Pociąg

Kolejny raz odkrywanie starszych rzeczy mnie zaskoczyło, jakby niektórzy filmowcy znajdowali sposób na bardzo powolne albo praktycznie w ogóle nie starzeje. Takie też doświadczenie miałem z kolejnym – po „Faraonie” i „Śmierci prezydenta” – dziele w dorobku Jerzego Kawalerowicza. I tak też miałem z „Pociągiem” z 1959 roku.

Jak sam tytuł mówi jesteśmy w pociągu jadącym z Warszawy do Helu, gdzie wsiadają różni ludziowie. Ale wśród pasażerów różnorakich przewija się mężczyzna w ciemnych okularach (Leon Niemczyk) – bez biletu, bez dokumentów, a podobno z wykupionym miejscem. Jednak w przedziale – wagon męski – znajduje się blondwłosa kobieta (Lucyna Winnicka), która jest strasznie uparta i za nic nie opuści miejsca. Więc oboje są skazani na siebie, choć każde z nich wolało spędzić ten czas w samotności. Powoli jednak zaczyna coś między nimi kiełkować, ale przełamanie muru nieufności nie będzie takie proste. Oboje skrywają pewne tajemnice.

Reżyser, który raczej kojarzył mi się z pełnymi przepychu oraz ogromnej skali, tutaj zrealizował o wiele bardziej kameralny dramat psychologiczny. Zamknięta przestrzeń pociągu jest szansą do pokazania mikroświata z bardzo różnorodnymi postaciami: grupą pielgrzymów, cierpiącym na bezsenność mężczyźnie (Zygmunt Zintel), młodej parce, co zdąża na ostatnią chwilę czy młoda flirtująca kobieta (Teresa Szmigielówna) w towarzystwie poważnego prawnika (Aleksander Sewruk). O konduktorach nawet nie wspominam. Nawet jeśli te postacie pojawiają się na chwilę, zapadają mocno w pamięć. Gdy Kawalerowicz przygląda się naszej przymusowej parze, sporo jest tu niedopowiedzeń, drobnych spojrzeń i niezbyt chętnie prowadzonych rozmów. Ale coś tu wisi w powietrzu – być może nawet romans, bo przecież początki czasem bywały burzliwe. A jeszcze rewelacyjna muzyka Andrzeja Trzaskowskiego z cudowną wokalizą Wandy Warskiej potęguje klimat.

Jednak by podbić stawkę reżyser podrzuca jeszcze pewien kryminalny wątek związany ze zbiegłym mordercą. Być może znajdującym się w pociągu, tylko – no właśnie, kim on jest i jak on wygląda? Pozornie może wydawać się wciśnięty na siłę i zbędny, ale jest tak sprytnie wpleciony, że jeszcze bardziej podkręca napięcie. Kawalerowicz podrzuca różne tropy i możliwe podejrzenia, co kumuluje w świetnie nakręconej gonitwie za zabójcą przez przedziały aż do… ucieczki w pole. Więcej nie zdradzę, bo to trzeba zobaczyć samemu.

A wszystko ogląda się dzięki elektryzującemu duetowi Leon Niemczyk/Lucyna Winnicka. Oboje bardzo skryci i tajemniczy, początkowo wręcz wrogo do siebie nastawieni. On w ciemnych okularach, ona ma bardzo elegancki chłód oraz spory dystans. Oboje elektryzują aż do ostatniej sceny i wyczekiwałem tych scen. Za to na bardzo bogatym drugim planie najbardziej wybija się pociągająca Teresa Szmigielówna w roli znudzonej żony adwokata, desperacko flirtująca niemal ze wszystkimi oraz Zbgniew Cybulski (wyjątkowo bez okularów) jako chłopak, nie chcący odczepić się od postaci granej przez Winnicką. Tutaj nawet drobne epizody zapadają w pamięć, co nie zdarza się zbyt często.

Trzeba będzie się bliżej zapoznać z kinem Kawalerowicza, który kolejny raz zaskakuje. „Pociąg” to świetna mieszanka dramatu psychologicznego z thrillerem, pełna świetnych dialogów, zadziwiająco wnikliwej obserwacji. Kino niemal egzystencjalne, prowokujące do myślenia i dziwnie aktualne, choć pociągi oraz obsługa już zupełnie inna.

8/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz