Król wyjęty spod prawa

Szkocja kojarzy się głównie z górzystym terenem, facetami w kiltach oraz bardzo dziwacznym, niezrozumiałym akcentem. I jak każdy kraj, ma swoich narodowych bohaterów. Najbardziej znani i rozsławieni przez popkulturę są William Wallace oraz Rob Roy, a teraz do tego grona wkracza znany w kraju (choć poza nim niekoniecznie) Robert I Bruce – król Szkocji, który zjednoczył naród przeciwko Anglikom. O nim próbuje przypomnieć Netflix pod wodzą reżysera Davida Mackenzie.

Początek to rok 1307, kiedy to szkoccy lordowie składają lenno królowi Anglii, Edwardowi I. Powstanie Wallace’a dogorywa, a sam bohater ukrywa się nie wiadomo gdzie. Jednym z tych lordów jest Robert Bruce, który w zamian za lojalność otrzymuje za żonę córkę earla Ulsteru – Elżbietę de Burgh. Jednak szanse na pokój w kraju coraz bardziej słabną – najpierw umiera ojciec Bruce’a, następnie zostaje schwytany i zamordowany Wallace, doprowadzając do wściekłości ludzi. I to zmusza Bruce’a do bardzo trudnej decyzji, czyli złamania przysięgi oraz wystąpieniu przeciw władcy Anglii. Tylko czy udaje się samozwańczemu królowi zjednoczyć wszystkich rodów? Bo nie wszyscy pójdą na ten układ.

krol_wyjety_spod_prawa1

Reżyser sprawnie opowiada historię Bruce’a od złożenia przysięgi aż do otwartego starcia pod Loudown Hill w 1307. Czyli jak widać, mamy początek walki o niepodległość, a nie cała szeroką biografię władcy. I moim zdaniem, jest to duży plus. Sama historia, mimo wielu postaci oraz dość złożonych układów politycznych, jest bardzo przejrzysta i czytelna. Chociaż muszę przyznać, że przebieg wielu wydarzeń potraktowano dość skrótowo, ale wiadomo – w dwie godziny wszystkiego nie da się upchnąć. Mamy dość skromnie pokazaną relację Bruce’a z nową żoną, żądnych dominacji nad krajem Anglikami, wewnętrznie podzieloną Szkocję czy żądnego zemsty oraz chcącego odzyskać swoje włości Jamesa Douglasa.

krol_wyjety_spod_prawa2

Ale realizacja budzi uznanie. Nie brakuje długich ujęć (choćby pierwsze 10 minut), średniowiecznej muzyki, bardzo dobrze wyglądających kostiumów oraz scenografii. Ale nie jest to film „czysty” i sterylny, bo gdy dochodzi do walk, nie brakuje lejącej się posoki, błota oraz wypływających flaków. Przemoc zmusza Bruce’a do działania podstępem, po partyzancku i te sceny pompują adrenalinę (nocny atak na zamek czy odzyskanie posiadłości przez Douglasa) niczym w rasowym kinie akcji. Dynamika jest ciągle zachowana, krajobrazy wyglądają pięknie (wręcz monumentalnie), a reżyser odpowiednio zaprawia wszystko patosem, gdzie trzeba.

krol_wyjety_spod_prawa3

Aktorsko jest tu więcej niż nieźle, chociaż nie do końca wykorzystano pierwszy plan. Chris Pine w roli Bruce’a daje sobie radę i dodaje parę odcieni szarości do tej postaci, czyniąc tą postać mniej jednoznaczną: przecież zabił rywala o tron, chcąc dogadać się w sprawie wspólnej walki, później działał bardziej jak zbój niż rycerz. Aktor sprawia wrażenie opanowanego i spokojnego, jednak w oczach widać, że się gotuje. Florence Pugh ma podcięte skrzydła i nie ma zbyt wiele do zagrania jako nowa żona Roberta, ograniczona do roli wspierającej i lojalnej wobec niego kobiety. I tylko tyle. Ciekawszy jest drugi plan zdominowany przez niezawodnego Stephena Dillane’a (król Edward I) oraz wręcz obłędnego Aarona Taylora-Johnsona (James Douglas) z dzikością w oczach, której nie da się opisać. To trzeba zobaczyć samemu.

Czyżby zła passa Netflixa, hurtowo realizującego średnie filmy została w końcu przełamana? „Król” może nie jest tak imponujący jak „Braveheart”, ale chyba też nie o to tu chodziło. Zamiast hollywoodzkiego przepychu oraz totalnej rozróby, mamy troszkę kameralne kino historyczne, które bardziej trzyma się ziemi i realizmu. Powolne tempo oraz niektóre nierozwinięte wątki mogą wielu odstraszyć, niemniej wciąga.

7,5/10 

Radosław Ostrowski

Lady M.

Każdy z nas kiedyś słyszał o lady Makbet – kobiecie popychającej swojego męża do zbrodni, doprowadzając jego i siebie do szaleństwo. Lecz „Lady M.” nie jest oparta na dziele Szekspira, lecz powieści Nikołaja Leskowa „Powiatowa lady Makbet”. Jednak zamiast Rosji przenosimy się do angielskiej prowincji, gdzie poznajemy Katarzynę. Świeżo poślubiona kobieta traktowana jest przez męża, jak i teścia niczym przedmiot lub służąca. Kiedy mąż wyjeżdża do kopalni, by zająć się interesem, kobieta wpada w ramiona jednego ze służących –  młodego oraz pełnego chuci Sebastiana.

lady_m1

Debiut reżyserski Williama Ordloyda to zderzenie z jednej strony bardzo plastycznych scen krajobrazów z bardzo ascetyczną, wręcz surową scenografią. Początek to wręcz rutynowa obserwacja dnia codziennego: wstawanie, nakładanie gorsetu, jakieś jedzenie posiłku i czekanie na sofie. A noce z mężem, który nie czuje do swojej kobiety nic, każąc jej stać nago przed łóżkiem, by zrobić sobie dobrze. Ta rutyna może wielu doprowadzić do znużenia, ale im dalej w las, tym bardziej czuć zaszczucie i zniewolenie bohaterki, pragnącej sama decydować o sobie. Reżyser powoli zaczyna podkręcać napięcie, a kilka rzeczy zostawia niedopowiedzianych (dziwna relacja pani ze służącą Anną). Kiedy w końcu zaczyna dochodzić do przemocy, nie boi się jej pokazać bez upiększeń, chociaż to wszystko sprawia wrażenie filmu bardzo chłodnego, trudnego do wejścia. Nawet gdy dochodzi do coraz bardziej wyrafinowanego okrucieństwa, zmieniając opowieść w dreszczowiec, można się odbić od ściany.

lady_m2

Spowodowane jest na pewno fantastyczną, choć bardzo niejednoznaczną kreacją Florence Pugh. Gdy ją widzimy na początku, jest nam jej zwyczajnie żal, ale kiedy zaczyna walczyć o swoje, zmienia się w bezwzględną, pewną siebie kobietę. Bardzo chłodną, wręcz psychopatyczną, co widać w drobnych spojrzeniach. Nie odstępuje jej na krok Naomi Ackie jako bezwzględnie posłuszna służąca Anna, która już dawno podporządkowała się i przystosowała do reguł świata. Także bardzo surowi, choć eleganccy (tylko na zewnątrz) panowie na czele z Paulem Hiltonem oraz Christopherem Fairbankiem tworzą bardzo wyraziste postacie.

lady_m3

Cały czas nie mogłem pozbyć się wrażenia teatralności całego filmu. „Lady M” niby kończy się ostatecznym uzyskaniem wolności, lecz trudno pozbyć się gorzkiego posmaku całości. Ostatecznie film bardzo intryguje, chociaż wymaga większego skupienia.

6,5/10

Radosław Ostrowski