a na drugim planie jest niezawodny Christopher Walken w roli mafioza DeCarlo. Reszta obsady nie wyróżnia się, ale sprawdza się dobrze w swoich postaciach, a w ciągu dwóch godzin dzieje się wiele.

jersey_boys4

Ostatnio Eastwood nie był w najlepszej formie, a nasi dystrybutorzy nie pokazują jego filmów w kinach od 2008 roku („Gran Torino” i „Oszukana”). Musical o chłopcach z Jersey to powrót weterana do dobrej formy i potwierdzenie, ze o emeryturze jeszcze nie należy myśleć. Brawo.

8/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Eastwooda