Kruk. Jak tu ciemno

Ostatnie wydarzenia mocno zniszczyły życie Adama Kruka (Michał Żurawski). Mężczyzna odszedł z policji, by spędzić więcej czasu ze swoją rodziną: żoną i synkiem. Niestety, szczęście okazało się trwać bardzo krótko. Żona zostaje nagle oraz brutalnie zastrzelona przez parę motocyklistów. Minęły dwa tygodnie i Kruka coraz bardziej zżera poczucie winy oraz żądza zemsty. Próbuje na własną rękę znaleźć sprawców, ale w samym Białymstoku i okolicy o spokój jest coraz trudniej. Swoje wpływy próbuje odzyskać mafia z Katowic, którą reprezentowali panowie Dunaj – obecnie w więzieniu. Nadal kombinuje policyjny kret, czyli Justyna Ataman (Magdalena Koleśnik), zaś Rudy (Tomasz Włosok) jako świadek koronny jest pilnowany przez policję. Do tego jeszcze zaginęła 15-letnia dziewczyna – Karolina Stefaniuk.

Trzeci sezon „Kruka” nosi podtytuł „Jak tu ciemno” i pasuje tu idealnie. To zdecydowanie bardzo mroczna historia, która nadal trzyma się lokalnego folkloru oraz kultury, co buduje bardzo specyficzny klimat. Cały czas jesteśmy przy coraz bardziej połamanym Kruku, prześladowanym przez swoje demony. Izoluje się od ludzi w każdym widząc potencjalne zagrożenie, niebezpieczeństwo i zdradę, coraz bardziej kumulując w sobie gniew, poczucie winy oraz desperację. Cała ta wielowątkowa narracja jest kolejnym popisem precyzji scenariuszowej roboty Jakuba Korolczuka, który bardzo zgrabnie lawiruje między mrokiem Kruka, planami zbudowania imperium papierosowego oraz niejako poboczną sprawą kryminalną. Tak było wcześniej, ale mam poczucie, że jest to mniej chaotyczne i bałaganiarskie niż w drugiej serii.

Reżyserowi Maciejowi Pieprzycy i przejmującego w połowie serii Adrianowi Pankowi udaje się stworzyć bardzo gęstą historię, gdzie widać jak bardzo zaraźliwe potrafi być zło. Wystarczy tak naprawdę tylko pchnięcie czy drobny impuls, co pokazuje historia Mariusza (rewelacyjny Cezary Kosiński) – tajemniczy mężczyzna, który wygląda jak menel, niemal nic nie mówi (w zasadzie powtarza usłyszane zdania) i ma tak puste oczy jakby życie z niego wyparowało. Dopiero w momencie odprawienia rytuału przez Szeptuchę pozwalają poznać jego tajemnicę, jednak ta informacja to tylko część prawdy. I ten wątek prowadzi do mocnego rozwiązania, jakiego się nie spodziewałem. Równie mocna jest budowanie imperium przez Justynę oraz Rudego. Niby kobieta nadal jest manipulującą intrygantką, która wydaje się mieć wszystko pod kontrolą. Ale jej facet staje się niebezpieczną mieszanką bezwzględności, brutalności i nieufności, co mocno rzutuje na ich relację oraz na interesy. Wszystko to prowadzi do mocnego, satysfakcjonującego oraz krwawego finału.

Co mnie bardzo zaskoczyło były zdjęcia, które o niebo lepiej wyglądają niż w serii drugiej. Tam w wielu kadrach wkradał się dziwny filtr, który robił z tła całkowicie czarne plamy. Obraz też był dość rozmazany, ale tutaj wszystko wraca do normy. Tak samo wracają bardzo duże zbliżenia na twarze podczas rozmów z Krukiem, pokazane z jego oczu. Nie ma tutaj żadnych dziwnych filtrów, co nie wywołuje dezorientacji. Aczkolwiek wraca też problem z dźwiękiem oraz wieloma niewyraźnie wypowiadanymi słowami, co psuje przyjemność z seansu.

Także aktorsko jest nadal fantastycznie. Michał Żurawski jest kapitalny w roli coraz bardziej udręczonego, wściekłego i pełnego przemocy Kruka. Zdeterminowany, samotny, nieufny wobec innych oraz swoich umiejętności – ewolucja oraz udręczenie tej postaci jest najmocniejszym elementem całej obsady. Równie wyraziste role stworzyli Magdalena Koleśnik oraz Tomasz Włosok, tworząc bardzo niebezpieczną mieszankę wybuchową. Razem są wręcz elektryzujący, osobno pokazują inne oblicza, zwłaszcza postać Włosoka staje się coraz bardziej nieprzewidywalna i szybko ucząca się. Kolejną niespodzianką okazał się za to Tomasz Sapryk w roli „Księgowego” – bardzo opanowany, ze spokojnym głosem tworzy postać poważnego mafioza. W zasadzie nie jestem w stanie wskazać aktorsko jakiegokolwiek słabego ogniwa.

„Jak tu ciemno” domyka historię (byłego) komisarza Adama Kruka z hukiem oraz mrokiem większym niż w jakimkolwiek polskim serialu kryminalnym. Niepokojąca ewolucja człowieka napędzanego swoimi zwichrowanymi demonami, obsesjami i coraz bardziej popadającego w szaleństwo. A wszystko w niezwykle plastycznym Podlasiu, gdzie dawne wierzenia mieszają się z brutalną rzeczywistością.

8/10

Radosław Ostrowski

Kruk. Czorny Woron nie śpi

Komisarz Adam Kruk wraca do Białegostoku. Tym razem zabiera ze sobą żonę oraz synka, a jego przeciwnikiem jest mafia papierosowa z Katowic. Działa gdzieś nielegalna fabryka kierowana przez „Ruskiego” oraz jego prawą rękę, Rudego. Ci cały czas pozostają nieuchwytni, zaś próba znalezienia tego miejsca kończy się strzelaniną oraz znalezieniem wisielca. Jak się okazuje był z konkurencji, czyli braci Kleosin. Jakby było tego mało, ktoś w okolicy morduje kobiety rudowłose, a sam komisarz zaczyna mieć problemy z opanowaniem swojego gniewu. I to mocno może odbić się na prowadzonym dochodzeniu.

kruk2-1

„Czorny Woron nie śpi” – taki podtytuł nosi druga seria produkcji reżysera Macieja Pieprzycy i scenarzysty Jakuba Korolczuka. Pierwsza seria skupiała się zarówno na śledztwie Kruka (porwanie syna lokalnego biznesmena) jak i pokazaniu mocno traumatycznej przeszłości policjanta. Jego obecnych demonach, czekających na moment przebudzenia. Osadzenie akcji w Białymstoku i wszczepienie elementów lokalnego folkloru (postać Szeptuchy) była dużym powiewem świeżości w zbyt znajomym gatunku. Tutaj nie tylko skala jest inna, lecz twórcy bardzo mocno zmieniają akcenty. I z tego powodu ten sezon wydaje się bardzo… odmienny od poprzednika.

kruk2-2

Po pierwsze, jest tutaj więcej wątków pobocznych, przez co postać Kruka (Michał Żurawski) nie jest aż tak mocno eksplorowana. Co nie znaczy, że nie poznajemy go lepiej, jednak jego problemy zostają zepchnięte na dalszy plan. Zamiast tego więcej czasu mają zarówno gangsterzy i ich rozgrywki, spotkania Kruka z Szeptuchą czy bardzo wycofana Klaudia (intrygująca Maria Sobocińska), mieszkająca z bratem (Hubert Miłkowski). Ten ostatni wątek początkowo sprawiał wrażenie jakby wyrwanego z innej opowieści i zbędnego, ALE to wszystko zaczyna się łączyć w spójną całość.

kruk2-4

Po drugie, jak w poprzedniku pojawiają się retrospekcje, lecz nie dotyczą (bezpośrednio) postaci Kruka. One są związane z nową postacią – komisarz Justyną Ataman (Magdalena Koleśnik). Ta młoda i ambitna policjantka wydaje się najciekawszą postacią z intrygującą tajemnicą. Nie zdradzę o co chodzi, ale to rozwiązanie wywraca wszystko do góry nogami. Pojawia się w połowie serialu, a potem zaczynamy widzieć więcej niepokojących rzeczy. Zaś zakończenie jest szokujące, nagłe i brutalne, będące podbudową do serii trzeciej.

kruk2-3

Jest równie mrocznie jak w poprzedniku, lepiej dźwiękowo i brutalniej, aczkolwiek mam zastrzeżenia do zdjęć. Nie chodzi o bardzo ciemne ujęcia w nocy (zwłaszcza na początku), z mocno ograniczonym oświetleniem, lecz nawet w scenach dziennych pojawiają się czarne obszary. Głównie na rogach czy na górze i nie wiem z czego to wynika. Ale to kompletnie nie przypomina estetyki z pierwszej serii, co wybijało mnie z rytmu. Nie wiem, czy w następnej serii też tak to będzie wizualnie wyglądać, jedno mogę powiedzieć na pewno: nie pasuje mi to.

kruk2-5

Aktorsko na szczęście jest więcej niż dobrze. Michał Żurawski wydaje się skrojony do tej postaci, balansując jego jasną i ciemną stronę (Mocy), wnikliwą analizę śledczego oraz skrywane w nim demony. Świetnie wypadają także Magdalena Koleśnik (Justyna) oraz Tomasz Włosok (Rudy) – ta pierwsza może wydawać się troszkę całkiem sympatyczna, ale to wszystko fasada. Bo okazuje się kimś o wiele bardziej złożoną osobą, której nie warto lekceważyć. Włosok z kolei coraz bardziej zaczyna działać jak młody leszcz, co chce zostać wielką rybą. A to oznacza przekroczenie kolejnych granic, łącznie z morderstwem i to pokazuje wręcz bezbłędnie. Z nowych postaci solidnie prezentuje się Zbigniew Stryj (komendant Bogdanowicz), Leszek Lichota (komisarz Kołecki) i Barbara Jonak (policjantka Marzena), jednak nie mogę nie wspomnieć Marii Sobocińskiej. Jej Klaudia jest bardzo wycofana, dziwna i wywołuje pewien podskórny niepokój (być może przez te duże oczy), skrywając bardzo mroczną, niewyleczoną traumę. Pod tym względem jest podobna do Kruka, lecz finał jej historii nie kończy się zbyt dobrze.

kruk2-6

„Czorny Woron nie śpi” i czeka na finał tej mrocznej opowieści. Mniej jest tego psychologicznego wejścia w skórę Kruka oraz tego specyficznego klimatu, a więcej akcji i skomplikowanej intrygi. Gdzieś tu zabrakło równowagi, ale być może zostanie to naprostowane. To jednak jest temat na osobną opowieść.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Ikar. Legenda Mietka Kosza

Lubicie jazz? Ja czasami skręcam w rewiry tej muzyki i paru muzyków znam. Ale nigdy nie słyszałem o Mietku Koszu. Nic dziwnego, ten pianista tworzył na przełomie lat 60 i 70 oraz zmarł w bardzo młodym wieku. Dorobek też był skromniutki, więc pojawia się pytanie: czy warto tworzyć film o takiej postaci? Reżyser Maciej Pieprzyca odpowiedział na to pytanie pozytywnie. Jaki jest finalny efekt? Po takim filmowcu należało liczyć na coś więcej.

Kosz niemal od dziecka był niewidomy, co mocno go napiętnowało. I właśnie wtedy, ucząc się w ośrodku w Laszkach pojawiła się nowa pasja: muzyka. A dokładnie gra na fortepianie. Była nauka w konserwatorium muzycznym, wreszcie usłyszenie płyty Billa Evansa, która ukształtowała jego styl. Czyli improwizacyjna muzyka jazzowa, najpierw w trio, a potem solo.

Pozornie wszystko wydaje się być tu na miejscu, bo jest historia, jest fantastyczna muzyka oraz bardzo przekonująco odtworzone realia czasów przełomu Gomułki i Gierka. Scenografia oraz kostiumy są zrobione na wysokim poziomie. Tak samo jak montaż w scenach, gdzie widzimy działające zmysły naszego bohatera. To naprawdę działa. Ale jednak jest pewien zgrzyt, bo jako całość „Ikar” nie porywa. Motywy są tutaj znajome: muzyk z problemami osiąga sukces artystyczny oraz rozpoznawalność, co odbija się na jego życiu prywatnym. Wielkie ego i woda sodowa uderza do łba, wszystkich zaczyna traktować z góry i odnosi moralny upadek. Takich historii było setki, a nawet tysiące, więc schemat zbyt dobrze znałem. Co gorsza, wiele wątków (w tym także kariery muzycznej) jest spłaszczone, pozbawione głębi i strasznie chaotyczne. Narracja się miesza, przeszłość z teraźniejszością wchodzą sobie w drogę, co jeszcze bardziej mnie dezorientowało. I kompletnie nie poznałem bohatera, nie wszedłem w jego głowę, a w tym portrecie czegoś brakuje.

Sytuację częściowo ratuje tylko strona muzyczna oraz sceny, kiedy Kosz (fantastyczny Dawid Ogrodnik) gra albo próbuje tworzyć swoją muzykę. Kiedy on gra, film się wręcz unosi i potrafi zaczarować. I nawet jak jest kilka mocnych oraz ciekawych ról (choćby Justyna Wasilewska czy drobny epizod Mai Komorowskiej), jednak to dla było za mało. Bo reżyser i scenarzysta w jednej osobie zachował się jak dziecko we mgle, skupiając się na niezbyt ciekawych drobiazgach oraz sięgając po ograne schematy. I przez to „Ikar” okazuje się pozbawionym duszy nielotem, który przynudza.

6/10

Radosław Ostrowski

Drzazgi

Filmy nowelowe czy skupione na losach kilku postaci zawsze dają duże pole do popisu dla twórców kina. Choć dzisiaj może wydawać się to archaiczne, jednak wszystko zależy od sposobu realizacji. Nie inaczej było z pełnometrażowym debiutem Macieja Pieprzycy, czyli „Drzazgami”. Reżyser wcześniej zrobił dwie produkcje telewizyjne, który wywołały pewne zainteresowanie. O nich może kiedyś opowiem.

drzazgi2

Bohaterami „Drzazg” jest trójka młodych ludzi z Zabrza. Robert jest byłym piłkarzem, a obecnie kibolem Górnika. Marta to córka bogatego biznesmena i ma wziąć ślub z synem jego wspólnika. Jest jeszcze Bartek – magister biologii, który dostaje szansę na stypendium w Bostonie. Każde z nich ma swoje własne problemy i zderzają się z rzeczywistością. Nie jest ona ani zbyt szara, ani brudna, ani pesymistyczna czy optymistyczna. Niby krążymy po znanych familokach, zamykanych kopalniach czy biedaszybach (te ostatnie okazują się… planem filmowym), ale to wszystko potrafi poruszyć. Nie jest to też mocno poważne, zaś parę akcentów komediowych (sceny z Elvisem czy fakirowie ćwiczący swoją sztuczkę w mieszkaniu) dodaje pewnej lekkości.

drzazgi1

Każdy z tych wątków składa się z kilku pozornie mniej powiązanych scen. Cała trójka szuka miłości, szczęścia różnymi ścieżkami. Dla Roberta wielką pasją jest sport, ale nie ma żadnej pracy, troszkę miga się przed odpowiedzialnością i umawia się z mężatką. Marta ma wziąć ślub z facetem, którego nie kocha, jest niedojrzały i myśli głównie o kasie. Z kolei Bartek chce się wyrwać ze swojego miasta, skupia się na karierze. Ale pojawia się ciąża jego dziewczyny, co zmusza do zweryfikowania planów. Wszystkie ich problemy zarysowane są w drobnych scenkach, skupiając się na detalach czy spojrzeniach. Kulminacją jest montażowa zbitka, gdzie przeskakujemy z postaci na postać, doprowadzając do przewartościowania swojego życia.

drzazgi3

I chociaż nie wszystkie wątki były dla mnie interesujące, to jednak aktorzy potrafią uczynić je wiarygodnym. Bardzo pozytywnie zaskakuje Antoni Pawlicki, czyli kibol Robert, który bywa szorstkim facetem, niepozbawionym jednak swoich zasad. Niemniej budzi on wiele sympatii swoim oddaniem oraz lojalnością. Odkryciem dla mnie jest Karolina Piechota, czyli Marta. Bardzo urocza dziewczyna, troszkę za bardzo skupiona na siebie, w niezbyt szczęśliwym związku. Jej kibicowałem najbardziej, zaś jej wątek ma zaskakującą puentę. Solidnie poradził sobie Marcin Hycnar, czyli Bartek, choć jego historia najmniej interesowała. W tle mamy kilka ciekawych epizodów z Tomaszem „Elvisem” Karolakiem na czele, co jest ciekawym smaczkiem.

Powiem szczerze, że „Drzazgi” to kawał solidnego kina, choć Pieprzyca później rozwinął mocniej swój warsztat. Mieszanka komedii z dramatem nie zawsze trafia w punkt, ale ma kilka cudnych momentów i jest bardzo dobrze zagrana. Nie boli, ale i nie zawsze powala.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Kruk. Szepty słychać po zmroku

UWAGA!
Recenzja może zawierać spojlery, choć autor będzie starał się ich unikać jak ognia!

Komisarz Adam Kruk pracuje w łódzkim wydziale kryminalnym policji. Mieszka z żoną, dziecko jest w drodze, trzeba przygotować mieszkanie. Ale komisarz zostaje zesłany do Białegostoku, by zająć się przemytem lewych papierosów. Wyrusza z nim jego przyjaciel Sławek z lat dziecięcych. Kruk ma też w swoich rodzinnych stronach pewne własne rachunki. W tym samym czasie dochodzi do porwania dziecka bardzo bogatego biznesmena, Morawskiego.

kruk1

Kolejny polski serial kryminalny ze stacji Canal+, tym razem stworzony przez Macieja Pieprzycę. Bo kto inny byłby w stanie zrealizować taką historię? Sam początek, czyli pierwszy odcinek wywołuje lekką dezorientację, bo sami nie wiemy, o czym to ma być. Przemyt na granicy, porwanie, pedofilia – dzieje się wiele, a od drugiego odcinka zaczynają się krystalizować. Powoli zaczynamy odkrywać kolejne elementy układanki, podejrzanych i panujący w tej mieścinie układ, do którego nasz bohater zwyczajnie nie pasuje. „Kruk” wymaga skupienia, bo bardzo łatwo można coś przeoczyć, a początkowy chaos zaczyna tworzyć zespół naczyń połączonych. Historia wydaje się być taką krzyżówką „Belfra” (brudne tajemnice, układy, tuszowane zbrodnie) z „Watahą” (klimat pogranicza, strona wizualna i wejścia zespołu Południce – rewelacja), przez co serial wygląda bardzo filmowo i ogląda się znakomicie. Historia parę razy zaskakuje, myli tropy i bardzo brutalnie przypomina, jak przeszłość może naznaczyć całe nasze życie.

kruk2

Istotnym wątkiem jest także stan psychiczny Kruka, z którym widać, że coś jest nie tak. Wrażenie to potęgują sceny rozmów komisarza, gdzie widzimy ich z perspektywy jego oczu – kamera wtedy troszkę lata, a wypowiadane słowa czasami są albo niesłyszane, albo zniekształcone. Dodatkowo jeszcze ten Sławek jest jakiś taki dziwny – pojawia się i znika (jakby był jakimś superbohaterem), z jednej strony stara się pomóc Krukowi (rozmowa z Cyganami), z drugiej zależy mu tylko na zemście i przeszkadza (próba dopadnięcia sprawcy, gdzie dochodzi do szamotaniny podczas jazdy), aż w połowie ta relacja zostaje wyjaśniona. Może i początkowo wydaje się to oparte na kliszach (młoda idealistka, skorumpowany komendant, jego śliski pomocnik), ale nie czuć tutaj fałszu ani znużenia.

kruk3

Dla wielu osób największą wadą serialu było udźwiękowienie, przez co część dialogów (i to spora) była absolutnie niezrozumiała, co w przypadku kryminału jest kardynalnym grzechem. Ja – z braku telewizora – oglądałem serial na laptopie i na słuchawkach – i muszę się przyznać: albo ja ma taki super słuch, albo dobry sprzęt, bo nie miałem z tym aż tak dużych problemów. Sporą część dialogów byłem w stanie usłyszeć niemal od razu, ale nie wszystkie. Ale dla mnie największą wadą były role dziecięce, ze szczególnym wskazaniem na recytowanie wierszyka z offu, który doprowadzał mnie do bólu uszu oraz postaci epizodycznych z retrospekcji.

kruk4

Poza tym aktorsko „Kruk” prezentuje się co najmniej bardzo dobrze. Michał Żurawski vel Grzmichuj jako jest fantastyczny. Kruk jest bardzo wycofany, sprawia wrażenie troszkę zagubionego i zdezorientowanego, ale kiedy ma rozwiązać zagadkę, pracuje na wysokich obrotach, łącząc trafnie wszystkie elementy układanki. Podczas przesłuchań czy prób rekonstrukcji (odtworzenie porwania) przechodzi samego siebie. Równie mocny jest Cezary Łukaszewicz, czyli tajemniczy Sławek. Relacja między tą parą przez długi czas nakręca ten tytuł i wiele razy ta postać popycha fabułę do przodu. Także ich młodsze wcielenia (Nicolas Przygoda i Hubert Wiatrowski) wypadają dobrze. Drugi plan jest przebogaty (i poza postaciami kobiecymi) oraz wyrazisty. Zarówno komendant Tylenda (Andrzej Zaborski), twardy glina Kapanow (świetny Mariusz Jakus), jak i rządzący miastem Morawski (trzymający fason Jerzy Schejbal) zapadają bardzo mocno w pamięć, tak jak pozornie nieistotna dla fabuły postać Szeptuchy (Danuta Kierklo), dodająca troszkę elementu nadprzyrodzonego. Trudno też nie wspomnieć Marcina Bosaka (Szymon Wasiluk), który – tak jak Kruk – jest bardzo wycofany, małomówny i sprawia wrażenie nieobecnego (te puste oczy), by w finale rozsadzić ekran.

kruk5

„Kruk” jest bardzo zamkniętą, spójną i konsekwentnie poprowadzoną opowieścią o walce ze swoimi demonami. Bardzo specyficzny klimat (te ujęcia przyrody a’la „Pokot”), wielowymiarowe postacie, aura tajemnicy troszkę przypomina kryminały skandynawskie czy „Jezioraka”, co jest dla mnie plusem. Pieprzyca potwierdza klasę jako reżysera i sprawia, że warto czekać na każde jego kolejne przedsięwzięcie.

8/10

Radosław Ostrowski

Jestem mordercą

Był kiedyś taki czas, że krążyli po okolicy seryjni mordercy. O Karolu Kocie opowiadał antykryminał „Czerwony pająk”. A teraz pojawia się historia innego niebezpiecznego człowieka – „wampira z Zagłębia”, który w latach 70. terroryzował Śląsk, mordując 12 kobiet. Schwytano podejrzanego, niejakiego Zdzisława Marchwickiego, który został skazany na karę śmierci. Już o tej historii powstał film („Anna i wampir” z 1981 roku), ale teraz sprawę postanowił pokazać Maciej Pieprzyca – zdolny i coraz ciekawszy reżyser ze Śląska.

jestem_morderc1

Bohaterem tego filmu jest młody śledczy, porucznik Janusz Jasiński, dla którego może być to punkt zwrotny w całej karierze. Gliniarz dość niechętnie przyjmuje sprawę, wiedząc, że pakuje się w prawdziwą kabałę. Kobiety są znowu mordowane, a poszlak praktycznie nie ma. Sprawa jednak zostaje przyspieszona, gdyż jedną z ofiar zostaje siostrzenica samego I sekretarza partii. Kolejne, wręcz desperackie próby schwytania (ogłoszenie nagrody i lejące się niczym morze donosy, wykorzystanie komputera czy próba schwytania na wabia zakończona śmiercią kolejnej ofiary) nie dają żadnego efektu. Ale przynajmniej pojawia się podejrzany – niejaki Wiesław Kalicki. Zostaje on schwytany, a Jasiński zostaje bohaterem i pupilem władzy.

jestem_morderc2

Pozornie film Pieprzycy jest kryminałem retro, gdzie bardzo wiernie odtworzono PRL lat 70. Scenografia i kostiumy jest imponująca – te knajpy, pokoje milicyjne, przepych ludzi władzy (kolorowy telewizor, wypasione samochody), lejąca się gęsto wódka i dym spod papierosa. Jednak sama kryminalna intryga jest tylko pretekstem dla pokazania kompletnej zgnilizny oraz aktem oskarżenia dla systemu, gdzie nie można pozwolić sobie na jakikolwiek błąd. I kiedy wydaje się, że dochodzenie jest skończone, nagle zaczynają pojawiać się wątpliwości, ale co zrobić? Iść po trupach do celu (kariera, sława, sukces) czy zostać zgnojonym, rozniesionym w pył, ale z czystym sumieniem. Dodatkowo jeszcze otrzymuje rozgrywkę między Kalickim a Jasińskim, który chce złamać podejrzanego i zmusić go do złamania, zmuszenia zeznań. Atmosfera coraz bardziej gęstnieje, stawia się tutaj na psychologię bohatera, a widz nie jest tutaj traktowany jak kretyn mający wszystko podane na tacy. Dodatkowo klimat podkręca psychodeliczno-jazzowa muzyka, podbita rwanym montażem niczym z filmów Smarzowskiego.

jestem_morderc3

Jedyne, co mi psuje frajdę z oglądania to zakończenie, w zasadzie nie wnoszące niczego nowego, niczym w „Czerwonym pająku”. Za to jest tutaj bardzo wyraziste aktorstwo, ze wskazaniem na mało znanego Mirosława Haniszewskiego. Jasiński w jego wykonaniu to typowy produkt swojej epoki: na początku sprawia wrażenie niedoświadczonego chłopaczka, który zmienia się w bezwzględnego oportunisty, grzejącego się w blasku sławy. Po drugiej stronie jest tajemniczy Arkadiusz Jakubik jako Kalicki – skryty, małomówny i strasznie brodaty, a tajemnicza relacja między tą dwójką intryguje. Na ile to była próba złamania go, a na ile rodziła się sympatia – nie wiadomo. Drugi plan z kolei jest bardzo bogaty – kompletnie zaskakuje Piotr Adamczyk jako pozornie jowialny major Kępski, będący bezwzględnym skurczybykiem, zapada w pamięć Agata Kulesza wcielająca się w żonę podejrzanego (i ta śląska godka), wreszcie Magdalena Popławska, czyli żona Jasińskiego, coraz bardziej od niego oddalająca.

jestem_morderc4

„Jestem mordercą” to przykład nieoczywistego połączenia kryminału, dramatu psychologicznego oraz krytycznego spojrzenia na okres PRL-u. Co najciekawsze, nie jest to tak nieczytelne, by widownia zza granicy nie byłaby w stanie tego zrozumieć. W końcu seryjni mordercy działają w każdym ustroju.

8/10

Radosław Ostrowski

Chce się żyć

Niedoskonałość fizyczna, kalectwo (mówiąc prościej człowiek nie do końca sprawny fizycznie, czasem zdeformowany) interesowała i interesuje filmowców od długiego czasu, co potwierdzają takie filmy jak „Moja lewa stopa”, „Człowiek słoń”, „Motyl i skafander” czy ostatnio „Nietykalni” i „Sesje”. Pewne próby wszczepienia opowieści o tego typu bohaterach (niedoskonałych ludziach) próbowano przeszczepić w Polsce, co widać było choćby w „Imagine” (utrata wzroku). Teraz podobnego wysiłku podjął się Maciej Pieprzyca ze swoim głośnym (już) filmem „Chce się żyć”.

mateusz1

Poznajcie Mateusza. Kim on jest? Gdy się pojawia po raz pierwszy, jest chłopcem, który nie ma z nikim żadnego kontaktu. Nie jest w stanie poruszać swoimi kończynami. Innymi słowy – roślina. Taka diagnozę usłyszał od lekarki, a rodzina stara się jak może, żeby był w stanie godnie żyć. Po wielu perturbacjach, Mateusz trafia do ośrodka dla niepełnosprawnych intelektualnie. Nie jest łatwo, jednak on się nie poddaje. Wtedy dochodzi do przełomu, a to za sprawą wolontariuszki i pewnej lekarki stosującej dość niekonwencjonalną formę komunikacji.

I już można się spodziewać, że będzie depresyjnie (bo Polska to kraj, w którym wszystko się pier…) albo przesadnie łzawo i melodramatycznie. Jednak reżyser poszedł w stronę „Nietykalnych” czy „Sesji”, czyli próbuje opowiedzieć pozornie prostą, wręcz banalną opowiastkę o walce z niepełnosprawnością, sile ducha nad ciałem, ale bez skręcania w stronę depresyjnego dramatu, bez stosowania emocjonalnego szantażu. Pomaga przy tym odrobina nienachalnego humoru (próba otworzenia kokosa przez ojca czy ironiczne wypowiedzi samego bohatera z offu), utrzymane w „jasnej” kolorystyce zdjęcia. Może zabrzmi to odrobinę banalnie, ale człowiek – nawet jeśli fizycznie nie jest do końca sprawny (jakkolwiek dziwnie to zabrzmi) – nadal pozostaje człowiekiem. A jak wiadomo, ma też swoje potrzeby (erotyczne też, ale spokojnie – nie ma tu świntuszenia czy chamstwa, choć wypowiedź Mateusza o cyckach – rozbrajająca). Klisze są? Ale mi to nie przeszkadza, a jak kopiować, to najlepsze wzorce, prawda?

mateusz3

Ten film ma także bardzo mocną obsadę, która wyciska z siebie maksimum. O Dawidzie Ogrodniku powiedziano już wszystko, co można było powiedzieć i ze wszystkim tym się zgadzam (jak Lech Wałęsa z  Janem Pawłem II), tak samo debiutujący Kamil Tkacz (obaj grali Mateusza) – mówiąc krótko, fenomenalni. Poza nimi dwoma nie można nie zauważyć świetnego Arkadiusza Jakubika (ojciec Mateusza – „czarodziej” jak o nim mówi) czy Doroty Kolak (matka – oddana, walcząca i kochająca) – takich rodziców chciałoby mieć chyba każde dziecko. Ja jeszcze ze swojej strony dodam obowiązkowo jeszcze trzy panie, które grają dość kluczowe postacie dla fabuły – Annę Kaczmarczyk (Anka – pierwsza dziewczyna Mateusza), Katarzynę Zawadzką (wolontariuszka Magda) i Annę Nehrebecką (pani Jola, nauczycielka języka Blissa) i każda z nich tworzy pełnokrwistą postać.

mateusz2

Jeśli ktoś chwali polski film, to wiedzcie, że coś się dzieje. I piszę ten tekst nie tylko, bo trzeba było napisać, ale dlatego, że ten film po prostu sprawił mi wielką przyjemność. Jestem więcej niż pewny, że jeszcze do niego wrócę. Bo przywrócił mi ten film wiarę, że jeszcze w Polsce da się zrobić coś dobrego. Czego sobie i wam życzę.

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski