Ostatni uścisk

Wszystko zaczyna się w momencie, kiedy jesteśmy w restauracji, gdzie siedzi małżeństwo. Cała jednak sielanka zostaje przerwana przez grupę mężczyzn, co doprowadza do strzelaniny. Harry wychodzi bez szwanku, ale jego żona zostaje śmiertelnie ranna. Harry przypłaca to załamaniem nerwowym, czekając na powrót do pracy (działa w CIA). Cały czas ma poczucie, że ktoś go śledzi, a dodatkowo w jego mieszkaniu znajduje się młoda kobieta. By jeszcze bardziej namieszać, znajduje tajemniczą wiadomość w języku hebrajskim.

ostatni uscisk1

Na początku swojej ścieżki zawodowej Jonathan Demme zaczynał od śmieciowego kina spod znaku Rogera Cormana. Parę lat później reżyser postanowił spróbować swoich sił w thrillerze. „Ostatni uścisk” ma w sobie klimat przypominający kino Alfreda Hitchcocka. Jest bardzo zawikłana tajemnica, bardzo skonfliktowany bohater z przeszłością, piękna kobieta, tajne służby. Skomplikowane? To wyjaśnia dlaczego cała historia toczy się dość powoli, co wydaje się tutaj bronią obosieczną. Pomaga to zbudować klimat oraz jest hołdem dla Hitchcocka (w tle gra muzyka Miklosa Rozsy, mocno przypominająca dokonania z lat 40. i 50.), ale po pewnym czasie inaczej są rozkładane akcenty. Śledztwo zaczyna ustępować romansowi, w który nie byłem w stanie uwierzyć. Sama intryga też zaczyna skręcać ku rzeczom na granicy prawdopodobieństwa, przez co ciężko się zaangażować.

ostatni uscisk3

Skoro tak jest, to czemu ten film ogląda się świetnie? To jest ewidentna zasługa reżyserskiej ręki Demme’a oraz zdjęć Taka Fujimoto, stylizowane na elegancki dreszczowiec z lat wcześniejszych. Jest nawet scena w kościelnej wieży, która troszkę przypomina „Zawrót głowy” i parę momentów budowania napięcia jak scena na cmentarzu czy morderstwo w wannie. Nie mówiąc już o finale bardzo w duchu mistrza suspensu nad wodospadem Niagary. Atmosfera tajemnicy, niejasności a nawet paranoi wisi nad filmem i to jest jeden z mocnych punktów.

ostatni uscisk2

Ale reżyser ma jeszcze dwa mocne asy w talii. Naszego protagonistę gra niezawodny Roy Scheider i w roli lekko paranoicznego Harry’ego sprawdza się bez zarzutu. Zarówno w momentach pokazujących nerwowe załamanie wypada znakomicie, samą obecnością potrafi budować napięcie. Ale jeszcze lepsza jest wręcz zjawiskowa Janet Margolin w roli tajemniczej Ellie. Sprawia wrażenie delikatnej, pociągającej kobiety znajdującej się w absurdalnej sytuacji (wynajem mieszkania Harry’ego), ale tu jest coś więcej. Poza tym duetem w epizodzie kradnie film Christopher Walken jako szef czy Sam Levine, wcielający się w pojawiającego się w połowie Sama Urdella, który pomaga bohaterowi w ułożeniu całości do kupy.

Choć „Ostatni uścisk” bywa skupiony na atmosferze niż na historii, już tutaj widać powoli kształtujący się styl Demme’ego, którym zabłyśnie przy „Milczeniu owiec”. Ręka reżysera oraz stylowe zdjęcia podnoszą całość na wiele wyższy poziom.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Bierz forsę i w nogi

Virgil Starkwell to młody chłopak, który od zawsze miał problemy. Nie radząc sobie, decyduje się zostać kryminalistą. Dokonuje wiele napadów na bank, z których żaden się nie udał. W miedzy czasie poznał fajną dziewczynę Louise, ale nawet ona nie jest w stanie mu pomóc.

Ten film powszechnie się uznaje za prawdziwy debiut Allena w roli reżysera. Tutaj reżyser jednak bardziej stawia na gagi i absurd niż swój błyskotliwy humor, ale jest to bardziej przyswajalne i naprawdę pomysłowo zrobione i autentycznie zabawne jak sceny nieudolnych napadów na bank, gdzie dochodziło do dość dziwnych sytuacji (m.in. w skarbcu mieszkała rodzina Cyganów). Żeby jakoś posklejać te gagi, film jest ubrany i stylizowany na dokument, w którym poznajemy życie Virgila. Pojawiają się zdjęcia i retrospekcje z młodości, rozmowy z osobami mającymi z nim styczność (m.in. agenta FBI, kumpla z więzienia), a także jego najbliższych (dziewczyny, a później żony i jego rodziców, dla nie poznaki noszących maski – dość dziwne). Allen się jeszcze uczy i widać, że się świetnie bawi, a my się bawimy razem z nim, a całość jest naprawdę dobrze zmontowana (m.in. brawurowe sceny ucieczek z więzienia) i okraszona ciekawą muzyka Marvina Hamlischa (później Allen rzadko zatrudniał kompozytorów do pisania muzyki do jego filmów).

forsa1

Z aktorów mógłbym wymienić tylko Allena, ale nie oszukujmy się – ten kameleon aktorstwa (człowiek o stu twarzach, wszystkie takie same) zawsze jest przekonujący, grając jakąkolwiek postać, nawet outsidera z wielkim pechem. Ale poza nim wyróżnić należy Janet Margolin jako prostolinijną Louise, która łączy prostolinijność z brakiem umiejętności kulinarnych (usmażyła mięso nie wyjmując go z opakowania).

forsa2

Widać, ze to debiut i nie wszystkie gagi są tak samo zabawne, ale już tutaj objawia się talent Nowojorczyka, który potem będzie się rozwijał. Dobry początek i naprawdę śmieszny film.

7/10

Radosław Ostrowski