
Zdarzają się projekty, które są dość nietypowe i zaskakujące. To jeden z nich. Wszystko zaczęło się w momencie, gdy Grzegorz Wasowski – znany dziennikarz i satyryk, syn jednego z założycieli Kabaretu Starszych Panów przekazał Polskiemu Radiu niepublikowane wcześniej taśmy z utworami swojego ojca, które nadgryzł ząb czasu. Tam zadanie odnowienia tych ścieżek (czytaj: aranżacji i skomponowania muzyki) otrzymał kompozytor Krzysztof Herdzin. I tak powstał „Wasowski odnaleziony”.
I trzeba przyznać, że muzyka ta brzmi bardzo elegancko, odrobinę nostalgicznie i staroświecko. A jednocześnie zachowano głos Wasowskiego, który nie gryzie się z muzyką nagraną teraz. Smyczki, fortepian, flety – to wszystko mogłoby zostać nagrane równie dobrze 30-40 lat temu w Kabarecie Starszych Panów. Ta elegancja nie wywołuje rozdrażnienia czy poczucia archaizmu czy zgrzytu miedzy Wasowskim a muzyką i w dodatku różnorodna pod względem tempa i nastroju.
Za to zaskakujące są teksty (m.in. autorstwa Jeremiego Przybory i Ryszarda Marka Grońskiego), które mimo lat zaskakują aktualnością („Chcemy być oszukiwani” czy „Polityka i moralność”), a także pełne liryzmu i humoru („Czy on śpi z nią”), co mnie bardzo cieszy.
Ale twórcy płyty jeszcze zrobili niespodziankę, bo na tej płycie są aż cztery duety. Technika jest tak rozwinięta, że nagranie duetu z osobą nieżyjącą nie jest żadnym problemem. Na szczęście nie wywołują one żadnego zgrzytu czy poważniejszych niedoróbek technicznych. A i panie nie byle jakie, bo Anna Maria Jopek (otwierająca całość „Ktoś zbudził mnie”), Irena Santor („Trzy pejzaże ze snu”), Monika Borzym (lekka „Fortuna kołem się toczy”) i Dorota Miśkiewicz („Lubię być szczęśliwa”) – wszystkie panie po prostu są wspaniałe.
Myślałem, że końcówka tego roku niczym mnie nie zaskoczy, a tu proszę – pojawia się „nowy” album Wasowskiego. Eleganckie, staroświeckie, ale nie jest to ramotka czy muzealny eksponat. Kto wie, może będzie dalszy ciąg, na co bardzo liczę.
7,5/10 (a co mi tam, niech będzie 8/10)
Radosław Ostrowski






A jej autorem jest znany gitarzysta i frontman Dire Straits – Mark Knopfler, co dla wielu może być szokiem i zaskoczeniem, ale im głębiej przyjrzymy się dorobkowi muzyka, to znajdziemy tak kilka ścieżek dźwiękowych robionych głównie w między płytami Dire Straits. Więc jeśli ktoś spodziewał się orkiestrowego grania, musiał się rozczarować, bo Mark zaprosił kilku muzyków i takim małym składzie stworzyli muzykę, którą wydało Warner Bros. w ponad 40-minutowym albumie, który zawiera 12 kompozycji.












Album z soundtrackiem wydany przez Disneya trwa ponad godzinę i zaczyna się od wspomnianej piosenki, wykonanej przez użyczających głosów głównym bohaterom Johna Goodmana i Billy’ego Crystala (panowie radzą sobie bardzo dobrze). Zaś mamy typowe dla tego kompozytora brzmienia jazzowe, które nadają też ścieżce odrobinę wyjątkowości i lekkości jak w „Monsters, Inc.” z popisami solo puzonu i saksofonu (ten utwór równie dobrze mógłby zjawić się u Woody’ego Allena). Eleganckie brzmienie przewija się dalej (swingujace „Walk to Work”, gdzie orkiestra robi tutaj za tło, ustępując pola dęciakom), choć czasem pojawiają się ilustracyjne fragmenty nadające miejscami mrocznego charakteru („School” z ciągnącymi się smyczkami czy podniosłe „Enter the Heores” z marszową perkusją), jednak przez połowę albumu dominuje jazz.