Manglehorn

Być może Al Pacino swoje najlepsze lata ma już za sobą, ale jeszcze nie zamierza przechodzić na emeryturę. Nawet jeśli nie jest w swojej życiowej formie i trafia na niezbyt dobre scenariusze. Czasem jednak pojawia się taki film, jakiego nie jestem w stanie mocno ugryźć.

manglehorn1

A.J. Manglehorn jest człowiekiem, który jest ślusarzem. Samotnik, mieszkający z perskim kotem, wycofany człowiek, ciągle żyjący przeszłością. Nie potrafi zapomnieć o kobiecie swojego życia, niejakiej Claire. Poza tymi informacjami obserwujemy jego dzień powszechni: wizyta w banku i rozmowa z kasjerką, a to wizyta u syna, spacer w parku czy granie na jednorękim bandycie. Trudno mi w przypadku filmu mówić o fabule, bo to ciąg scenek z życia Manglehorna. Człowieka skrywającego poważną tajemnicę, bardzo wycofanego i w relacjach z ludźmi bardzo szorstkiego. Brzmi jak coś co mogło wypalić? Problem w tym, że scenariusz zwyczajnie wydaje się dziwny. Sama historia jest niemal klasycznym snujem, zaś informacje o naszym bohaterze poznajemy w dwójnasób. Pierwsza to czytane z offu listy do Claire, zwracane do adresata. Drugi zaś sposób to opowieści o Manglehornie, przekazywane przez innych ludzi (syn-biznesmen, kasjerka, były uczeń – obecnie właściciel solarium). I wtedy robią przebitki na opowiadacza, na dwie sekundy wracamy do Manglehorna i tak przez parę minut. Wygląda to dość dziwacznie, tam samo jak nakładające się na siebie przejścia montażowe, co wywołuje jeszcze większą konsternację.

manglehorn2

Niby chce być bardzo poetycki (jak „Paterson”) i parę powtarzających się momentów – przyklejony do skrzynki, przewijające się balony, jakiś mim – z drugiej mamy to serwowane skrawki informacji o Manglehornie, solidnie granym przez Ala Pacino. I to właśnie ten aktor przykuwa uwagę samą obecnością na ekranie, wcielając się kolejny raz w zmęczonego, zgorzkniałego starca. Jedyną wybijającą się postacią jest kasjerka prowadzona przez Holly Hunter, która próbuje przebić się do skorupy naszego bohatera, co nie jest wcale takie proste.

To trudny film, którego realizacja mocno przypomina jakieś amatorskie, niezależne kino, próbując przypomnieć o klasie Pacino. Ten cel się udał, ale sama historia zwyczajnie nie angażuje i wygląda bardzo partacko (zwłaszcza w montażu), co utrudnia czerpanie frajdy z seansu.

5/10

Radosław Ostrowski

Loving

Kolejna opowieść dziejąca się w czasach, kiedy małżeństwa między rasowe były uważane za największą zbrodnię w historii ludzkości. Takie rzeczy mogli wymyślić tylko Amerykanie. O jednym z takich małżeństw, które stało się jednym z symboli walki o prawa obywatelskie stali się państwo Loving. On (Richard) jest białym pracownikiem budowlanym, ona (Mildred) jest czarnoskórą dziewczyną, która pracuje na plantacji. Postanowili wziąć ślub i zamieszkać razem, zwłaszcza że ona jest w ciąży. Tylko, że jest to rok 1958 i stan Wirginia, gdzie takie relacje nie są mile widziane.

loving1

Rasizm był już tyle razy mielony przez amerykańskich twórców, że postawiłem sobie jedno pytanie: czy w ogóle jest sens tworzenia takich filmów? Ale podjął się tego bardzo zdolny reżyser Jeff Nichols. Reżyser znany jest z tego, że przełamuje pewne szablony oraz schematy kina gatunkowego wszelkiej maści. Problem w tym, iż „Loving” jest kompletnym zaprzeczeniem dokonań tego twórcy. Sama historia jest bardzo szablonowa, poprowadzona wręcz od linijki. Choć muszę przyznać, że reżyser unika wielkich słów i bardzo kameralnie odnosi się do kwestii rasizmu, nietolerancji, bez korzystania z szantażu emocjonalnego. Tylko, że w tym przypadku jest to broń obosieczna, ponieważ obniża emocjonalną temperaturę filmu. Doceniam wyciszenie, spokojne tempo, ale brakowało mi wejścia głębiej w naszych bohaterów – tego, jak oni obserwują całą sytuację, jak do tego się odnoszą. Sprawiają wrażenie pionków sterowanych przez innych na szachownicy, pozbawiona charakteru, niemal godząca się na wszystko. Ale jednocześnie czuć (na początku) atmosferę zaszczucia, niepokoju, że w każdej chwili to szczęście może zostać zabrane.

loving2

Trudno mi cokolwiek złego powiedzieć o aspektach technicznych. Nie brakuje ładnych plenerów, odpowiednio budującej nastrój muzyki czy odtworzeniu (scenograficznym) realiów lat 50. oraz 60. Pod tym względem jest naprawdę solidnie, chociaż brakuje jakiegoś błysku. To samo mógłbym powiedzieć w kwestii aktorskiej. Nie jestem w stanie złego powiedzieć o Joelu Edgertonie czy Ruth Nigga, bo oboje radzą sobie dobrze i czuć chemię między nimi. On troszkę szorstki, mówiący niewyraźnie i jak cudnie gra oczami. Ona wydaje się ciekawsza i sprawia wrażenie silniejszej niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Drugi plan też wydaje się porządny, choć najbardziej wybija się Marton Csokas (szeryf) oraz epizod Michaela Shannona (w końcu film Jeffa Nicholsa bez tego aktora byłby po prostu niekompletny) jako fotografa „Life”.

loving3

Niestety, „Loving” to najsłabszy film Nicholsa, który parę razy potrafił mnie zaskoczyć czy to fantastycznym „Uciekinierem” czy okraszonym elementami SF „MIdnight Special”. „Loving” to klasyczna biografia, zrobiona według wszelkich panujących reguł tego gatunku, przez co – poza tematem – nie wyróżnia się z tłumu. A szkoda.

6/10

Radosław Ostrowski

Midnight Special

Jesteśmy rzuceni w sam środek historii, gdzie dwóch mężczyzn ukrywa się w motelowym pokoju. Do tego z nimi jest chłopiec, noszący… gogle na twarzy. O co tu chodzi? Kim są ci ludzie i przed kim się ukrywają? Reżyser Jeff Nichols bardzo szczątkowo przekazuje informacje, dopiero z czasem tworząc pewien obraz wydarzeń, dlatego nie będę streszczał fabuły, bo im mniej się wie, tym lepiej dla widza. Powiem tylko tyle, że naszymi uciekinierami interesuje się pewna sekta, policja, FBI, a nawet NSA. Twórca bardzo konsekwentnie buduje aurę tajemnicy, do której możemy się przebić słuchając dialogów czy informacji z radia lub telewizji. Żadnej dokładnej ekspozycji, szczegółów, ale będą się dziać rzeczy nie z tego świata, pozbawione racjonalnego wytłumaczenia.

midnight_special1

To wyjaśnia dlaczego większość scen toczy się nocą, a im bardziej próbujemy rozgryźć przyczynę, tym bardziej to wszystko zaczyna wciągać, bo kim jest ten chłopak? Nowym Mejsaszem (jak chce sekta), bronią (jak uważa rząd) czy może kimś zupełnie innym. Nichols jednocześnie prowadzi historię w sposób oszczędny, kameralny, przez co nie ma tu zbyt widowiskowych scen. Ale to wszystko pozostaje intrygujące, tajemnicze oraz opowiedziane pewną ręką. Choć pozornie zawiera pewne dziury oraz niedopowiedzenia, to jednak nie czułem się zdezorientowany, zagubiony. Jedyne, co mocno psuło mi efekt to zakończenie, które wywołuje we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony wygląda piorunująco, z drugiej może wydać się zbyt łopatologiczny, pokazując troszkę więcej niż – być może powinna.

midnight_special2

Choć postacie są bardzo zarysowane i nie wiemy zbyt wiele, zagrane są co najmniej bardzo dobrze. Zarówno Michael Shannon (Roy), jak i Joel Edgerton (Lucas) są świetni w roli duetu przyjaciół, łączących siły w sprawie chłopca, a wszelkie emocje prezentują wręcz całym sobą. Tak samo przyciąga Jaeden Lieberher (Alton), magnetyzujący swoim specyficznym wyglądem oraz tajemniczymi umiejętnościami. Odrobinkę humoru udaje się przemycić Adamowi Driverowi, który jako wycofany, małomówny analityk NSA Paul Sevier, wypada dość zaskakująco.

midnight_special3

„Midnight Special” wydaje się być hołdem Nicholsa dla filmów spod znaku Kina Nowej Przygody, ale nie podejmuje gry na nostalgii czy bycia zbiorem cytatów. To mroczna tajemnica, która skupia uwagę, mimo pewnej szczątkowości fabuły oraz małej dawce informacji o bohaterach czy świecie przedstawionym. Bardzo intrygujące, pociągające i nieoczywiste kino.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Maggie

W niedalekiej przyszłości na skutek skażenia zboża ludzie zaczynają zmieniać się w żywe trupy. Z kolei zombiaki zaczynają atakować innych, gryząc ich i zarażając. Jedną z ofiar pogryzienia jest córka farmera Wade’a Vogela, Maggie. Mężczyzna ma trzy możliwości: kwarantanna, zawiezienie do domu i zabicie. Wybiera drugie rozwiązanie, co będzie się wiązało z dramatycznym wyborem.

maggie1

Wydawałoby się, ze nic nie da się nowego wykrzesać z tematu zombie – istot, które po śmierci ożywają i zjadają mózgi żywych ludzi zwiększając swoją populację. Jednak debiutant Henry Hobson postanowił ugryźć ten temat z innej perspektywy – bardziej kameralnej, osobistej. Najważniejsze są tutaj dwie postaci – ojciec oraz córka. On jest jej oddany i kocha ją bardzo, ona mimo choroby stara się normalnie funkcjonować, co nie jest takie proste. Na chorobę nie wynaleziono szczepionki ani żadnego leku, zostało jej góra dwa miesiące życia. Oboje boją się nieuniknionego i starają się funkcjonować normalnie. Już po tej konwencji można stwierdzić, że nie ma mowy o rasowym horrorze, tylko historii o pożegnaniu, odchodzeniu.

maggie2

 

Podkreśla to wszystko bardzo ciężki klimat – pełne mroku, burych kolorów oraz braku jakiejkolwiek nadziei na lepsze jutro. Płonące pola zbóż, opustoszała i podniszczona okolica, policjanci zabierający do szpitali na kwarantannę – obecny świat rozpada się, choć jest on pokazany bez szczegółów. Życie w kwarantannie znamy tylko z opowieści tych, co tam byli. Reżyser tego nie chce pokazać, ale może to i lepiej, bo nie wiadomo czy przełknęlibyśmy to. Poza mało szczegółową, ale realistyczną wizją wielu może zniechęcić dość wolne tempo, gdyż film skupia się bardziej na klimacie oraz dialogach niż na akcji. Samych szokujących i brutalnych scen też nie będzie – twórcy stawiają tutaj na niedopowiedzenie, zgrabnie używają symboli i potrafią chwycić za gardło.

maggie3

Jednak najmocniejszym punktem jest tutaj aktorstwo, ze wskazaniem na dwójkę osób. Nikt nie spodziewał się poważnej roli po Arnoldzie Schwarzeneggerze, dlatego obsadzenie go w roli ojca było wielką niespodzianką. Jednak oszczędna gra (prowadzona przez wszystkich aktorów) ma siłę rażenia bomby atomowej. Smutek, ból, cierpienie, rozpacz i desperacja – to wszystko na twarzy oraz oczach Arnolda maluje się bezbłędnie. Kto wie, czy to nie najlepsza rola w karierze Austriaka. Jednak film skradła mu znakomita Abigail Breslin. Maggie to dziewczyna „naznaczona” jako zombie, a jej reakcja na każdy etap przemiany w głodne monstrum chwyta za gardło (świetna charakteryzacja).

maggie4

„Maggie” to świeższe i nietypowe podejście do filmów o zombie. Może nie do końca wszystko gra, ale efekt jest piekielnie dobry. I to przykład na to, że Arnold S. jeszcze nie powiedział ostatniego słowa.

7/10

Radosław Ostrowski

Uciekinier

Na wyspie nad rzeką Mississippi mieszka dwóch chłopaków: Neckbone i Ellis. Prowadzą dość spokojne życie, pomagają swoim przy połowie ryb i pereł. Ale to zmienia się w momencie, gdy przypadkowo trafiają na ukrywającego się mężczyzny, Muda. Prosi chłopaków o pomoc, bo chce uciec ze swoją dziewczyną na łodzi, za co chłopaki dostaną pistolet.

uciekinier1

Jeff Nichols, choć nakręcił raptem dwa filmy, został uznany za objawienie kina amerykańskiego. „Uciekinierem” tylko to potwierdza. Film jest mieszanką dramatu, romansu, kryminału i opowieści o męskiej przyjaźni oraz przygodzie. Osadzenie tego na południu USA buduje dość interesujący klimat, zaś plenery wyglądają pięknie. Z jednej strony reżyser opowiada o sile męskiej przyjaźni, inicjacji i wchodzeniu w dorosłość, ale z drugiej mamy dość zgrabnie poprowadzona intrygę, gdzie jednak wątek kryminalny nie jest najważniejsze. Ważne są tutaj stracone złudzenia, niespełniona miłość i rozczarowanie w ogóle dziewczynami, które wpędzają tylko w kłopoty. Wszystko jest bardzo pomysłowo opowiedziane, z dobrymi dialogami oraz trzymającym w napięciu finałem (strzelanina), pokazując przy okazji świat, który odchodzi, gdzie liczą się pewne wartości (praca, przyjaźń, lojalność).

uciekinier2

Jednak to wszystko nie byłoby takie ciekawe, gdyby nie obsada. Po raz kolejny zaskakuje Matthew McConaughey. Jego Mud to zbieg, który sprawia wrażenie zakochanego i ukrywa się przed światem. Dla chłopaków staje się wzorcem i fascynuje ich. I wierzymy mu. Debiutujący na ekranie Tye Sheridan (Ellis) i Jacob Lofland (Neckbone) są po prostu świetni. To są oddani i lojalni wobec siebie kumple, poza tym to z ich perspektywy poznajemy całą historię. Poza nimi na drugim planie błyszczy Reese Witherspoon (Juniper, która straciła złudzenia i próbuje żyć normalnie) oraz Sam Shephard (tajemniczy Tom Blankenship).

Nichols kolejny raz potwierdził swój nieprzeciętny talent. Mieszanka gatunkowa, która przykuwa uwagę i fascynuje.

8/10

Radosław Ostrowski