Najeźdźcy

Wikingowie – naród znany z okrucieństwa i przemocy, podbijał kraje w okresie średniowiecznym, siejąc spustoszenie po całej Europie. W roku 786, doszło do opanowania części Brytanii, o czym opowiada ten film. Lud pod wodzą króla Haralda zajmuje Dorset, lecz wskutek podstępu barona Ruthforda, monarcha zostaje zamordowany. Podczas ucieczki jego dwaj synowie zostają rozdzieleni – jeden wraca do ojczyzny, drugi zostaje wychowywany przez królową. Paręnaście lat później wybucha wojna, w której bracia są zmuszeni do walki.

najezdzcy1

Mario Bava kojarzy się wielu widzom głównie z krwawych kryminałów zwanych giallo oraz horrorów, ale to tylko procent jego szerokich zainteresowań. „Najeźdźcy” (albo jak wolą Amerykanie „Eric the Conqueror”) to już historyczny film akcji, który dość umownie traktuje realia historyczne. Fabuła jest niemal żywcem skopiowana z filmu „Wikingowie” z Kirkiem Douglasem w roli głównej (kiedyś sobie ten film odświeżę), lecz to kompletnie nie przeszkadza. Może i reżyser nie miał tak dużego budżetu jak ziomki z Ju Es Ej, jednak udało się zrobić, wciągający, widowiskowy tytuł. Nie zabrakło w nim scen pojedynków (starcie Erona z Garianem o dowodzenie wojsk, morski abordaż czy finałowe oblężenie zamku z dość ciekawym wdrapaniem się na szczyt), solidnie wykonanych kostiumów, ciekawej intrygi pełnej zdrady oraz skomplikowanych losów czy epickiej – jak na lata 60. – muzyki, budującej klimat. Historia potrafi miejscami poruszyć, a bohaterów nie da się nie lubić. Może zbyt łatwo rozpoznać czarne charaktery, a i parę dialogów jest lekko patetycznych, to jednak „Najeźdźcy” potrafią dostarczyć sporo rozrywki.

najezdzcy2

Jednak najbardziej mnie w tym filmie urzekła strona plastyczna, zrealizowana w Technikolorze. Bava potrafi bardzo pomysłowo pokazać zarówno jaskinie Wikingów (bardzo mroczną, chociaż pełną mocnych kolorów), scenę przeprawy przez bardzo cienki most (sfilmowane z daleka niczym w dawnych grach video) czy dynamiczne sfilmowane pojedynki jeden na jeden. Nawet sceny zbiorowe potrafią zaprezentować się imponująco, mimo wieku, co też jest sporym plusem.

najezdzcy3

Równie dobrze prezentują się aktorzy. Zwłaszcza wybijają się Cameron Mitchell (Eron), jak i George Ardisson bardzo dobrze poradzili sobie w rolach dorosłych braci. Pierwszy jest dość pewnym siebie, odważnym wojownikiem, drugi bardziej posługuje się inteligencją, choć nie jest pozbawionym honoru człowiekiem. Solidnie prezentuje się tutaj Andrea Checchi w roli czarnego charakteru, zaś panie stanowią tutaj ładny dodatek, na którym można zawiesić oko.

„Najeźdźcy” to jeden z ładniejszych filmów Bavy, który nawet w kinie akcji osadzonym w realiach historycznych odnajduje się pewnie. Może i jest to troszkę skrótowo przedstawione, jednak dostarcza wiele rozrywki, zachwyca pięknym wyglądem, pomysłową realizacją oraz dobrym aktorstwem. Europejski fresk, nie gorszy od filmów zza Wielkiej Wody.

7/10 

Radosław Ostrowski

nadrabiambave1024x3071

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

Czy są tu jacyś fani świata Harry’ego Pottera? Mugole, Hogwart, magia, niezwykłe stwory, zaklęcia, ale też i mroczniejsza strona magii. Jednak nowy film Davida Yatesa toczy się w czasach, kiedy rodzice Pottera jeszcze się nie znali. Jest rok 1926, a świat jest terroryzowany przez ataki zbiegłego Gellerta Grindenwalda, próbującego doprowadzić do konfrontacji między czarodziejami a nie-magami. W tym samym czasie do Nowego Jorku przybywa Newt Scamander – brytyjski mag, badający niezwykłe stworzenia i przechowujący je w swojej małej walizce. Tylko, ze ten przyjazd to nie jest dobry pomysł, bo obowiązuje zakaz sprzedawania magicznych zwierząt, a miasto jest niszczone przez tajemnicze monstrum. Dodatkowo po przybyciu, wskutek nieprzyjemnego zbiegu okoliczności, kilka stworzeń uciekło z walizki.

fantastyczne_zwierzeta11

Jak można wywnioskować, dzieje się tu wiele, ale reżyser wsparty przez samą J.K. Rowling (producentka i scenarzystka w jednej osobie) daje sobie radę w tworzeniu tego spin-offa. Przeniesienie akcji z Anglii do purytańskiej Ameryki lat 20., dodaje wiele świeżości. Dodatkowo bardzo trafnie podaje tło epoki, gdzie wszelkie relacje z nie-magami są wręcz zabronione, a każdy świadek działań czarodziejów musi zostać pozbawiony pamięci. Dodatkowo wyczuwalna jest pewna wrogość wobec magii, a w powietrzu wisi wielkie niebezpieczeństwo, wynikające z ryzyka zdemaskowania. I to daje „Fantastycznym zwierzętom…” bardziej poważny ton. Wrażenie robi nadal strona wizualna, a zwłaszcza odtworzenie klimatu lat 20.: od strojów, samochodów aż po fryzury i budynki. Nawet efekty specjalne prezentują bardzo przyzwoity poziom, co widać w wyglądzie każdej z bestii.

fantastyczne_zwierzeta13

Ale miałem jeden, bardzo poważny problem – Yates chce dużo upchnąć do tej historii, przez co parę wątków jest ledwo liźniętych. Bardzo podoba mi się bardziej mugolska perspektywa na magiczny świat (postać Jacoba Kowalskiego, wplątanego w całą intrygę), z drugiej strony jest stowarzyszenie walczące z magami i przedstawiające ich w najgorszym świetle, z trzeciej jest Magiczny Kongres USA, którego funkcjonowanie pokazano bardzo pobieżnie. Do tego mamy kilka scen z humorem bardziej slapstikowym, który bardziej pasuje do filmu dla dzieci (ściganie Niuchacza – stworka lubiącego błyskotki – w sklepie jubilerskim) i spowalnia tempo, wybijając z rytmu. Niemniej całość ma wiele uroku, angażuje, zaś sama intryga wsysa, mimo pewnych ogranych chwytów.

fantastyczne_zwierzeta14

A jak sobie radzą nowi bohaterowie? Zaskakująco dobrze. Eddie Redmayne świetnie odnajduje się w postaci młodego Newta, który jest bardzo wycofany, a same zwierzęta traktuje z sympatią, empatią, bez przemocy i agresji. Uroczy chłopak, tak jak panna Tina Goldstein w wykonaniu Katherine Waterson. Niby służbistka, ale nie zawsze działająca zgodnie z prawem. Film jednak kradnie Dan Fogler, czyli wspomniany Kowalski – mugol, który wplątał się w sprawy czarodziejów. Niby prosty facet, ale jak się okazuje, bywa pomocnym kompanem, tak samo jak flirtująca i czytająca w myślach Queenie Goldstein (przeurocza Alison Sudol). Po drugiej strony jest bardzo mroczny i tajemniczy Graves (trafnie dobrany Colin Farrell), którego motywacja długo pozostaje niejasna, a prawdziwa tożsamość może wprawić w szok. Z drugiej strony kilka postaci robi tutaj tylko za tło, nie mając zbyt wiele do zagrania jak Jon Voight (wydawca Henry Shaw) czy Carmen Ejogo (prezydent Kongresu, Seraphina Picquery).

Jedno można wywnioskować od razu: „Fantastyczne zwierzęta…” to wstęp do większej całości, która bardzo mnie ciekawi i interesuje. Polubiłem tych nowych bohaterów, mimo drobnych potknięć scenariusza, wszedłem w ten świat i chciałbym poznać kolejne przygody Scamandera i spółki. Może w końcu poznamy też samego Dumbledore’a.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Lustrzana maska

Kim jest Helena? To młoda dziewczyna, wychowana przez rodziców-cyrkowców, ale nie bardzo jej ten świat odpowiada. Przed jednym z występów kłóci się z matką, a ta przed kluczowym występem traci przytomność. Dzień przed operacją dziewczyna trafia do dziwnej krainy, gdzie równowaga między dobrem a złem jest zagrożona.

lustrzana_maska1

Film Dave McKeana jest oparty na scenariuszu Neila Gaimana – jednego z najpopularniejszych pisarzy fantasy. I ta pokręcona historia jest opowieścią o przyspieszonym dojrzewaniu oraz godzeniu się ze swoim miejscem na ziemi. Czuć, że to ten autor odpowiada, a wykreowany przez niego świat jest dość… specyficzny. Bo mamy tam noszącego maskę Valentine’a, który pokłócił się z… wieżą, uśpioną Białą Królową, złą Czarną Królową, Sfinksa, Gigantów. Wszystko jest tu polane animowanym sosem, tworząc bardzo surrealistyczną wizję, prowadząc do dość oczywistego finału.

lustrzana_maska2

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to animacja. Jest ona mocno koślawa, z naklejonymi twarzami do sylwetek postaci (koty, Sfinks) i jest, prawdę mówiąc, bardzo brzydka, pełna szaroburych kolorów, wykrzywionych postaci oraz dużej ilości mroku. Z jednej strony to buduje klimat, pełen tajemnicy czy niesamowitych scen (wieża pełna zamków czy siedziba Czarnej Królowej), ale z drugiej wygląda to dość odpychająco, strasznie i wręcz przerażająco. Miałem jednak wrażenie, że forma – miejscami intrygująca – jest ważniejsza od treści, dość prostej do odczytania.

lustrzana_maska3

Aktorsko jest zagrane całkiem nieźle, choć najbardziej wybija się wystraszony oraz niezdecydowany Valentine (świetny Jason Barry), a także Rob Brydon (ojciec Heleny i Premier z baśniowego świata). A jak sobie poradziła Stephanie Leonidas jako Helena? Całkiem przyzwoicie, balansując między lękiem, odwagą, a samotnością i bezradnością.

To trudny, wymagający film, który młodych widzów może odstraszyć, a wielu zmęczyć swoją oniryczno-surrealistyczną formą. Na pewno intryguje, wybija się z tłumu innych tego typu produkcji, ale to dość nierówne kino.

6/10

Radosław Ostrowski

Alicja po drugiej stronie lustra

Pamiętacie Alicję, która trafiła do Krainy Czarów i pokonała Żabrołaka? Minęło od tego wiele lat, a Alicja pozostaje bardzo niezależną kobietą, która sama sobie jest sterem, żaglem i okrętem. Jednak okoliczności zmuszają ją do trudnej decyzji, by sprzedać okręt i zachować swój dom. Wtedy udaje się jej uciec lustrem do Krainy Czarów, gdzie Szalony Kapelusznik powoli umiera. Prosi Alicję o pomoc, by znaleźć jego rodzinę. Ale do wykonania tego zadania trzeba wykraść Chronosferę od Czasu.

alicja21

Powiem szczerze, że nie czekałem na ten sequel i wydawał się tylko stratą czasu, skokiem na czasu oraz odcinaniem kuponów. Jednak reżyser James Bobin dokonuje cudu, bo zrobił kontynuację lepszą od oryginału. Zanim zaczniecie ględzić, że wygaduje bzdury i twórcy idą szlakiem Tima Burtona (czyli tworzenia wariacji na temat niż adaptacji jako takiej), muszę przyznać, że ta fabuła zwyczajnie wciąga. Alicja z jednej strony próbuje dokonać kolejnej niemożliwej rzeczy (niczym Tom Cruise w serii „M:I”), ale zaczyna się także uczyć, że pewnych rzeczy, choćbyśmy nie wiem jak próbowali i kombinowali nie da się zmienić. Co ma się stać, stanie się. Dlatego z Czasem (w jakiejkolwiek postaci by nie był) nie warto się kłócić, tylko pogodzić.

alicja22

Same podróże w czasie wyglądają niczym wyprawa przez morze wspomnień, a poszukiwania pomagają bliżej poznać nie tylko historię Kapelusznika, ale także Białej Królowej (Mirada) i jej siostry Czerwonej Królowej (Leżbieta), która doprowadziła do poróżnienia oraz zemsty. To jest jedno z największych zaskoczeń. Także sam wygląd Krainy Czarów nadal imponuje baśniowością oraz rozmachem. Choć nie mogłem pozbyć się wrażenia, że ten świat został wygenerowany komputerowo niż jest rezultatem scenografów (przynajmniej na początku), to jednak wsiąkłem w ten świat bardziej niż w poprzedniej części. Pięknie wygląda zwłaszcza mroczna, mechaniczna siedziba Pana Czasu.

alicja23

Wracają dawni znajomi, choć niemal wszyscy (poza Czerwoną Królową i Szalonym Kapelusznikiem) są zepchnięci do niemal epizodów, co troszkę mnie boli. Oni czynili poprzednią część odrobinkę przyjemną. Johnny Depp nie drażni aż tak mocno, mimo kilogramów charakteryzacji oraz bardzo piskliwego głosu. Fason dzielnie trzyma Mia Wasikowska, nadal czyniąc Alicję bardzo charakterną dziewuchą. Ale film kradnie Sacha Baron Cohen, czyli Czas – wnosi nie tylko sporo humoru (zarówno słownego, jak i slapstickowego), a także pokazuje jak wielką ma na sobie odpowiedzialność. To jedna z bardziej nieoczywistych rzeczy w tym filmie, tak jak Helena Bohnam Carter.

Drugie spotkanie z Alicją bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Historia bardziej wciąga, jest bardziej dopracowane i zachwyca nie tylko stroną wizualną. Ale potrafi przypomnieć dość banalną kwestie, że rodzina i życie mamy tylko jedno. Nie zmarnujmy go.

7,5/10 

Radosław Ostrowski

Kształt wody

Poznajcie Elizę – to niezbyt młoda, w dodatku pozbawiona głosu kobieta, pracująca jako sprzątaczka. Ale nie w byle jakim miejscu, tylko w tajnej bazie, gdzie pracują naukowcy, wojskowi oraz tajny agenci. Pewnego wieczora (bo to nocna praca jest) do placówki trafia tajemnicze coś – istota będąca taka humanoidalną dużą rybą. Ma być zbadana lub (w razie braku powodzenia) zlikwidowana. Kobieta zaczyna potajemnie „spotykać się” (o ile można to tak nazwać) z tym stworem.

ksztalt_wody1

„Kształt wody” to najnowsze dziecko Guillermo del Toro – jeden z najbardziej wyrafinowanych plastycznie twórców kina. Sam film to bardzo dziwna mieszanka baśni, horroru, kina szpiegowskiego oraz melodramatu, bardzo niekonwencjonalnego. Jakimś dziwnym cudem to wszystko nie rozłazi się i nie wywołuje zgrzytów. Realizm splata się z fantastyką, miłość z przemocą i krwią, a wszystko to reżyser prowadzi bardzo zgrabnie, tworząc bardzo unikającą opowieść o inności, bliskości oraz przyjaźni. Ale i realia nie są wybrane przypadkowo – lata 60. to czas, gdy nieliczni mogli być traktowani jak ludzi (czarnoskórzy, homoseksualiści), przez co traktowano ich z uprzedzeniami oraz lękiem. Tak jak naszego stwora, mającego stanowić nową broń w walce z Sowietami.

ksztalt_wody2

Wszystko się zaczyna gmatwać, ale reżyser bez cienia fałszu, za to z ogromnym ładunkiem subtelności oraz empatii. Te jajka, troszkę nieśmiałe gesty, grana muzyka czy wreszcie fizyczny kontakt (spokojnie, bez obrzydliwości). Nie brakuje lekkości w kilku scenach („taniec” przed telewizorem), ale jednocześnie jest konsekwentnie budowane napięcie jak w wątku szpiegowskim czy podczas próby porwania istoty. Wszystko to wygląda nieprawdopodobnie pięknie, a kilka kadrów (finał, krople deszczu podczas jazdy autobusem czy czarno-biała partia musicalowa) zostanie w pamięci na długo. Ale najbardziej zaskakuje tu fakt, że to bohaterowie uznawani za wykluczonych (niemowa, gej, czarnoskóra) okazują się być najbardziej szlachetnymi oraz normalnymi ludźmi w tym szalonym świecie pełnym wrogości, uprzedzeń, nienawiści. Del Toro, mimo wszystko wierzy w człowieka, że potrafi wznieść się ponad zabijanie czegoś, co jest nieprzydatne lub niezrozumiałe.

ksztalt_wody3

A w tym wszystkim znakomicie sekundują aktorzy. Największe wrażenie robi Doug Jones, czyli nasz stwór, który się nie odzywa, ale ma w sobie coś tak poruszającego, że nie da się go traktować tylko jako zwierzątka. Poruszająca, znakomicie wyglądająca postać. Z ludzi zachwyca Sally Hawkins, która miała utrudnione zadanie – jak pokazać emocje bez mówienia? Robi to wybornie za pomocą gestów oraz mowy ciała, z każdą minutą coraz bardziej promieniejąc oraz nabierając kolejnych sił do konfrontacji. Jej przemiana z szarej myszki do silnej kobiety robi ogromne wrażenie. Partneruje jej znakomity Richard Jenkins (sąsiad-gej Giles), a także Octavia Spencer (koleżanka Zelda). Ale film kradnie absolutnie magnetyzujący Michael Shannon w roli pułkownika Stricklanda – pozornie opanowany i spokojny, lecz bezwzględnie dążący do realizacji celu.

ksztalt_wody4

Nie wiem jakim cudem sprawił to Del Toro, ale „Kształt wody” porusza, jest pełen wrażliwości oraz dopieszczony wizualnie. To wizja romantyka, który może i jest naiwny, ale szczery w swoim przekazie. Brzmi to bez sensu? Sprawdźcie to sami – ja to kupuję.

8/10

Radosław Ostrowski

Pentameron

Kilka baśni, trzy królestwa oraz opowieści pełne mroku, tajemnicy. Akcja skupia się na trzech postaciach: królowej pragnącej dziecka, monarchę pełnego chuci oraz króla mieszkającego z córką, co dba bardziej o pchłę niż o dobro swojego dziecka. Bardzo luźno te opowieści się wiążą ze sobą, które Matteo Garrone spaja ze sobą wizualnie.

pentameron1

Te trzy opowieści są zdecydowanie inne niż typowe, klasyczne baśni spod znaku Disneya. Bliżej tutaj do „Labiryntu fauna” czy opowieści braci Grimm, co Garrone wykorzystuje całkowicie. Wszystkie te wątki są bardzo luźno poprowadzone, gdzie przeskakujemy z tych wątków, by potem do niego wrócić. Tak naprawdę to bardzo tajemnicze kino, pełne mroku, surowości, czarów oraz czegoś między wystawnością a surowością. Scenografia z jednej strony robi imponujące wrażenie, ale z drugiej jest ono bardzo oszczędne, co jest dość zaskakujące. Co jest jeszcze dziwniejsze, poza inspiracjami (m.in. „Książę i żebrak” czy „Shrekiem”), to wszystko trzyma się kupy i parę razy reżyser wodzi za nos, ale jednocześnie unika osądzania bohaterów. Każda z postaci ulega swoim pragnieniom, pożądaniom (miłość, uroda, książę, dziecko) i musi za to zapłacić pewną cenę. A to jedna z dwóch brzydkich sióstr, nagle zostaje przemieniona w przepiękną kobietę, a więź między nimi zaczyna słabnąć, narodzone dziecko królowej spotyka swojego „sobowtóra” urodzonego tego samego dnia (służącej) w sposób równie „magiczny”, co on sam, zaś księżniczka marząca romantycznej miłości zostaje wydana za mąż… olbrzymowi, na skutek pewnego zadania.

pentameron2

Nawet jeśli pojawia się humor, jest on bardzo smolisty. Garrone pozwala sobie na wiele, historia jest prowadzona nieszablonowo, posiadając bardzo specyficzny klimat. Poczucie niezwykłości potęguje piękna muzyka Alexandre’a Desplata oraz wysmakowanymi zdjęciami. Niektóre kadry jak podwodna walka z morskim potworem, przypomina bardzo stare filmy przygodowe (zwłaszcza, że nasz śmiałek nosi strój przypominający… nurka głębinowego). A wszystko zostaje połączone w finale.

pentameron3

To wysmakowane kino byłoby jedynie pustą wydmuszką, gdyby nie cudownie dopasowani aktorzy. Wrażenie robi niesamowita Salma Hayek jako konsekwentna, zachwycająca i pełna majestatu monarchini, pragnąca dziecka oraz próbująca go kontrolować. Zaskakuje John C. Reilly w bardziej poważnej roli, tylko szkoda, że pojawia się tak krótko. Troszkę humoru wnosi za to niebezpiecznie „postrzelony” Toby Jones, który dość dziwnie okazuje swoje uczucia córce Violet (świetna Bebe Cave). Z kolei drugi plan jest równie wyrazisty, pełen takich postaci jak tajemniczy nekromanta (Franco Pistoni), trupa cyrkowa czy olbrzymi ogr (Guillaume Delaunay).

pentameron4

Jaki jest „Pentameron”? To baśń idąca swoją własną ścieżką, chociaż opierając się na klasycznych motywach. Surowa, brudna, brutalna i niebojąca się pokazywać krwi, z drugiej strony bardzo wyrafinowana wizualnie i zmuszającego widza do samodzielnego myślenia. Takie rzeczy to tylko w Europie.

7/10

Radosław Ostrowski

Bright

Pomysł na ten film był po prostu kozacki, bo połączyć film sensacyjno-policyjny z elementami fantasy, dziejący się współcześnie. Coś takiego postanowił skleić Netflix, a dokładniej David Ayer, opromieniony „sukcesem” głośnego „Legionu samobójców”.

Bohaterami tej wariackiej historii jest para policjantów. Daryl Ward jest już niemłodym, czarnoskórym facetem z żoną, córką oraz długami. Nick Jacoby jest orkiem nie czystej krwi, który zawsze chciał być gliniarzem. Panowie delikatnie mówiąc, nie przepadając za sobą, ale są skazani na siebie, zwłaszcza że z Wardem nikt nie chce pracować, odkąd został postrzelony. Ale obaj panowie pakują się w kompletną kabałę z powodu pewnego cacka – Magicznej Różdżki oraz pilnującej jej elfki. Każdy, kto ją zdobędzie, będzie mógł spełnić swoje życzenia. Tylko jest jeden mały szkopuł: dotknąć jej mogą tylko nieliczni zwani Świetlistymi, bo inaczej może się to skończyć śmiercią. Cacuszka chcą wszyscy, dosłownie wszyscy – gliniarze, gangsterzy, orkowie oraz elficka wersja Iluminatich, która chce sprowadzić Władcę Ciemności i doprowadzić do potężnej rozpierduchy.

bright1

Sam początek jest typowy dla policyjnych filmów Ayera, czyli mamy widok na ulice, graffiti, orkowe gangusy w dresach z łańcuchami oraz bandanami. Są jeszcze elfy – piękne, inteligentne, bogate oraz rządzące światem. No i w tym wszystkim jeszcze ludzie ze swoimi rasistowskimi problemami. I ten tygiel żyje, dodając sporo kolorytu oraz świeżości w tym dziwacznym miksie. Nawet te graffiti oraz wyciągane z dialogów dawne wydarzenia pomagają zbudować tło. Aż chciałoby się głębiej wejść w ten świat. Po drodze strzelaniny, ucieczki, knajpa ze striptizem, gangsterów, orków – dzieje się, oj dzieje. Choć wszystko kręcone jest w dość statyczny sposób, to kilka scen jest pomysłowo wykonanych jak strzelanina w slow-motion czy podczas każdego wejścia antagonistów, którzy akrobatykę oraz kung-fu mają w małym paluszku.

bright2

Problemem dla mnie jest w wielu miejscach obecny patos, szczególnie w scenach, gdy nasi protagoniści zaczynają mówić o sobie, swoich problemach oraz trudnej przeszłości. Wtedy robi się lekko nudnawo, zaś przewidywalne zakończenie (mimo spektakularnych popisów gości od efektów specjalnych) troszkę osłabia siłę. Za to należy pochwalić zarówno charakteryzację orków, dobrą muzykę oraz trzymającą fason pracę kamery. Czuć rozmach, ale czułem ogromny niedosyt – chciałoby się lepiej poznać tą wizję świata, który jest ledwo liźnięty (może to poprawi część druga, zamówiona przez Netflixa).

bright3

Aktorsko jest dość nierówno, chociaż jest kilka mocnych punktów. Takim atutem jest zdecydowanie Will Smith, wnoszący sporo luzu, dystansu i humoru, co zawsze jest największą frajdę. Ale to wszystko nie było tak mocno zgrane, gdyby nie partner. Tutaj jest Joel Edgerton w roli orka Jakoby’ego, który jest świetny – bardzo stanowczy, uparty, konsekwentnie dążący do celu gliniarz. Powoli zaczyna się tworzyć chemia między tym duetem oraz respekt między sobą nawzajem. Dla mnie słabym punktem jest Noomi Rapace w roli antagonistki, której rola jest ograniczona do groźnych min, mówienia nieprzyjemnych słów oraz siania spustoszenia. Brakuje charakteru oraz charyzmy, a to jest błąd niewybaczalny, co boli.

bright4

„Bright” ma ogromny potencjał na bardzo bogate uniwersum oraz ogromny potencjał, który by się sprawdził w formie serialu. Bo dwie godziny to troszkę mało, by wejść głębiej w ten pokręcony świat, gdzie ludzie, orkowie i elfy żyją ze sobą obok siebie. To brzmiało superfajnie, ale nie wszystko tutaj zagrało.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Family Man

Brett Ratner nie jest najlepszym reżyserem świata. I nawet nie chodzi o te oskarżenia związane z molestowaniem, tylko jego filmy są co najwyżej niezłymi produkcjami, które można obejrzeć i szybko wymazać. Może z wyjątkiem „Czerwonego smoka” z 2002 roku. Czy „Family Man” też będzie godny naszej pamięci?

family_man1

Jest to wariacja na temat filmu „To wspaniałe życie”, tylko że pytanie brzmi: co by było, gdyby George Bailey spełnił swoje marzenia. Teraz nazywa się Jack Campbell i jest samotnym wilkiem z Wall Street, gdzie robi bardzo duże interesy, co jest inna kobieta. Ale Wigilia to taki dzień, ze stają się dziwne rzeczy. A wszystko zaczyna się od pewnego napadu na sklep, gdzie robi interes z właścicielem kuponu. Kładzie się spać i gdy się budzi znajduje się gdzieś w New Jersey, mieszka z żoną (dawną dziewczyną ze studiów) oraz dwójką dzieci. On sprzedaje opony, ona jest prawnikiem działającym pro bono. O co tu chodzi? Dlaczego tak się stało? Przecież miał idealne życie. A może jednak nie?

family_man2

Sam film to remake, tylko uwspółcześniony, gdzie nasz bohater powoli zaczyna odkrywać to, co się zmieniło na przestrzeni 13 lat. Dlaczego nie pracuje w świecie wielkiej finansjery, skąd wzięły się dzieci i dlaczego ma żonę. Chociaż sens tej zmiany życia dostajemy wręcz na samym początku, to potrafi całkiem nieźle zabawić. Przesłanie jest proste oraz łatwe do rozczytania, ale na szczęście nie brakuje odrobiny humoru (przestawienie się Jacka), który nie jest ani prymitywny, ani wulgarny. To nadal kawałek ciepłego kina, chociaż nie aż tak łopatologicznie, jak by się można było spodziewać.

family_man3

Ale najmocniejszym atutem jest zaskakująca i świetna rola Nicolasa Cage’a, który jest bardziej powściągliwy niż zwykle. Owszem, potrafi eksplodować (śpiewanie włoskiej opery na początku czy kolejne spotkanie z tajemniczym Cashem), to jednak dodaje więcej efektu komicznego. Za to piorunująca jest Tea Leoni jako pozornie zwykła żona, która potrafi emanować seksapilem (kąpiel pod prysznicem) połączonym z dużą dawką empatii, ciepła, ale też (na szczęście rzadko) zmęczenia. Swoje robi też drobny epizod Dona Cheadle (Cash) oraz Jeremy Piven jako najlepszy przyjaciel, Arnie.

„Family Man” jest bardziej wariacją „To wspaniałe życie”, serwując podobne przesłanie, że szczęście daje tylko druga osoba, poczucie bliskości oraz należy brać z życia ile się da. Ratner może nie ma tyle wdzięku co Capra, a fabuła podąża w przewidywalnym kierunku, lecz to kawałkiem całkiem sympatycznego kina. Na poprawę nastroju i do przemyśleń nadaje się (zwłaszcza o tej porze roku) idealnie.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Warcraft: Początek

„Warcraft” to jedna z najpopularniejszych serii gier komputerowych w historii tej branży. Opowieść o konflikcie między ludźmi a orkami, wydaje się wręcz idealnym materiałem na porządne kino fantasy. Projekt ekranizacji leżał 10 lat, zanim doszło do ostatecznej realizacji, której podjął się Duncan Jones – zdolny filmowiec tworzący kino SF („Moon”, „Kod nieśmiertelności”).

warcraft1

Sama historia jest prosta. Orkowie nie są w stanie żyć w swoim świecie, który umiera. Za radą swojego przywódcy Gul’dana, używającego czarnej magii (Spaczenia) wyruszają do królestwa ludzi, Azeroth. Wojna wydaje się nieunikniona, a lud prowadzony przez króla Llane’a oraz dowódcę wojsk, Lothara, szykuje się do starcia. Pomocą ma służyć Strażnik, Medivh. Jednocześnie w obozie orków, dochodzi do buntu pod wodzą Durotana.

warcraft2

Jak widać, Jones próbuje wejść w realia fantasy, dość wiernie oddając warstwę wizualną gry. Dlatego rycerze mają bardzo duże zbroje i miecze, Orkowie to strasznie napakowani koksiarze z młotami, a wygląd miast jest imponujący. Najciekawsze jest jednak pokazanie historii z punktu widzenia Orków, którym bliżej jest do ludzi niż do tępych, bezmózgich potworów. Potrafią myśleć, są honorowi i muszą decydować o tym, co jest dobre dla ich ludu. Przy nich ludzie wydają się prostą zbieraniną, która kieruje sojuszem innych nacji (krasnoludy, elfy), które są tutaj ledwie zarysowane. Niby jest ten świat, ale brakuje tła, fundamentów i możliwości wejścia w ten barwny świat. Motywacje są jednak jasno pokazane, intryga poprowadzona sprawnie i gładko, bez przynudzania. Starcia wyglądają efektownie, w tle gra podniosła muzyka, a efekty specjalne zasługują na uznanie (wygląd Orków – wow).

warcraft3

Jak w tym całym świecie odnaleźli się aktorzy? Całkiem dobrze i nie czuć fałszu. Najlepiej z całej obsady wypadły dwie postacie: Durotan i Strażnik. Pierwszy (fantastyczny Toby Kebbell) jest lojalnym, honorowym wojownikiem, potrafiącym przejrzeć na oczy, drugi (niezawodny Ben Foster) skrywa w sobie pewną tajemnicę, wiedzę i nie mówi zbyt wiele. Humor wnosi Travis Fimmel jako odpowiedzialny i lojalny dowódca, potrafiący rzucić ironicznym tekstem. Pochwalić też należy intrygująca Paula Patton (mieszanka człowieka i orka Garona) oraz solidny Dominic Cooper (opanowany i rozważny król Llane).

warcraft4

Twórcy podchodzą do materiału źródłowego z szacunkiem i to widać od samego początku. Jones wkłada wiele serca i wysiłku, by zrobić po prostu dobry film, będący udaną ekranizacją gry. Zakończenie sugeruje część drugą, która mogłaby rozkręcić całą serię. Czekam.

7/10

Radosław Ostrowski

Deadpool

Na ekranie było wielu superherosów, co spuszczali łomot bandziorom, bywali prawi, sprawiedliwi oraz absolutnie godni naśladowania. Ale jak w każdej rodzinie superbohaterów znajduje się czarna owca, będąca kompletnym zaprzeczeniem tych cech, jednak oglądanie ich losów jest znacznie ciekawsze. Kimś takim jest Wade Wilson – prawdziwy wrzód na dupie, były żołnierz z niewyparzoną gębą i dobrym sercem. Obecnie jest do wynajęcia. Wtedy w jego spokojne życie pojawia się Ona – piękna, seksowna i z niewyparzona gębą. I kiedy wydaje się, że będzie to historia o miłości, pojawia się ten trzeci: nowotwór, który opanował niemal całe ciało Wade’a. i facet decyduje się odejść od niej, ale pojawia się szansa na wyjście z sytuacji, a imię jej Ajax oraz Weapon X.

deadpool1

Kiedy na początku pojawił się znaczek Marvela, to mniej więcej wiadomo czego się należy spodziewać: będzie zabawnie, lekko i raczej dla młodego widza. Ale pierwsza scena, gdy widzimy spowolnioną akcję na autostradzie, gdzie nasz heros jest w trakcie spuszczania łomotu kolesiom w aucie, chwytając jednego za gacie (w tle czołówka niemal żywcem wzięta ze Screen Junkies), już wiadomo, że będzie inaczej. Debiutujący Tim Miller puszcza hamulce i dodaje to, czego w innych filmach stajni Stana Lee nie było: krew, czarny humor oraz dużo bluzgów. W czasach grzecznych opowieści, „Deadpool” wydaje się ogromnym powiewem świeżości oraz kompletną zabawą konwencją. Pamiętacie takie filmy jak „Kick-Ass” czy „Kingsman”? Wade Wilson idzie dokładnie tym tropem, serwując dodatkowo takie bajery jak łamanie chronologii, łamanie czwartej ściany (nawet jest łamanie czwartej ściany w czwartej ścianie), animowane wstawki (włącznie z jazdą na jednorożcu) oraz robienie sobie wszelkich jaj z popkultury: od X-Menów przez „Matrixa” i Wham! aż na skromnym budżecie całego filmu.

deadpool2

Do tego jeszcze mamy kliszowe numery w stylu główny bydlak z brytyjskim akcentem (świetny Ed Skerin), ukochaną pełniącą rolę damy w opałach (Morena Baccalin – ależ ona wygląda!!!), pomocnika, będącego źródłem kolejnych żartów (T.J. Miller) oraz zabójczy duet mutantów, czyli opanowanego, wręcz kulturalnego Colossusa (Stefan Kapicic) i młodą małolatę Ellie (jej ksywa jest za długa, by ją wymówić). Wszystko to jednak jest wzięte w wielki, krwisty nawias, pod warunkiem, że lubicie takie poczucie humoru w stylu wbijanie gościa na miecze niczym szaszłyk. Ale to wszystko jest nieważne, dlaczego?

deadpool3

Bo Deadpool w „Deadpoolu” wie, że jest bohaterem filmu i wie, ze gra go Ryan Reynolds, który w tym filmie odpierdala cuda wianki. Jest złośliwy, ironiczny, pyskaty, klnie bardziej niż Samuel L. Jackson, a przeciwników kroi mieczami jak rzeźnik mięso tasakiem. Jego metody eksterminacji (tutaj widać skromny budżet, ale i z tego twórcy robią sobie jaja) nadal potrafią rozbawić. I ten gość wyróżnia całą produkcję Marvela od reszty konkurencji, dodając wiele świeżości w skostniały superbohaterski film.

deadpool4

Jeśli myśleliście, że filmy typu „Sausage Party” czy „Kick-Ass” to ostra jazda po bandzie, to „Deadpool” bezwzględnie rozniesie was w pył. Bezkompromisowe, ostre, wulgarne, prostackie, inteligentne i wręcz kurewsko śmieszne kino, będące jedną wielką zgrywą z kina superbohaterskiego. Nie wiem jak wy, ale ja już nie mogę się doczekać części drugiej.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski