Republika dzieci

Był kiedyś taki czas, że Jan Jakub Kolski tworzył opowieści klimatem utrzymanie w konwencji realizmu magicznego. Tutaj rzeczywistość mieszała się z elementami baśni, ludowych przekonań, mitów czy legend. Ostatnimi czasy jednak reżyser porzucił swój Jańcioland, co wielu zaskoczyło i powodowało raczej chłodniejszy odbiór. Ale teraz Kolski wraca do tej mieszanki w swoim ostatnim dziele – „Republice dzieci”.

republika dzieci1

Punkt wyjścia jest więcej niż interesujący: z obrazów Jacka Malczewskiego (Łukasz Simlat) oraz zaprzyjaźnionych z nim malarzy jak Wyspiański czy Mehoffer uciekły postacie fantastyczne. Czyli fauny, wodniki, utopce czy nawet anioł. Oni wszyscy przenieśli się i stworzyły na zarzeczu własną krainę zwaną Mszarami, gdzieś na bagnach otoczonych lasem. Właśnie w tej okolicy ma zostać zbudowana wielka elektrownia wodna, która doprowadzi do zalania okolicznych domów i przyrody. Jedynymi osobami przeciw temu przedsięwzięciu są dzieci z przeznaczonego do likwidacji domu dziecka. By im pomóc dołącza do nich Tobiasz (Mateusz Grys) – chłopiec z obrazu Malczewskiego oraz towarzyszący mu niewidzialny anioł (Andrzej Grabowski).

republika dzieci2

Innymi słowy mamy tu mieszankę postaci, wątków oraz przestrzeni, chociaż początek jest mocno chaotyczny. Najpierw jesteśmy w domu Malczewskiego zimą, gdzie szybko prowadzona (i zakończona) jest dyskusja o znikających postaciach. Od razu przeskakujemy do anioła i Tobiasza, podążających gdzieś po zieleni, by przeskoczyć do dzieciarni oraz budowy nowej elektrowni. Jest jeszcze dyrektorka domu dziecka Andżelika (Karolina Rzepa), która wydaje się być zimną, obojętną kobietą z jednym celem: wyjazdu stąd. Ale ucieczka młodzieży pod wodzą Tobiasza i plan stworzenia Republiki Dzieci psują te plany, stając się zapalnikiem dla kolejnych wydarzeń.

republika dzieci3

Na papierze brzmi to świetnie, ale miałem poczucie zagubienia. Miałem poczucie, że wątków i postaci jest zwyczajnie za dużo. Sama grupka dzieci, choć różna fizycznie i wiekowo, zlała mi się kompletnie w jedno. Nikt tam się nie wyróżniał (poza dołączającym Tobiaszem) oraz – co przykro mi pisać – nie robią zbyt dobrego wrażenia jako aktorzy, brzmiąc strasznie sztucznie. Przeskoki z postaci na postacie (anioł Rafał z Tobiaszem, dyrektorka domu dziecka, marszałek województwa oraz budowa elektrowni, umierający faun i jego wnuk, utopce mieszkający w Mszarach) wywołują dezorientację, co nie pozwoliło mi w pełni zaangażować emocjonalnie. Do tego kilkoro bohaterów (pan Józef z ośrodka, doktor Jaszczur) sprawiają wrażenie zbędnych, jeszcze bardziej rozciągniętej historii.

republika dzieci4

Co mi się najbardziej podobało w „Republice dzieci” – poza koncepcją i światotwórstwem – to warstwa wizualna. Razem z Michałem Pakulskim tworzy bardzo plastyczny (głównie w scenach przyrodniczych czy z postaciami fantastycznymi), pięknie wyglądające dzieło. Dopełnia ten obraz absolutnie świetna scenografia i kostiumy, które pozwalają uwierzyć w obecność tych mitycznych istot. Sama siedziba Maszarów wygląda bardzo unikatowo, zaś sama charakteryzacja jest piorunująca. Czegoś takiego na naszym podwórku nie widziałem od czasu… „Na srebrnym globie”, choć nie na tą skalę. Również kilka ról aktorskich jest świetnych – lekko komediowy Andrzej Grabowski jako popijający anioł Rafał, niezawodny Olgierd Łukaszewicz w roli fauna mówiącego wierszem czy niemal nie do poznania Marian Opania wcielający się w przywódcę osady Mszarów – chociaż jest tu kilka znanych twarzy, których potencjału nie wykorzystano jak Łukasz Simlat, Wojciech Mecwaldowski czy znany z filmów Kolskiego Mariusz Saniternik.

republika dzieci5

Po świetnym „Ułaskawieniu” wydawało się, że Kolski wraca do formy, ale to była tylko chwilowa zwyżka. „Republika dzieci” to duży krok wstecz, gdzie sama historia – mimo interesującego konceptu – jest chaotyczna, z masą zbyt wielu bohaterów, pomysłów i pozbawiona wewnętrznej spójności. Zderzenie rzeczywistości i baśni wywołuje ogromny zgrzyt, które nie da się naprawić w żaden sposób.

4/10

Radosław Ostrowski

Jańcio Wodnik

Jesteśmy gdzieś na wsi poza czasem i poza miejscem. Gdzieś w drodze wędruje dziad (Olgierd Łukaszewicz) z przywiązanym tobołkiem, który łatwiej byłoby wieźć konno. Właśnie przed oczami pojawia się kobyłka, jednak szybko pada. Wściekły dziad rzuca klątwę na wieś. Jednym z jej mieszkańców jest Jańcio (Franciszek Pieczka) – naiwny, bardzo prosty człowiek, co żyje razem ze swoją młodą żoną Weronką (Grażyna Błęcka-Kolska). Oboje starają się o dziecko, lecz bezskutecznie. Pewnego dnia Jańcio dokonuje niezwykłej rzeczy: sprawia, że brudna woda rzucona na ziemię trafia… do gniazda. Decyduje się ruszyć w drogę, zostawiając swoją lubą i obiecuje, że wróci przez rozwiązaniem. Co może go powstrzymać?

jancio wodnik1

„Jańcio Wodnik” jest filmem prostym, nawet bardzo prostym. Ale jeśli reżyserem jest Jan Jakub Kolski, nie może być inaczej. Powolne, bardzo niespieszne tempo, skupienie na „filozoficznych” dialogach oraz wiejskich krajobrazach. Gdzieś tutaj unosi się duch Witolda Leszczyńskiego czy klimat realizmu magicznego, choć w następnych filmach Kolskiego będzie on bardziej namacalny. Tutaj widzimy konfrontację prostego człowieka ze światem, który wiele obiecuje, kusi, wodzi, ale tak naprawdę tylko mąci, miesza, manipuluje. Niejako tą ciemną stronę świata symbolizuje poznany w drodze sztukmistrz Stygma (bardzo zaskakujący Bogusław Linda) – typ szołmena, który pokazuje stygmaty jak u Jezusa. Tylko, że to wszystko jest tylko oszustwem, mistyfikacją, popisem cyrkowym. Jańcio oraz jego cuda czynią go bardzo rozpoznawalnym, a ludzie lgną do niego jak do nadczłowieka.

jancio wodnik2

W sumie pewnie by tak działało, jednak Jańcio popełnia niewyobrażalny błąd: bo zaczyna brać zapłatę. To się nie ma prawa skończyć dobrze, co widać w samym zachowaniu Jańcia. Z poczciwego, trochę naiwniego człowieka zmienia się w pysznego, dumnego, gardzącego. Najdobitniej pokazuje to scena jak mocno postarzały i brodaty mężczyzna z „orszakiem” przechodzi pod swój dom. A jak wiadomo za takie rzeczy musi przyjść rozliczenie. Magia z religią mieszają się ze sobą, zaś proste wartości okazują się najcenniejsze. Tak samo jak przyjmowanie wszystko, co daje nam los. I taką postawę symbolizuje zarówno żona Weronka, jak też dziad idący przed siebie.

jancio wodnik3

Wszystko to wydaje się niezbyt skomplikowane, bez jakiejś nadmiernej symboliki oraz wizualnych fajerwerków. Za to najbardziej zachwyca muzyka Zygmunta Koniecznego, z kilkoma piosenkami. Niestety, nadal problemem jest udźwiękowienie, gdzie parę dialogów jest niewyraźnych. To była wielka plaga kina lat 90. i początku XXI wieku. Także Błęcka-Kolska odstaje (jak prawie zawsze) aktorsko od reszty. Tutaj prym wodzi absolutnie rewelacyjny Franciszek Pieczka, którego Jańcio trochę przypomina Hioba – prostego człowieka poddanego próbie. Jednak w przeciwieństwie do swojego biblijnego odpowiednika ulega, a tą ciemną naturę pokazuje wręcz bezbłędnie. Szoł dla mnie skradł jednak Linda jako prosty oszust, który jest świadomy swoich tricków oraz efektu jaki robi wśród ludzi. Jest kimś jakby kusicielem, pokazującym „lepszy”, bardziej materialny świat.

jancio wodnik4

„Jańcio Wodnik” uważany jest przez wielu za najlepszy film w dorobku Kolskiego i jestem w stanie zrozumieć dlaczego. Klimat realizmu magicznego, gdzie rzeczywistości mieszają się, zaś prości ludzie robią proste rzeczy, żyjąc sobie z Panem Bogiem.

7/10

Radosław Ostrowski

Ułaskawienie

Rok 1946, Popielawy. Tutaj mieszka niemłode małżeństwo Szewczyków. Starszy syn wstąpił do klasztoru, zaś młodszy do partyzantki, gdzie działał jako Odrowąż. Niestety, wskutek zdrady konfidenta zostaje zastrzelony i pochowany na cmentarzu. Jednak o spokojnym odpoczynku nie ma mowy, gdyż trumna jest ciągle wykopywana i zakopywana, by władze miały pewność, że wróg państwa nie żyje. Po którym wykopywaniu małżonkowie wyruszają z trumną do Kalwarii Pacławskiej oddalonej o 500 km.

ulaskawienie1

Ktoś jeszcze pamięta poprzednie filmy Jana Jakuba Kolskiego, naznaczone realizmem magicznym? Wygląda na to, że te czasy już minęły. Po serii eksperymentów w rodzaju „Zabić bobra” oraz „Las, 4 rano” realizuje film bardziej przystępny, ale też ciekawszy. Opierając się na wydarzeniach z historii swojej rodziny, reżyser tworzy kino drogi osadzone w niebezpiecznych czasach. Jak nowa władza zaczynała się instalować, ale nadal po okolicy panoszą się niemieccy dezerterzy oraz czujący się niczym u siebie Sowieci. Więc wiadomo, że droga będzie wyboista i nie wiadomo, na kogo nasi bohaterowie trafią. Ale reżyserowi udaje się uniknąć zero-jedynkowego podziału, gdzie szlachetność i okrucieństwo przypisane jest do jednej nacji. Niemiec może być bezwzględny (wspomnienia z Auschwitz), ale też okazać się sojusznikiem jak dołączający do naszej pary Jurgen. Polacy też nie są święci – w końcu to oni reprezentują nową władzę, pracują w UB, zdradzają dawne ideały oraz znajomych. Ciężki to świat.

ulaskawienie2

Intrygującą koncepcją jest osadzenie narratora, którym jest… wnuk głównych bohaterów. Jego głos słyszymy na początku filmu, kiedy prolog pozwala poznać późniejsze losy Szewczyków (do lat 60., kiedy Janek zostaje na wsi) oraz w finale. Sekwencje te są zdominowane przez kadry kręcone na kamerze 16 mm, co dodaje pewien intymny charakter. Poza tymi momentami „Ułaskawienie” jest surowym, wręcz brudnym filmem drogi. Nawet przyroda (z daleka wyglądająca ładnie) wydaje się chropowata, nieprzyjazna.

ulaskawienie3

Pozornie fabuła wydaje się być prosta, ale reżyser nie wykłada wszystkiego wprost. Dużo rzeczy jest oparte na niedopowiedzeniach, spojrzeniach i gestach. Widać to mocno zarówno w relacji naszych bohaterów (zderzenie szorstkiego, stojącego na ziemi ojca oraz troszkę bardziej wierzącą matkę), jak i postaci Jurgena, o którym nie wiemy nic (poza sceną w kościele) i jego motywacja pozostaje zagadką do samego końca. Nawet wykorzystane symbole (puste tabernakulum, odwrócony Jezus na krzyżu) wydają się na miejscu i nie drażnią. Tak jak kilka refleksyjnych i mocnych dialogów.

ulaskawienie4

Kolski nadal potrafi prowadzić aktorów, dając spore pole do popisu. Ku mojemu zaskoczeniu mocne role stworzyli Grażyna Błęcka-Kolska oraz Jan Jankowski, tworząc bardzo wyraziste, a jednocześnie stonowane postacie. Na drugim planie wybija się Michał Kaleta jako Jurgen, tworząc bardziej enigmatyczną postać, pozornie mógłby być wrogiem. Warto też wspomnieć o epizodzie Krzysztofa Globisza jako jednego z zakonników.

„Ułaskawienie” to bardzo osobisty film Kolskiego, który – w porównaniu do „Las, 4 rano” – ma szansę na większe przebicie u widowni. Może wielu znużyć bardzo wolne tempo oraz oszczędność w dialogach, ale jednak film nie pozwala o sobie zapomnieć. Niby powrót do korzeni (Popielawy), ale w zupełnie nowych dekoracjach.

7/10

Radosław Ostrowski

Pograbek

Tytułowy bohater mieszka gdzieś na wsi, gdzie zabija zwierzęta (konie i krowy) za pieniądze. Ma żoną, z którą nie może mieć dziecka. Małżonkowie umówili się z ciężarną matką, że wykupią od niej dziecko, a do zebranej sumy brakuje bardzo niewiele. Lecz jak na złość, kobieta zmienia zdanie. Wtedy pojawia się inny, bardziej ryzykowny pomysł.

pograbek3

Telewizyjny film Jana Jakuba Kolskiego stworzył ten styl, z którym reżyser jest kojarzony aż do dnia dzisiejszego. Akcja niby toczy się tu i teraz, ale jednocześnie jest to bardzo umowny świat, gdzie nawet umarli potrafią nawiedzać żywych, nie brakuje symboliki i metafor, ale to wszystko nie odpycha, wręcz fascynuje. To bardzo delikatne, wręcz subtelne kino, chociaż dotykające bardzo poważnego tematu bezpłodności oraz „znalezienia” sobie dziecka. Reżyser jednak nie osądza swoich bohaterów, tylko przygląda się im, razem z pięknie sfotografowaną przyrodą i okraszając to wszystko miejscami bardzo czarnym humorem. Nawet dialogi, choć niepozbawione pewnego „ludowego” filozofowania, nie są zbyt poważne, potrafią parę razy rozbawić (nocne rozmowy Pograbka z Kuśtyczką), ale i zastanowić nad poważniejszymi sprawami. Kolski prostymi słowami pokazuje, czym jest miłość, szacunek, ale i przywiązanie do siebie.

pograbek1

Może się czepiać, że film jest taki krótki (nieco ponad godzinę), ale „Pograbek” potrafi oczarować swoją plastycznością, skoczną muzyką w tle. Także aktorsko jest tutaj zachowany bardzo wysoki poziom. Trudno oderwać oczy i uszy od Mariusza Saniternika, którego Pograbek wydaje się prostym, szczerym facetem, nie pozbawionym skłonności do rozmyślań. Równie wyborny jest Franciszek Pieczka, choć pojawia się tylko w jednej scenie na samym początku (planujący samobójstwo Kaczuba) czy uwodzący swoim wdziękiem Tadeusz Szymków. A jak sobie radzi Grażyna Błęcka-Kolska, czyli Kuśtyczka? Zazwyczaj najsłabsze ogniwo filmów Kolskiego tutaj prezentuje się nieźle, bez irytacji, co wcale nie jest takie oczywiste.

pograbek2

Choć to dopiero drugi film w dorobku Kolskiego, „Pograbek” stanie się podwaliną charakterystycznego stylu, pełnego baśni oraz ocierająca się o realizm magiczny. Tak rodzi się piękno.

7,5/10

Radosław Ostrowski