Nienawistna ósemka

Zima, śnieżyca – takiego śniegu nawet za oknem u mnie nie widać. Jedzie powóz, by się schronić przed zamiecią, a w nim łowca nagród John Ruth zwany „Wisielcem” oraz idąca na szafot Daisy Domergue, której głowa jest warta 10 tysięcy dolarów, a ich finałowym przystankiem jest Red Rock. Po drodze, choć nie bez oporów, do powozu dołącza czarnoskóry major Marquis oraz nowy szeryf Red Rock, Chris Mannix. W końcu zatrzymują się w sklepiku prowadzonym przez Minnie, gdzie na miejscu są nowi goście. Jak wiadomo, im większy tłok, tym spora szansa na trupy oraz wzięcie Daisy jako łupu.

nienawistna_osemka1

Znowu western made by Quentin Tarantino, gdzie jest wydestylowany styl pokręconego Amerykanina. Czyli błyskotliwe, zaprawione czarnym humorem, krwawymi strzelaninami i… wyczekiwaniem na dalszy rozwój wypadków, zaskakujących wolt. Dodatkowo okraszona trzymającą w napięciu muzyką Ennio Morricone (po raz pierwszy zatrudniony), podziałem na rozdziały oraz przewrotnym finałem. Niemniej film dzielił się w moich oczach na dwie części. Pierwsza to dojazd do sklepiku i pierwszy trup, a druga to coś w rodzaju dochodzenia i ustalenia, co jest nie tak. Kolejne elementy układanki zaczynają się sklejać, sam dałem się wciągnąć w tą grę, jednak poczułem pewne rozczarowanie.

nienawistna_osemka2

Z czego to wynika? Na pewno nie z postaci, pięknie sfotografowanych plenerów (te góry) czy dialogów. Początek obiecywał wiele, ale zdarzały się momenty zbędnego postoju – żart z zamykaniem drzwi przez wbijanie desek za drugim razem nie śmieszy, czołówka z krzyżem czy częste bicie Daisy przez Rutha. Ale w połowie atmosfera gęstnieje, trudno przewidzieć wypadki (z wyjątkiem przedostatniego rozdziału), retrospekcje nakręcają całą akcję. Wtedy opowieść o nienawiści i rasizmie a’la Sergio Leone uderza mocnymi ciosami, zaskakuje obserwacjami oraz wiarygodną psychologią bohaterów.

nienawistna_osemka3

No i tutaj mamy koncertowe aktorstwo, gdzie każdy z bohaterów błyszczy. Nie ważne czy to Kurt Russell jako brutalny i troszkę prymitywny John Ruth (i jeszcze te wąsy!!!), wyborny Samuel L. Jackson (cwany i przewidujący major Marquis), małomówna Jennifer Jason Leigh czy brawurowy Walton Goggins w roli zgrywającego chojraka szeryfa Mannixa. Jeszcze są dawno nie widziani u Tarantina Tim Roth w stroju zakoszonym Christophowi Waltzowi z „Django” (kat Oswaldo Mobray) i Michael Madsen (tajemniczy Joe Gage), wracający do świetnej dyspozycji. I jeszcze zaskakuje pozytywnie Channing Tatum (Jody).

nienawistna_osemka4

Powiedzmy to sobie wprost – Tarantino stał się marką samą w sobie, realizującą filmy na pułapie nieosiągalnym dla zwykłych wyrobników. „Nienawistna ósemka” mimo pewnych wad, to Tarantino z wysokiej półki, gdzie większość klocków stoi równo. No i ten śnieg, taka zima – niekoniecznie z silnym mrozem, czy można chcieć więcej?

8/10

Radosław Ostrowski

Silkwood

Karen Silkwood pracuje w firmie produkującej części do reaktorów nuklearnych – mieszka z facetem oraz koleżanką z pracy w jednym domu. Rozwiodła się z mężem i rzadko widuje dzieci. Poruszona przypadkiem swoje koleżanki (została „ugotowana”, co znaczyło, że jest napromieniowana) zaczyna dostrzegać i donosić do związku zawodowego o nieprawidłowościach, narażających życie kolegów z pracy.

silkwood1

Wydawałoby się, ze Mike Nichols opowiada (kolejną po „Chińskim syndromie”) opowieść o jednostce walczącej z systemem, który chce przemilczeć niewygodną kwestie domniemanego skażenia nuklearnego. Jednak dość szybko twórcy spychają tą kwestie na dalszy plan. Tło to przykuwa uwagę znacznie bardziej niż melodramatyczna relacja miedzy Karen, Drew i Dolly – ich życie prywatne, na które nakłada się ich praca (zwłaszcza Karen) oraz dość dramatyczna końcówka (od momentu, gdy Karen trzeci raz zostaje „czyszczona” z powodu promieniowania). Całość bazuje na prawdziwej historii, jednak tylko miejscami cała opowieść angażuje. Wiernie odtworzono samą fabrykę, gdzie w przypadku skażenia dochodzi do czyszczenia (i kwarantanny) osoby skażonej, wywołując alarm. Z czasem jednak dawni przyjaciele odchodzą, a zbytnie zaangażowanie dla związku zawodowego przynosi zbyt wysoką cenę, co zostaje dość brutalnie przypomniane w finale. Nie widzimy jak doszło do samego wypadku (zresztą przyczyna śmierci Karen Silkwood do dziś pozostaje zagadką), ale słyszane w tle „Amazing Grace” zapowiada tragedię. Trudno się przyczepić warstwy technicznej, gdyż jest to solidny, amerykański poziom, gdzie zdjęcia są miłe dla oka (fabryka wygląda w środku sterylnie), a nastrój podkręca muzyka Georgesa Delerue (ubarwiona amerykańskim folkiem).

silkwood2

Jednak samo „Silkwood” byłoby co najwyżej niezłym filmem, gdyby nie będąca w wysokiej formie Meryl Streep, która ciągnie całość do samego końca. To jest taka kobieta, o której mówi się silna-słaba. Potrafi zawalczyć o swoje, choć odwrócenie się przyjaciół i bliskich znosi naprawdę ciężko. Partnerujący jej Kurt Russell (prosty, ale szczery Drew) oraz Cher (lesbijka Dolly) dorównują jej kroku, choć mają mniej czasu na ekranie. Poza nimi warto też wspomnieć o drobnych rolach Freda Warda (Morgan, kolega z pracy), Craiga T. Nelsona (Winston) oraz Ronie Silverze (Paul Stone ze związków zawodowych).

silkwood3

Lata 80. w karierze Nicholsa uchodzą za powrót do wielkiej formy. „Silkwood” z dzisiejszej perspektywy wydaje się przygrywką, jednak powoli widać tendencję zwyżkową. Czy dalej będzie lepiej? Will see.

7/10

Radosław Ostrowski

Sztuka kradzieży

Jak zrobić dobry skok i zbić na tym wielką kasę? Trzeba mieć naprawdę dobrą ekipę, której można zaufać. Dennis „Crunch” Calhoun coś na ten temat wie. Kiedy jego brat Nicky zostaje schwytany przez gliniarzy po okantowaniu jednej grubej ryby w Warszawie, wystawia go policji i spędza 7 lat we Wronkach. Po wyjściu dorabia jako kaskader, by łamał sobie trochę tego i owego, gdy pojawia się pewien zakapior, oszukany przez jego brata i żąda zwrotu kasy. W ten sposób Crunch wraca do gry, dokonując zuchwałej kradzieży „Ewangelii wg św. Jakuba”.

kradziez1

Brzmi jak jeden z wielu złodziejskich filmów pokroju „Ocean’s Eleven”? Macie rację, to kolejna tego typu opowieść, gdzie kluczowe są precyzyjny plan, mistyfikacja, podmiana i oszustwo. Debiutujący na tym polu reżyser Jonathan Sobel okazuje się całkiem niezłym rzemieślnikiem. Może i widać, że budżet nie jest zbyt duży, a Warszawa wygląda jakoś inaczej (Wronki to wyglądają jak jakieś średniowieczne lochy – ładnie), jednak nie brakuje tutaj odrobiny humoru („przemyt” braci przez mało rozgarniętego Francie czy anegdota o kradzieży Mona Lisy – naprawdę szacun za pokazanie tego), zdjęcia nadają mrocznego charakteru, postacie są wyraziste, a intryga tak zamotana jak tylko się da. Może i jest to trochę grane znaczonymi kartami, a finał mimo wszystko okazuje się dość przewidywalny, ale jako rozrywka się sprawdza.

kradziez2

Także aktorzy świetnie czują swoje role i sprawdzają się w nich bezbłędnie. Ale czy może być inaczej, jeśli asem jest tutaj Kurt Russell. Jako honorowy złodziej i mistrz kierownicy (brawurowa ucieczka przed policją w Warszawie, m.in. jadąc metrem – bezcenne) jest po prostu świetny, a skórzana kurtka i zmęczona twarz dopełniają tego portretu. Drugim mocnym punktem jest Matt Dillon, czyli cwany i za chciwy Nicky. Taki mózgowiec, który ma wiele planów i pomysłów. Z pozostałych aktorów warto wyróżnić niezłego Jaya Baruchela (uczeń Francie) oraz niezawodnego Terence’a Stampa (zmuszonego do współpracy z Interpolem Sam Winter).

kradziez3

Nie jest to nic nowego, ale satysfakcja jest tutaj zaskakująco wysoka. Kawał porządnego i lekkiego kina, które skutecznie kradnie czas, a kiedy się kończy nie jesteś w stanie tego zauważyć. Tylko tyle albo aż tyle.

6,5/10

Radosław Ostrowski