Zaginiony

To zadziwiające jak wiele filmów robionych za amerykańskie dolary, gdzie – bardziej lub mniej bezpośrednio – dotykają bardzo niewygodnych dla Stanów Zjednoczonych tematów i/lub są aktami oskarżenia wobec ich działań poza krajem są tworzenie przez filmowców spoza USA. O mniejsze lub większe pośrednictwo w obalaniu rządów dla krajów, które później doili w zamian za przymknięcie oczu na rządy dyktatury czy innych radykalnych fanatyków. Taki akt oskarżenia w 1982 roku zrealizował urodzony w Grecji francuski reżyser Costa-Gavras, opierając się na prawdziwej historii.

zaginiony1

„Zaginiony” opowiada historię młodego chłopaka, Charliego Harmona, który działał w kraju gdzieś w Ameryce Południowej (w filmie nie pada nazwa kraju, ale jest to Chile) AD 197x. Chłopak działał pisząc artykuły dla tworzonej przez kumpli lewicowej gazety, mieszkając razem z żoną Beth. Spokojne i w miarę szczęśliwe życie rozsypuje się w momencie przewrotu dokonanego przez wojskowych. Godzina policyjna, zerwana wszelka komunikacja, zablokowane drogi – każde wyjście na ulicę może skończyć się śmiertelnym strzałem. Któregoś dnia, mężczyzna znika bez śladu, a kobieta – nie bez problemów – trafia do domu, gdzie zastaje totalny chaos. Mimo próśb i pomocy urzędników ambasady, wszelkie próby znalezienia śladu mężczyzny prowadzą donikąd. W końcu ojciec zaginionego, bogobojny biznesmen Ed, decyduje się wziąć sprawy w swoje ręce. Przyjeżdża do kraju i razem z synową próbuje odnaleźć chłopaka, ale łatwo nie będzie.

zaginiony2

Reżyser już na samym początku nie cacka się i pokazuje kraj jako miejsce nie należące do bezpiecznych. Wszędzie słychać świszczące kule, widać wojskowe pojazdy na ulicy i każdego można zatrzymać, aresztować i przetrzymać. Gavras, także mający lewicowe poglądy, coraz bardziej podkreśla beznadzieję sytuacji Harmonów. Urzędnicy ambasady wydają się bezużyteczni, kolejni świadkowie początkowo przedstawiają sprzeczne informacje, a każdy trop prowadzi donikąd. Z czasem zaczynają dochodzi do bardzo przerażających i trudnych faktów. Zwłaszcza dla ojca, który jest takim wzorcowym obywatelem, nie mającym żadnego powodu ufać komukolwiek z osób reprezentujących rząd. W przeciwieństwie do Beth, będącej wręcz wrogo nastawionej do tej elity.

zaginiony3

I to zderzenie tych dwóch światopoglądów było dla mnie najmocniejszym punktem „Zaginionego”, co też wynikało z rewelacyjnie dobranych aktorów, czyli Jacka Lemmona oraz Sissy Spacek. Obje wobec siebie są początkowo nieufni, jakby wzięci z dwóch planet obcy ludzie. Niby rodzina, a tak naprawdę obcy ludzie, mieszanka siły i słabości. Z każdą kolejną chwilą te mury zaczynają się zakopywać i buduje się silna więź („Jesteś najbardziej odważną osobą jaką poznałem w życiu. Mówię szczerze”), przez co oboje zaczynają dostrzegać to samo i tak samo.

zaginiony4

To jednak jeden z bardziej depresyjnych filmów, pokazujący bezwzględność władzy junty oraz bezsilność jednostki wobec systemu. Zwłaszcza skupiającego wobec siebie ludzi silnych, wpływowych i dający w zasadzie bezkarność ludzi władzy, a prawa obywatelskie zostają zabrane. Bo nie są one wyryte na kamieniu. I przed tym ostatnim trzeba uważać.

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Żądza bankiera

Banki kojarzą się z kryzysem, bo one do niego doprowadziły. Wiadomo jakie one są – chciwe, pazerne i ciągle głodne. Jeden taki bank we Francji jest kierowany przez mocno schorowanego prezesa, który musi chwilowo zostać zastąpiony. Na jego miejsce wybrany jest młody i ambitny Marc Tourneuil, który chce większych przywilejów dla siebie. Ale to nie jest akurat jego największy problem. Jest nią grupa amerykańskich akcjonariuszy, która chce przejąć bank. Tylko jak to zrobić, skoro nie może nikomu ufać?

zadza1

Francuski reżyser z greckimi korzeniami, czyli Costa-Gavras wprowadza nas w bardzo dobrze znany świat finansjery, która jest nastawiona tylko i wyłącznie na zysk. Pod tym względem nie jest to nic, o czym bym nie wiedział. Że to bezwzględne sukinsyny, które stosują wiele nieczystych zagrywek, też nie jest niczym nowym. Ale jak się to dobrze ogląda i trzyma w napięciu. Te wszystkie zakulisowe rozgrywki i koalicje, pełne gróźb, obietnic i podstępów oraz prezes, który musi znać i obserwować każdy krok (zatrudnienie byłego detektywa do pilnowania wszystkiego). I kolejna ilustracja tego, że „chciwość jest dobra”, choć ostatnie zdanie należy potraktować jako ostrzeżenie. Także realizacja stoi na poziomie – dominują tutaj sterylne pomieszczenia biur, stonowana kolorystyka, a montaż też jest bardziej spokojny. I nie brakuje kilku naprawdę mocnych dialogów dających do refleksji.

zadza2

I w dodatku jak to jest zagrane przez Gada Elmaleha (ostry i kombinujący prezes Tourneuil) oraz Gabriela Byrne’a (Dittmar Rigule – szef akcjonariuszy USA), który wspinają się tu na wyżyny swoich możliwości. Niestety, cała reszta obsady już nie robi aż tak wielkiego wrażenia, pozostając tylko solidnym tłem (zwłaszcza role kobiece są bardzo płaskie i mocno rozczarowują).

zadza3

Tematyka bankowa może wielu zniechęcić, zaś tempo jest bardzo spokojne i wielu to znudzi. Ale „Żądza bankiera” pozostaje udana produkcją, która przypomina starą prawdę o bankach i chciwości.

7/10

Radosław Ostrowski